Tu nie jest jak w domuPodopieczni Domu Dziecka w Chmielowicach zarzucili dyrektorce złe traktowanie, bicie i sprzeniewierzanie ich pieniędzy. Wczoraj zarząd powiatu zawiesił ją w pełnieniu obowiązków.
DZIECI BYŁY BITE
Z Haliną Osińską, p.o. dyrektor wydziału polityki społecznej w Urzędzie Wojewódzkim, rozmawia Edyta Hanszke
- Jakie efekty dały ankiety przeprowadzone w Domu Dziecka w Chmielowicach?
- Wyniknęła z nich sprawa niewłaściwego traktowania dzieci w placówce. Kadra w domu nie zachowywała się należycie, między innymi dzieci były bite.
- Czy mieliście wcześniej sygnały o biciu czy poniżaniu tych dzieci?
- Podczas ubiegłorocznej kontroli mieliśmy niejasne sygnały. Ale dzieci wtedy nie chciały nic otwarcie mówić. Skierowaliśmy wówczas zalecenie do starosty o zagwarantowanie bezpieczeństwa podopiecznym.
- A może podopieczni zmyślili zarzuty?
- Dzieci w domach dziecka łączy silna więź typu destrukcyjnego. Może oczekują, że naszymi rękami pozbędą się kogoś, kogo nie lubią. Odczucia mogą różnić się od faktów.
- Na jakiej podstawie pani tak sądzi?
- Materia, którą się zajmujemy, jest bardzo delikatna. Dopóki nie zbadamy wszystkich zagadnień, nie chciałabym ferować wyroków.BYŁA JEDNA TAKA SYTUACJA
Z Henrykiem Lakwą, starostą opolskim, rozmawia Edyta Hanszke
- Co oznacza zawieszenie dyrektorki chmielowickiego Domu Dziecka w jej funkcji?
- Przede wszystkim odsunięcie od obowiązków do czasu wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy, która trafiła do prokuratury i rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli przy opolskim Urzędzie Wojewódzkim. Ta osoba ma zakaz kontaktu z wychowankami i zakaz wstępu na teren Domu Dziecka.
- Jak długo dyrektorka pełniła funkcję i kto ją wybierał? - Placówkę przejęliśmy dwa lata temu w związku z reformą administracji publicznej z całym składem osobowym. Dyrektorka szefowała jej od 1998 roku.
- Kto teraz rządzi placówką?
- Obowiązki dyrektora przejęła pierwsza zastępczyni tego domu do czasu, gdy zarząd powoła na to stanowisko osobę spoza tej placówki. Zadecydowaliśmy tak, ponieważ w skardze pojawiły się nazwiska innych wychowawców. Jest duże prawdopodobieństwo, że nowy dyrektor pojawi się w tej placówce już we wtorek rano.
- Czy do starostwa docierały wcześniej sygnały z Domu Dziecka w Chmielowicach, które powinny niepokoić?
- W ciągu ostatnich dwu lat były przeprowadzane bodajże cztery kontrole. Ale powiat odpowiada jedynie za administrację i finanse placówki.
- Czyli rozliczanie się z wychowankami było prawidłowe?
- Była jedna sytuacja, kiedy placówka nie wypłacała dodatków na usamodzielnienie się wychowanków. Dyrektor otrzymała wówczas naganę, a pieniądze tym osobom zostały zwrócone.Na ujawnienie zarzutów wobec dyrektorki i pracowników placówki zdecydowała się grupa wychowanków. Przesłali do wojewody list, w którym wypisali swoje uwagi. Lista żalów liczy dziewięć stron. Podpisało się pod nią jedenaście osób.
"Dyrektorka bije dzieci, szczególnie te upośledzone umysłowo. Sama przyznaje kieszonkowe, a na propozycje wychowawców stawia weto. Na każdym kroku ubliża dzieciom, używając epitetów: idioto, durniu, cymbale. W tym roku nie ma w naszym domu samorządu, ponieważ większość jego postulatów spełzała na niczym" - czytamy w liście.
Podopieczni twierdzą, że dyrektorka kierowała domem według zasady: ja tu rządzę. Oznaczało to, że ani wychowawcy, ani tym bardziej dzieci nie mogły jej się przeciwstawić. Pierwsi podobno bali się utraty pracy, drudzy przeniesienia do poprawczaka lub rozwiązania domu.
- Dyrektorka ciągle groziła nam poprawczakiem. Mieliśmy tam trafić za każde przewinienie. A myśmy się tego naprawdę bali - mówi Marcel. - Teraz, jako pełnoletni człowiek, patrzę na to z innej perspektywy - dodaje.
- Tych, którzy skończyli osiemnaście lat szantażowała inaczej. Sugerowała, że szybko zostaną usamodzielnieni - opowiada Leszek. Wówczas musieliby opuścić dom, znaleźć sobie mieszkanie i pracę. Jego zdaniem, w czasach, kiedy bardzo trudno o pracę straszak był skuteczny.Wychowankowie wspominają w liście jak dyrektorka wykorzystywała ich do rozgrywek personalnych ze swoją poprzedniczką.
- Wysyłała nas do kuratorium na skargi i kazała wyolbrzymiać różne sytuacje. Podpowiadała nam, jakie złośliwe numery możemy robić - piszą. - Myśmy wtedy nie wiedzieli, że ona nami manipuluje. Potem ta poprzednia dyrektorka została zwolniona - wyjaśnia Marcel. "Kliką" nazywają podopieczni grupę wychowawców, którzy mieli schlebiać dyrektorce i, podobnie jak ona, stosować wątpliwe metody wychowawcze.
- Raz poinformowaliśmy dyrektorkę, że wychowawczynie nam ubliżają. Zwołała zebranie i kazała mówić w obecności tych kobiet, co nam się nie podoba. Potem poparła dorosłych - wyjaśnia SebastianNastępnego dnia po liście do wojewody w Domu Dziecka odbyła się kontrola. Przeprowadzili ją pracownicy wydziału polityki społecznej. Podopieczni wypełnili specjalną ankietę. Pytano ich między innymi, czy wiedzą, kto jest ich opiekunem prawnym, czy ktoś rozmawia się z nimi o ich sytuacji prawnej i rodzinnej, czy mogą wyrażać własne zdanie, czy znają system nagród i kar i czy jest on sprawiedliwy. Zarzuty znalazły potwierdzenie. Chłopcy z Domu Dziecka przyznają, że aniołami nie są i nie próbują ich z siebie robić.
- Różne rzeczy nam się zdarzały, ale to wszystko, co napisaliśmy, jest prawdą - mówi Marcel.
Wczoraj dostarczyli wojewodzie kolejny list, w którym poinformowali, że po kontroli w Domu Dziecka dyrektorka zaczęła rozdawać młodszym dzieciom walkmany i rolki.
- Zostało uchwalone wraz z dziećmi kieszonkowe, czego do tej pory nie było. Jedna z wychowawczyń wymuszała od nas informacje o tym, kto napisał skargę - opowiada Sebastian.Wychowawcy domów dziecka podlegają Karcie nauczyciela. Gdyby okazało się, że zarzuty stawiane im przez podopiecznych miały miejsce, mogą już nigdy nie wrócić do zawodu.
- Karta nauczyciela przewiduje trzy możliwości ukarania dyscyplinarnego: naganę z ostrzeżeniem, zwolnienie z pracy z zakazem przyjmowania ukaranego do pracy w zawodzie nauczycielskim w okresie trzech lat od ukarania i wydalenia z zawodu - wyjaśnia Irena Szott, wicedyrektor wydziału nadzoru pedagogicznego w opolskim kuratorium oświaty.
Zarzut sprzeniewierzania pieniędzy pojawia się w liście podopiecznych chmielowickiego domu kilkakrotnie i dotyczy nie tylko szefowej.
- Kilka lat temu dyrektorka wysłała mnie na siłę do domu. Potem okazało się, że niby byłem na koloniach. Do tej pory nie wiem, gdzie są pieniądze za ten wypoczynek - mówi Sebastian.
Wychowankowie wspominają też sprawę pełnoletniego kolegi. Przez pięć lat miał rentę, którą otrzymywał jego opiekun. W ubiegłym roku chłopak skończył osiemnaście lat, ale do tej pory nie otrzymał zbieranych przez lata pieniędzy. Zapytany o pieniądze wychowawca tłumaczy, że chłopak nie potrafi gospodarować własnym groszem.
- Z tych rent, które otrzymuje teraz na swoje konto, nie zaoszczędził ani grosza. Umówiłem się z nim, że oddam mu wszystko, kiedy dostanie mieszkanie. Będzie na wyposażenie - wyjaśnia pan Zbigniew. - Ja mu zastępuję rodzinę. On jest sierotą. Nie mam zamiaru go skrzywdzić - dodaje.
Starosta przekazał zarzuty wychowanków prokuraturze. Z uwagi na dobro śledztwa prokurator rejonowy nie chce ujawnić szczegółów.
- Otrzymaliśmy zawiadomienie, rozpoczęto czynności procesowe i czekamy na rozstrzygnięcie - mówi prokurator Jerzy Duplaga-Wolski.
Odsunięta od obowiązków dyrektor Domu Dziecka nie komentuje sprawy.
- Nawet nie znam zarzutów z tego listu. I tak już wiele przykrości mnie spotkało. Czekam na komisje, które wszystko sprawdzą - mówi. Dodaje, że nie spodziewała się takiego potraktowania przez podopiecznych.
Na prośbę wychowanków zmieniłam ich imiona.
Edyta Hanszke
źródło: Nowa Trybuna Opolska
12. Kwietnia 2002 08:50
Cymbał, idioci i debile
Wychowankowie chmielowickiej placówki nie wytrzymali maltretowania fizycznego i psychicznego. Zwrócili się o pomoc do opolskiego wojewody.
"Otacza nas kłamstwo, przemoc fizyczna i psychiczna, manipulacje oraz niepewność jutra. Prosimy o pomoc!" - napisali do wojewody opolskiego wychowankowie Domu Dziecka w Chmielowicach.
- Powiedzieliśmy: koniec! Nie pozwolimy się tak traktować! - mówi Bogdan. On i jego koledzy zarzucili dyrektorce domu bicie, szantaże, sprzeniewierzanie ich pieniędzy. Kobietę zawieszono w obowiązkach, sprawą zajął się prokurator.
- Ona wprowadziła zasadę: ja tu rządzę! Młodsze dzieci biła. Starsze straszyła poprawczakiem - opowiada Bogdan. Student politologii, 20 lat, od dziesięciu w chmielowickim Domu Dziecka.Wszystko zaczęło się 4 lat temu, kiedy Krystyna D., wychowawczyni, została dyrektorem.
- Najpierw wykorzystała nas do rozgrywek personalnych. Kazała skarżyć na poprzednią dyrektor, żeby zdobyć jej stołek. A potem zabrała się za nas.
Dlaczego tak długo milczeli?
Prawie ideał
- O tym, co się tu dzieje, mówiliśmy w ub. roku, podczas kontroli z kuratorium. Usłyszeliśmy: jeśli jest tak źle, zamkniemy wasz dom. Przestraszyliśmy się. Gdzie wtedy byśmy poszli? - pyta Kasia. Na państwowym wikcie od 12 lat.
Halina Osińska, p.o. dyrektora wydziału polityki społecznej w opolskim Urzędzie Wojewódzkim, przyznała: "Mieliśmy sygnały, ale dzieci nie chciały otwarcie mówić".
Bogdan: - Ale miarka się przebrała.
Dom Dziecka w Chmielowicach: ładny budynek ukryty w parku, 27 podopiecznych. Wydawałoby się - ideał. Należy do Klubu Europejskiego. Ma w Internecie swoją stronę. Trzy lata temu zarejestrowali Dziecięcą Ligę Psich Zaprzęgów Husky. Pierwszą taką w Polsce. Byłam w Chmielowicach dwa lata temu. Rozmawiałam z dyrektor, wychowawcami, z dziećmi. Nikt słowem nie szepnął, że coś jest nie tak.
- Psy i Internet to zasługa Leszka Słowińskiego i Krystyny Garczyńskiej, wychowawców, nie dyrektorki. A jak pani u nas była, każdy grał swoją rolę - Bogdan spuszcza głowę.
Cymbał, idioci i debile
Dziś już nie muszą udawać. Napisali o wszystkim w liście do wojewody. Opowiedzieli przedstawicielom starostwa i pracownikom Ośrodka Pomocy Rodzinie. Mogą powtórzyć jeszcze raz: bicie i wyzwiska były tu na porządku dziennym.
- Kogo biła pani dyrektor? Las rąk w górze.
Sławek: 11 lat, szczuplutki, sierota.
- Byłem niegrzeczny to dostałem w twarz i kopa w pupę. Brała mnie też do gabinetu i biła linijką. Mariusza też biła linijką. Arka deską po plecach.
8-letni Patryk strącił kwiatek z parapetu. - Oberwałem rurą od "mopa"
. Kasia przytula go: - Znęcała się nad młodszymi, upośledzonymi umysłowo. Biła. Wyzywała od idiotów, debili, cymbałów. Inne zastraszała.
- Groziła poprawczakiem. Mieliśmy tam trafić za każde przewinienie. Baliśmy się - wtrąca Bogdan. Markowi (15 lat, grube okulary) powiedziała, że go tam wysyła. Uciekł. Zapłakany szedł trzy dni do Zdzieszowic, do matki - 40 km
. Artur: - Tych, którzy skończyli 18 lat, szantażowała, że... zostaną usamodzielnieni. Będą musieli opuścić dom, znaleźć pracę, mieszkanie. Uczymy się, do domu rodzinnego nie mamy po co wracać. Usamodzielnienie oznaczało bezdomność.
Prokurator sprawdzi
W Chmielowicach bezkrólewie. Nowy dyrektor zjawi się dopiero we wtorek. Wychowawcy nie ogarniają sytuacji. Wszyscy rozmawiają o "rewolucji". Zdaniem dzieci, w domu ginęły pieniądze. Np. te, które samorząd przeznaczał na ich wypoczynek. Zamiast na kolonie, jeździły do domów. Za darmo. Albo renta Artura - po ojcu. Przez pięć lat wpływa na konto wychowawcy. W ub. roku Artur skończył 18 lat. Pieniędzy nie dostał, do dziś. "Bo nie potrafi oszczędzać".
W ub. roku innemu wychowankowi nie wypłacono wyprawki na usamodzielnienie. Wtedy pieniądze zostały zwrócone, a dyrektorka dostała naganę. Nikt nie skontrolował całości finansów. Dopiero po liście dzieci do wojewody zaczęto sprawdzać zarzuty. Wiele znalazło już potwierdzenie. Henryk Lakwa, starosta opolski: - Pani dyrektor została zawieszona na pół roku. Z ocenami należy wstrzymać się jednak do zakończenia śledztwa.
Wychowawcy wstyd
Nikt z wychowawców nie widział, że dzieciom jest źle? - Niektórzy należeli do kliki pani dyrektor. Schlebiali jej i... stosowali takie same metody. Dwóch było w porządku, to odsunęła ich od wszystkiego - twierdzą dzieci.
Pani Wanda jest wychowawczynią od ponad 30 lat.
- Wiedziała pani, że dyrektor bije dzieci? - pytam.
- Nie będę rozmawiać - denerwuje się. Po chwili: - Każdemu mogą puścić nerwy...
Leszek Słowiński, wychowawca. Komputery, Internet, wycieczki - to jego zasługa. Dzieciaki go uwielbiają. Wierzą, że powie przed prokuratorem prawdę.
- Nie będę kłamał - zapewnia.
Co tu się działo? Spuszcza głowę.
- Jest mi strasznie wstyd. Że same dzieci musiały tę sprawę załatwić. My, wychowawcy, powinniśmy się od nich uczyć - mówi. Przyznaje: udawał, że jest OK. Nie reagował.
- Też bałem się, że zamkną nasz dom. Robiłem wszystko, żeby dzieciaki czuły się tu dobrze. Łagodziłem napięcia.
Jaki będzie nowy?
Dwa lata temu dyrektor Krystyna D. opowiadała mi, jakie wspaniałe metody wychowawcze wprowadziła w "swoim" domu. "One potrzebują miłości" - mówiła o dzieciach. I: "Chcielibyśmy, aby były szczęśliwe".
Teraz nie chce rozmawiać z dziennikarzami. Czeka na wyniki kontroli. Jest jej przykro.
Dzieci czekają na nowego dyrektora.
- Żeby był miły. I żeby mnie czasami przytulił - wzdycha 8-letni Patryk.
Bogdan, twardo: - Przede wszystkim - sprawiedliwy.
Kiedy do wiadomości publicznej dotarły wiadomości o skandalu w chmielowickim domu dziecka, jako pierwsi zareagowali... sponsorzy.
- Mieliśmy jechać z dziećmi i psami do Jury Krakowsko-Częstochowskiej na wycieczkę. Ale nie pojedziemy, okazało się, że nie będzie transportu - mówi Leszek Słowiński. - Znów ucierpią dzieci.
Dorota Kowalska
źródło: SE 15.04.2002
Przemoc w domu dziecka
Wychowankowie oskarżają dyrektorkę sierocińca
Wychowankowie Domu Dziecka z podopolskich Chmielowic oskarżyli szefową placówki o znęcanie się fizyczne i psychiczne. Po kontroli wojewody starosta opolski zawiesił dyrektor w pełnieniu obowiązków, a sprawą zajął się prokurator.
Pierwszy sygnał o nieprawidłowościach w chmielowickim Domu Dziecka służby wojewody otrzymały pod koniec lutego.
- Przyszli do nas wychowankowie tej placówki - mówi Halina Osińska, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego. - Prosząc o zachowanie anonimowości, opowiedzieli o przypadkach łamania praw dziecka, jakich miała się dopuścić pani dyrektor i niektórzy z wychowawców. Mówiono o biciu i zniewagach słownych, a nawet sprzeniewierzeniu należnych dzieciom pieniędzy. Natychmiast przeprowadziliśmy kontrolę, podczas której przeprowadziliśmy wiele wielogodzinnych rozmów z dziećmi i wychowawcami. Jej wyniki potwierdziły przedstawione nam wcześniej przez wychowanków wersje wydarzeń.
Po zakończeniu kontroli do urzędu ponownie zgłosiły się dzieci z Chmielowic. Tym razem przyniosły list podpisany przez jedenastu wychowanków. - Napisaliśmy w nim całą prawdę - opowiada jeden z autorów listu. - Niektórzy z nas byli bici przez dyrektorkę. Nieraz wyzywała nas od idiotów. Na wszelkie próby protestu reakcja była jedna: jak się nie podoba, to mogę was przenieść do poprawczaka. Starszych straszyła wyrzuceniem z domu. Wiadomo, co to oznacza w dzisiejszej sytuacji, gdy nie ma szans na pracę i znalezienie własnego kąta. Wiem, że czasem potrafiliśmy zajść za skórę wychowawcom, ale to nie usprawiedliwia zachowania dyrektorki.
Po kolejnym doniesieniu wojewoda skierował sprawę do prokuratury.
- Prowadzimy postępowanie w sprawie działalności Domu Dziecka w Chmielowicach, gdyż przedstawione nam materiały świadczą o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa - przyznał w rozmowie z "Rz" szef Prokuratury Rejonowej w Opolu Jerzy Duplaga-Wolski. Decyzją starosty opolskiego od wczoraj dyrektor nie ma już wstępu na teren Domu Dziecka. - Nie przyznaje się ona do zarzucanych jej czynów, a przed zakończeniem postępowań nie chcemy wydawać sądów w tej sprawie - zapewnia starosta opolski Henryk Lakwa. - Oskarżenia są na tyle poważne, że podjęliśmy decyzję o zawieszeniu dyrektor do wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę i rzecznika dyscyplinarnego przy wojewodzie opolskim.
Marek Szczepanik
źródło: RZECZPOSPOLITA
15.04.2002