Nadzieja matką - mądrych



Nadzieja matką - mądrych

W Polsce, wzorem innych krajów, można by praktycznie zlikwidować państwowe domy dziecka, zastępując je rodzinnymi. Tak się nie stało. Dlaczego? Rozmawiamy o tym z założycielem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei" Andrzejem Olszewskim.

Cel: Dlaczego w Polsce jest wciąż tak mało rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka? Czy chodzi o mentalność Polaków, czy raczej brak środków, niedoinformowanie albo biurokrację?

Andrzej Olszewski: Przyczyn, które się na to składają, jest kilkanaście: przede wszystkim są obawy, niezrozumienie, czym jest rodzicielstwo zastępcze, brak wystarczającego społecznego przyzwolenia i akceptacji tej formy opieki pozainstytucjonalnej. To także brak systemu wsparcia dla rodziców zastępczych, niedobór środków i problemy z urzędnikami. Chciałbym jednak skupić się na dwóch przyczynach. Pierwsza z nich to wadliwa ustawa o pomocy społecznej, która podzieliła rodziny i urzędników pomocy społecznej. Obecnie obowiązuje ustawa wprowadzona w 1999 r. Znalazło się tam wprawdzie sporo zapisów dotyczących rodzicielstwa zastępczego, jednak sam duch tego zarządzenia jest nieprzychylny takiej formie pomocy dzieciom i dziś widzimy, jak z roku na rok piętrzą się trudności. Obecnie sytuacja rodzin zastępczych wcale nie jest dobra, a przecież im więcej będzie szczęśliwych rodziców zastępczych, tym więcej będziemy mieli kandydatów do tej funkcji.

Drugim problemem jest to, co dzieje się w środowisku osób zainteresowanych opieką nad dziećmi. W mediach widzimy sporo kampanii promujących rodzicielstwo zastępcze, słyszymy same dobre deklaracje, ale wewnątrz środowiska toczy się ostry spór pomiędzy zwolennikami rodzin zastępczych a "obrońcami" domów dziecka. Ścierają się koncepcje. Jest bardzo wiele niedopowiedzeń, konkurowania, braku empatii i szacunku. Uważam, że sytuacja rodziców zastępczych, rodzinnych domów dziecka i samych dzieci, które do tych rodzin zostały przyjęte, nie może się zmienić, dopóki nie dojdą do porozumienia ludzie zaangażowani w problem. Oponentom rozwoju rodzicielstwa zastępczego w naszym kraju zależy na rozbiciu prorodzinnego środowiska i dzieleniu nas na "dobrych" i "złych" rodziców zastępczych, "tanich" i "drogich", "roszczeniowych" i "pozytywnych", "pokornych" i "wychylających się". W tej sytuacji wielu uważa, że lepiej zachować status quo i domy dziecka, do których przyzwyczailiśmy się, niż "wychylić się" i zdecydowanie pójść w kierunku rodzicielstwa zastępczego. "Wychylić się" - i wziąć do swojej rodziny jakieś dziecko.

C.: Czy rodzice zastępczy oprócz dobrych chęci i spełniania warunków formalnych (jak np. stały dochód czy miejsce zamieszkania) muszą mieć jakieś predyspozycje psychiczne lub umiejętności? Czy każdy może stworzyć rodzinę zastępczą?

A.O.: Zaryzykuję stwierdzenie, że większość z nas się do tego nadaje. Są szkolenia, proces kwalifikacji, ale tak naprawdę sprawdzianem naszych umiejętności jest codzienne życie. Zakładając, że rodzina trafi na dobre szkolenie, że będzie miała wsparcie w środowisku i że dziecko zostanie dobrze dobrane do rodziny, a rodzina do dziecka, myślę, że to wyzwanie jest możliwe do podjęcia dla większości rodzin. Oczywiście, trzeba być cierpliwym, mieć czas dla dziecka i dobrze się czuć w jego obecności.

C.: Jest pan tatą zastępczym dla czworga dzieci. Proszę opowiedzieć o swojej największej porażce jako rodzica? I czy udało się ją przemyśleć, przekuć w zwycięstwo? Bo przecież wielu ludzi nie podejmuje się opieki nad dzieci właśnie z powodu lęku przed porażką, odpowiedzialnością za osobę, na której kształtowanie nie mieli wpływu, przed odrzuceniem, przed tym, że "mogą kiedyś tego pożałować".

A.O.: Naszą drogę z rodzicielstwem zastępczym rozpoczynaliśmy dawno temu, to był szczególny przypadek siedmioletniego chłopca, który znalazł się u nas w domu po śmierci ojca. Ojciec zapił się na śmierć i zmarł na jego rękach, a miejsce pobytu jego matki było nieznane. Chłopiec miał już swoje nawyki, cztery lata praktycznie żył na ulicy, był "wolny", miał poalkoholowy syndrom płodowy FAS oraz problem w kontaktach z innymi, z utrzymaniem relacji międzyludzkich. Żaden terapeuta dziecięcy nie pomógł mu pogodzić się ze stratą ojca. Zbyt szybko pozwoliłem mu mówić do siebie "tato". Choć to on sam wyszedł z taką propozycją, w ten sposób zająłem miejsce zarezerwowane dla jego biologicznego ojca. On chciał z jednej strony być lojalny i w stosunku do ojca, do środowiska, w jakim się wychowywał, z drugiej zaś chciał być też lojalny w stosunku do nas. Nie poradził sobie, my nie poradziliśmy sobie z tą walką o tożsamość. Chłopiec miał też potrzebę bycia wolnym. Od dziewiątego roku życia uciekał z domu. Tych ucieczek było ponad pięćdziesiąt. Wolał żyć na ulicy, po melinach, w brudzie i smrodzie, ale był wolny, nie musiał, nie potrafił podporządkować się zwyczajom i zasadom panującym w naszej rodzinie. Jako nastolatek zdecydował, że pójdzie do domu dziecka, próbowałem jeszcze o niego walczyć, ale bezskutecznie. Dziś jest dorosły, edukację praktycznie zakończył na gimnazjum, z ogromnym trudem walczy o każdy dzień, o pracę, o relacje z innymi. Mamy z nim kontakt. Mimo tego, co się wydarzyło, on wie, że jego jedyny dom to nasza rodzina.

To była porażka. Jednak otworzyła nam oczy na problem sieroctwa społecznego, na wewnętrzną niepełnosprawność dziecka cierpiącego z powodu choroby sierocej i na problem zerwanych więzi. W tamtych czasach nie było szkoleń dla kandydatów na rodziców zastępczych, nikt nie przygotowywał dzieci do funkcjonowania w nowych rodzinach. Wówczas , kiedy było nam trudno, powstawała "Misja Nadziei", rodziły się zręby rodzicielstwa zastępczego. Do naszego domu przyszły następne dzieci. Nie zawsze jest łatwo, ale to wynika raczej z niedoskonałego systemu wsparcia dla takich rodzin. Jest jeszcze sporo do zrobienia. Myślę, że na decyzję bycia rodzicem zastępczym trzeba popatrzeć w ten sposób, że nasza odpowiedzialność dotyczy tego jak w danej chwili możemy pomóc konkretnemu dziecku. Chcemy to zrobić dobrze, najlepiej jak tylko potrafimy. Czasami nam się wydaje, że ponosimy porażkę, a nie wiemy, że tak naprawdę odnieśliśmy sporo sukcesów i wiele się udało zmienić w życiu przyjętego dziecka. Moim zdaniem nie można tego rozpatrywać w kategorii porażki czy sukcesu.

C.: Psychologowie podkreślają, że charakter człowieka kształtuje się w pierwszych latach jego życia. Stąd wielu ludzi uważa, że takiemu np. dziesięciolatkowi z domu dziecka "nie można już pomóc". Czy naprawdę tak jest? Czy rodzice zastępczy w momencie, kiedy biorą dziecko do siebie, są pozostawiani samym sobie, czy mogą liczyć na jakieś wsparcie, na przykład pomoc psychologiczną?

A.O.: Znamy przypadki, że do rodzin zastępczych czy rodzinnych domów dziecka trafiają nastolatki i bardzo dobrze się w nich odnajdują. Widziałem jednak wiele dzieci i to sześcio-, siedmioletnich, które zbyt długo przebywały w patologicznych środowiskach i były tak zdemoralizowane, że można by o nich powiedzieć - "już za późno, nie można już im pomóc". Przeciętna rodzina nie poradzi sobie z takim dzieckiem, tym bardziej nie poradzi sobie instytucja opiekuńcza. Dlatego zaczynają się pojawiać rodziny zastępcze specjalistyczne, resocjalizacyjne i terapeutyczne. To są odpowiednio wyselekcjonowani ludzie, odpowiednio przygotowani, i właśnie te bardzo zdemoralizowane dzieci, a także dzieci chore mają w tych rodzinach szansę na normalne dzieciństwo oraz niepowtarzalną możliwość nauczenia się, czym jest rodzina. Bywa, że rodziny zastępcze są pozostawione samym sobie, ale coraz częściej mogą liczyć na pomoc i wsparcie ze strony pracowników socjalnych z ośrodków pomocy.

C.: Co poradziłby Pan tym, którzy myślą o adopcji bądź stworzeniu rodziny zastępczej?

A.O.: Trudno jest doradzić coś w jednym zdaniu. Sądzę, że bardzo ważne jest, aby tacy ludzie szukali kontaktu z osobami, które są już rodzicami zastępczymi czy adopcyjnymi. Mamy w sieci sporo tematycznych forów, warto też poczytać, niezależnie od szkoleń artykuły dostępne na stronie "Misji Nadziei". Warto jest dociekać, pozyskiwać o dziecku, o jego biologicznym środowisku jak najwięcej informacji. Trzecia rzecz, jeżeli macie biologiczne dzieci, to zawsze pamiętajcie, że Bóg powołał was w pierwszej kolejności do bycia rodzicami dla nich. Starajcie się, aby do waszej rodziny przychodziły zawsze młodsze dzieci, aby była zachowana niezwykle ważna zasada hierarchiczności.

Na koniec apel. Dziś na naszych oczach ważą się losy rodzicielstwa zastępczego w Polsce. Brakuje zdeterminowanych kandydatów gotowych powalczyć o życie dziecka. Istnieje potrzeba, aby wziąć do swojej rodziny dziecko i zaopiekować się nim. "Pomóż nam, chcemy dzieciom znaleźć dom rodzinny" to hasło XV edycji kampanii społecznej "Szukam domu", która ruszyła pod koniec maja. Kampanii, dzięki której ponad 2100 dzieci trafiło do rodzinnych domów dziecka. Warto się do nas przyłączyć.

rozmawiała Maja Denisiuk
wywiad dla magazynu Cel
źródło: www.magazyncel.pl

Poprzedni Home Następny