Może bajka...



MOŻE BAJKA...

Nad niewielką rzeką rósł krzew. Czasem brakowało mu wody do picia, bo deszcze padały tam rzadko. Czasem wiatry szarpały bolesnie jego gałęzie, ale trwał, a nawet na jego gałązce pojawił się owoc.

Nie był to jakis specjalny krzew, ot taki jakich dziesiątki rosły w tej dolinie. Rósł na piaszczystej glebie, więc zarówno wiatryjak susze bardzo dawały mu się we znaki. Jednak to najgorsze nadeszło zupełnie nieoczekiwanie. Pewnego dnia woda, w spokojnej na co dzień rzece, zaczęła gwałtownie pzrybierać. Bury nurt dotarł aż do krzewu. Szarpał go wyginał, aż wreszcie oderwał od niego gałązkę z przyczepionym owocem. Pedzące brudnoszare zwały wody przerażały owoc. Krzyczał, że nie chce, że tam jest jego krzew, płakał... Spieniony żywioł niósł go w nieznane.

Po kilku dniach wody zaczęły opadać. mały owoc osiadł, gdzieś na nieznanym brzegu. Bardzo cierpiał. bał się wszystkiego. początkowo myślał, że umrze. Z tęsknoty, samotności strachu.

Jednak wypuścił nieśmiale korzonki i powoli wyrósł z niego niewielki krzew.

Bał się każdego szelestu, więc dla obrony uzbroił sie w długie, ostre kolce. By poczuć się jeszcze pewniej wypuścił też parzydełka, boleśnie szczypiace każdego kto byłby zagrożeniem. A jakby tego było mało zaczął produkować cuchnacy sok, który odpychał goryczą i obrzydliwą wonią.

Czuł się już bezpieczniej, ale nie był szczęśliwszy. Okropna dławiaca samotność odbierała mu siły. Gałązki zaczynały wiednąć...

Pewnego dnia przyfrunął tam mały kos. Długo przypatrywał się zwiędniętemu krzewowi. Wreszcie zaczęli rozmawiać. Gdy kos poznał już historię krzaczka, zaproponował mu, aby zamiast hodować wciąż bardziej okazałe kolce i parzydełka, wypuścił kwiat. Wtedy na pewno ktoś go dostrzeże i obdarzy przyjaźnią. Przerwie samotność, w której usycha.

Roślinka bała się:

"A jeśli ktoś zerwie mój kwiat tylko po to, aby się nim pobawić."

"Spróbuj" - namawiał kos - "jeśli tego nie zrobisz wkrótce uschniesz."

***

Kwiat był tak piękny, jakiego nie widziała jeszce ani dolina ani okalający ja las. delikatny, o niezwykłej barwie i cudownym zapachu.

Las szybko rozszumiał wieść o przepięknym kwiecie i już nazajutrz do doliny przyszedł człowiek. Zachwycił się jego oryginalną urodą.

"Jesteś piękny, zabiorę cię do domu. ucieszysz moją żonę."

Gwałtownym ruchem sięgnął po gałązkę. Przerażony krzew nastroszył kolce i parzydełka. Za późno. Człowiek zerwał juz kwiat... I wtedy poczuł okropny zapach soku który wytrysnął ze zranionej gałązki.. Ze wstrętem ją odrzucił. Odszedł.

Kwiat zwiądł i krzew płakał. Długo płakał.

Gdy do doliny przyleciał kos, krzew nie chciał z nim w ogóle rozmawiać. Minęło dużo czasu zanim zaczął słuchać tego co mówił ptaszek. A on wciąż powtarzał, że teraz będzie inaczej, że nie pozwoli już szumieć o tym lasowi, że sam znajdzie dobrego ogrodnika, który zruzumie kolce, parzydełka i trujący sok. Przekonywał, że istnieją piękne ogrody, których mógłby być ozdobą, gdzie nie będzie się czuł samotny i przerażony.

Krzew nie chciał. Zbyt bolała go zraniona gałązka. Zbyt upokarzało wspomnienie wstrętu z jakim człowiek odrzucił kwiat. Zawsze uważał, że jest brzydki i nieciekawy, a smutne doświadczenie z tym człowiekiem utwierdziło go w tym przekonaniu. Po co ma wypuszczeć kwiat skoro i tak nikt nie chce krzewów takich jak on. Kolce pogrubiały, a parzydełka zrobiły sie dłuższe.

Jednak cierpliwość łagodnego ptaka powoli kruszyła jego opór. Zwłaszcza, że obiecał mu trzy ważne rzeczy: kos sam pryprowadzi do niego dobrego ogrodnika, będzie mu cały czas towarzyszył i co najważniejsze to krzew zdecyduje czy chce zamieszkać w nieznanym ogrodzie.

Po wielu dniach i nocach rozterek krzew zdecydował, że spróbuje jeszcze raz.

***

Drugi kwiat nie był, może, tak piekny jak pierwszy. Bardziej wątły, o mniej intensywnych barwach. Nie wierzył, by ktoś zainteresował się takim marnym krzaczkiem.

Po kilku dniach przyfrunął kos i zapowiedział wizytę Ogrodnika. Krzew chciał wygladać jak najpiekniej, ale wbrew jego woli kwiat skurczył się, a kolce i parzydełka nastroszyły.

Ogrodnik miał miły uśmiech i ciepły głos. Przykucnął obok krzewu i... i wtedy z roślinki popłynął cuchnący sok. Tak bardzo tego nie chciała, ale to było silniejsze od niej. Czekała przerażona na reakcję Ogrodnika.

A on po prostu mówił dalej, jakby nic się nie stało. Opowiadał o tym ile miejsca czeka w jego ogrodzie na ten niezwykły krzew, jakie rośliny tam rosną.

Przychodził codziennie. Rozmawiali coraz dłużej. Pewnego dnia krzew zapytał, czy mógłby zobaczyć ogród. Ogrodnik bardzo sie ucieszył. Przyniósł ogromny pojemnik, by krzew mógł zabrać ze sobą bryłę ziemi, która zabezpieczy jego korzenie.

Przy przesadzaniu do pojemnika krzew znów, mimowolnie, nastroszył kolce i parzydełka, ale ogrodnik zamiast zabrać poparzone ręce, uśmiechnął się łagodnie mówiąc: "spokojnie, nie bój się."

W ogrodzie było pieknie i krzew czuł sie wspaniale. Jednak wciąż czegoś się bał. Kiedyś w rozmowie z kosem zrozumiał, że ten lęk dotyczy pojemnika. Bał się, że Ogrodnik zechce go wsadzić w ziemię ogrodu. Nie chciał tego, bo marzył, że kiedyś odwiedzi dolinę, w której mieszkał jako owoc. Kos rozmawiał o tym z Ogrodnikiem i pewnego dnia wybrali się w podróż do doliny. Odnaleźli stary już krzew, który ucieszył się, że z jego owocu wyrosła tak piękna roślina. Krzaczek też powrócił do ogrodu szczęśliwszy. Później wiele razy odwiedzali dolinę. Krzew lubił te wyprawy, ale cieszył się, że jego domem jest piękny ogród z mądrym Ogrodnikiem, gdyż dolina była jeszcze bardziej piaszczysta i wiały tam silniejsze wiatry.

Krzew bardzo urósł. Jego kwiat podziwiano w całej okolicy. Kolce i parzydełka były schowane za szmaragdowozielonymi liśćmi i nikomu nie robiły już krzywdy. O istnieniu cychnącego soku nie pamiętał już nawet sam krzak.

Ogrodnik z radością patrzył jak krzew wyrósł na prawdziwą ozdobę świata. Pełen życzliwości dla innych, wiary we własne siły i niezliczonych ciepłych uczuć dla swojego Ogrodnika.


Elżbieta Trubiłowicz
psycholog
Dom Dziecka nr 2 w Lublinie

Poprzedni Home Następny