Rodzinny Dom Zastępczy w Brzegu



Ch.S.P.D. "Misja Nadziei" prezentuje kolejną rodzinę zastępczą, rodzinę państwa Danuty i Andrzeja Alberskich z Brzegu. Ich dość trudne losy, bliski kontakt, z problemem sieroctwa społecznego i niepełnosprawnością dzieci, sprawiły, że obecnie są sporym zachęceniem dla innych, którzy podjęli się trudu rodzicielstwa zastępczego.

"Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę żyła, tak jak żyję i że będę miała tyle dzieci, nie uwierzyłabym - mówi Danuta Alberska, mama szóstki dzieci, trójki własnych i trojga w rodzinie zastępczej. - Ale też nie zawsze byłam taka, jak dzisiaj. Zmieniłam się bo Bóg tak chciał."

W roku 1995 mając trójkę własnych dzieci: Marcina - 11 lat, Łukasza - 12 lat i Dawidka - 1 roczek, zgodnie z postanowiem sądu w Brzegu państwo Alberscy stali się rodziną zastępczą dla trzech dziewczynek: dwie z nich to siostry - Mariola - lat 9 i Ania - lat 8, trzecia to siedmioletnia Ewa. Mariola i Ania pochodzą z rodziny alkoholików, skąd do domu dziecka trafiły w wieku : 5 i 4 latka. W biologicznym domu nie miały co jeść, były brudne, zawszone, posikane. Często dostawały lanie za to, że wzięły sobie coś, co udało im się znaleźć do jedzenia.

Mariola choruje na padaczkę pourazową - dostawała od biolgicznego ojca lanie po głowie za to, że mając 4 latka nalała płynu do mycia naczyń siostrze na włosy... tata był pijany..., pękniecie czaszki, wstrząs mózgu. Mariola od 4 lat dostaje leki. Nowi opiekunowie często byli wzywani do szkoły w czasie lekcji, bo z Mariolą coś się działo... miała ataki. Kiedy pojawiła się w nowym domu na pytanie co zrobi gdy urodzi dziecko - zabiję je - z nienawiścią odpowiadała. Ania ma przykurcz szyi od urodzenia. Gdyby od początku Ania trafiła do poradni rehabilitacyjnej dzisiaj miałaby prosty kręgosłup. Biologiczna mama nie miała czasu się tym zająć..., opiekunowie w domu dziecka też..., dzisiaj jest za późno. Ewa znalazła się w domu dziecka w wieku 8 miesięcy. Jej mama to była wychowanka domu dziecka. Urodziła sześcioro dzieci i wszystkie oddała. Ewa po raz pierwszy w swoim życiu powiedziała słowa : "mama " i "tata" w wieku 7 lat do nas. Jej zachowanie było złośliwe i szorstkie a język którym się posługiwała był wulgarny i opryskliwy. Ewa miała silnego zeza. Miała operację, jeździliśmy pół roku na ćwiczenia. Teraz ma śliczne oczka.

Dzieci były bardzo zaniedbane, zadawały pytania i rozumowały jak dzieci trzyletnie. Pytały jak się robi śledzia, co to jest igła, wanna itp. W szkole miały bardzo duże problemy z pisaniem i czytaniem. Nie potrafiły lub nie chciały szanować swoich rzeczy, nagminnie niszczyły ubrania, zabawki, książki i przybory szkolne. Nie chciały się uczyć, myć i sprzątać. Próby wyegzekwowania czegokolwiek kończyły się buntem i krzykiem - ja chcę wrócić do domu dziecka.

Początki były trudne. Trzy lata temu podjęliśmy próbę tworzenia Rodzinnego Domu Dziecka w Baryczy, - mówi Andrzej Alberski - ale nie udało się. Brak zainteresowania i wsparcia ze strony władz lokalnych, daleka odległość od miasta, kłopoty finansowe, brak pracy dla pana Andrzeja sprawiły, że państwo Alberscy podjęli decyzję o powrocie do Brzegu.

Ich najstarszy syn Łukasz, choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Walka o jego prawo do normalnego życia była i jest nadal dla nich prawdziwym egzaminem z rodzicielstwa, stan zdrowia syna Danuty i Andrzeja świadczy o tym, że zdali ten egzamin. Obecnie mogą się pochwalić dużym doświadczeniem w wychowaniu dzieci trudnych, a swój ogromny potencjał miłości chcą spożytkować, na naprawę zła, które ktoś wyrządził dzieciom.

Kontakt z dziećmi osieroconymi zrodził w ich sercach ideę pomocy najbiedniejszym - dzieciom z nieuregulowaną sytuacją prawną. Postanowili utworzyć Rodzinny Dom Zastępczy. Dać dzieciom rodzinne ciepło, codzienną obecność, bliskość i bezpieczeństwo - słowem to czego w Domu Dziecka wychowankom brakowało. Dać miłość, wiarę a przede wszystkim nadzieję.

Rok 1998 i część obecnego są dla rodziny Alberskich okresem zmagania się z czasem i materią. Na początku kwietnia wprowadzili się do wyremontowanego przez Andrzeja i grupkę przyjaciół mieszkania. Siedem niewielkich pokoi, duża kuchnia, dwie łazienki, to wszystko uzyskane z trzypokojowego mieszkania w starym budownictwie. Dla naszej rodziny jest to niezbędna dla życia przestrzeń zapewniająca nam komfort psychiczny - mówi pani Danuta.

- Z takim zapleczem jesteśmy gotowi przyjąć do naszej rodziny kolejne dzieci - sieroty społeczne. Nasze mieszkanie wymaga jeszcze dużo nakładu pracy wykończeniowej. W dwóch pokojach na podłodze jest jeszcze beton, okna wymagają wymiany, a nasza 16- letnia pralka ledwo pierze. Potrzebujemy pomocy ludzi dobrej woli, którzy mogliby udzielić nam wsparcia finansowego, bez którego nie jesteśmy w stanie realizować naszych zamierzeń pomocy dzieciom.

Poprzedni Home Następny