Anna Błasiak
GDY ZABRAKNIE RODZINY...
Rodzina będąca wartością trwałą jest miejscem najlepszego rozwoju dla wszystkich swych członków. Rodzina to również wartość zadana, wymagająca wielu starań i wysiłków, by mogła stanowić wspólnotę prawdziwej miłości, wzajemnej akceptacji i troski o każdą osobę wchodzącą w jej skład. Gdy te starania i wysiłki będą niewielkie lub żadne, wtedy może wystąpić zjawisko dezintegracji rodziny, to znaczy przestanie ona pełnić swoją funkcję, nie będzie sprzyjać rozwojowi swoich bliskich, lecz przeciwnie, dostarczy im negatywnych przeżyć i doświadczeń. W konsekwencji pojawia się problem zastępczego środowiska opiekuńczo-wychowawczego, które ma kompensować brak własnej i zdrowej moralnie rodziny.
Czym dla rozwoju dziecka jest wychowanie we własnej rodzinie, a czym może być najlepiej funkcjonujący dom dziecka? Co może mu on dać, a czego nie może? Co w nim naprostuje, a co wykrzywi? próbę odpowiedzi na te pytania stanowi poniższy tekst.
Rola rodziny w rozwoju i wychowaniu człowieka
Człowiek uczestniczy w życiu społecznym, w grupach dużych i małych, lecz pierwotnym i najbardziej powszechnym miejscem uczestnictwa jest rodzina. To właśnie od niej rozpoczyna się biografia jednostki i ona towarzyszy jej przez całe życie. W niej człowiek przychodzi na świat i w niej uczy się podstawowych ludzkich funkcji, uczy się odnoszenia do innych ludzi i spotyka się z najważniejszymi wartościami, uczy się rozumienia norm i zasad postępowania, kształtuje określone wzory zachowania, pogląd na świat. Rodzina wywiera istotny wpływ na działanie człowieka i jego rozwój we wszystkich płaszczyznach życia. Dzieje się tak dlatego, że życie w tej podstawowej komórce organizmu społecznego, jaką jest rodzina, obejmuje długi okres. Zaczyna się, zanim pojawiają się inne środowiska w życiu jednostki (np. szkoła, rówieśnicy stanowią środowisko wtórne, które albo umacnia wpływ rodziny albo modyfikuje go albo uzupełnia), a poszczególnych członków rodziny łączą więzy szczególne. Por. J. Maciaszkowa, Z teorii i praktyki pedagogiki opiekuńczej, Warszawa 1991, s. 49.
Wspólnota rodzinna jest dla jednostki grupą podstawową, jej członkowie pozostają ze sobą w bliskim kontakcie, wzajemnie ze sobą współdziałają. Zaspokaja ona wszystkie potrzeby biologiczne, psychiczne, duchowe i materialne dziecka, co daje poczucie bezpieczeństwa, zapewnia psychiczną równowagę organizmu, umożliwia utrzymanie integracji osobowości.
Człowiek, aby mógł osiągnąć pełnię swych możliwości, potrzebuje silnych i trwałych więzów uczuciowych, które dać mu może jego rodzina. Dlatego rodzina jest uważana za wspólnotę emocjonalną, a miłość stanowi fundament jej egzystencji. Akceptacja, zrozumienie, serdeczność i życzliwość, wzajemna pomoc charakteryzuje zachowania ludzi kochających się. Za kształt tej miłości są odpowiedzialni przede wszystkim rodzice, których postawa powinna być przepełniona miłością mądrą i dobrą. W tej miłości rodzicielskiej mają miejsce najpiękniejsze człowiecze pragnienia i postawy zdolne do świadczenia dobra na rzecz innych, bezinteresownej życzliwości, zaufania i tolerancji. Dziecko poznaje miłość przede wszystkim przez jej doświadczenie, nie tylko zaś przez fakt, że o niej słyszy. Doświadczenie miłości zaspokaja równocześnie najważniejsze jego potrzeby psychiczne oraz umożliwia prawidłowy rozwój osobowy.
Ważne jest również to, że w najwcześniejszym dzieciństwie właśnie rodzice stanowią pierwszy element łączący dziecko z całą społecznością ludzi. Rodzina tworzy teren próbnych doświadczeń społecznych dziecka, który jest niezbędny dla jego prawidłowego i harmonijnego współistnienia w świecie. Pierwsze doświadczenie społeczne, które mają miejsce w rodzinie, wpływają na dokonywanie wyborów w przyszłości w sytuacjach trudnych i złożonych, w których uczestniczy już dorosły człowiek.
Rodzina zaspokajając potrzeby emocjonalne dziecka czyni to w sposób spontaniczny dzięki swojemu istnieniu oraz dzięki opiece i trosce, jaką przejawiają rodzice wobec dzieci. Wspólnota rodzin na kształtuje zaufanie i wzajemną odpowiedzialność oraz to, co stanowi o wartości wewnętrznej dziecka jako istoty społecznej.
Dziecku potrzebna jest pełna i zdrowa moralnie rodzina, której podstawową rolą jest zaspokajanie i ukierunkowanie potrzeb uczuciowych dziecka. Zasadniczo bowiem całe środowisko rodzinne stymuluje rozwój osobowości dziecka, przygotowuje dopełnienia określonych ról społecznych. Tylko miłość i akceptacja rodziców oraz zwartość rodziny stanowi podstawę pełnego psychospołecznego rozwoju dziecka. Syn czy córka, którzy czują, że są kochani i akceptowani przez rodziców, a przynajmniej jednego z nich, posiadają poczucie przynależności i bezpieczeństwa. Żadna placówka nie może rodziny w tym zastąpić, z prostej przyczyny żadne środowisko instytucjonalne nie może zaspokoić potrzeby trwałej osobistej więzi emocjonalnej z innymi ludźmi.
Od postawy rodziców zależy samopoczucie dziecka i rozwój jego osobowości. M. Ziemska Por. M. Ziemska Postawi rodzicielskie, Warszawa 1973, 57 59; a także M. Ziemska, Rodzina a osobowość, Warszawa 1977. wyróżnia następujące pozytywne i korzystne postawy rodzicielskie:
- akceptacja dziecka która oznacza przyjęcie dziecka takim jakie ono jest, zarówno jego cech fizycznych, usposobienia, jego intelektualnych możliwości, ale i wszelkich ograniczeń;
- współdziałanie z dzieckiem świadczące o właściwym zaangażowaniu i zainteresowaniu rodziców zabawą i pracą dziecka polega na angażowaniu go w zajęcia i sprawy związane z domem i rodziną, które są odpowiednio dostosowane do jego możliwości;
- dawanie dziecku odpowiedniej dla jego wieku rozumnej swobody bowiem dziecko w miarę dorastania i przechodzenia przez nowe fazy rozwoju stopniowo oddala się od swoich rodziców, ale równocześnie rozbudowuje świadomą więź psychiczną między rodzicami i dzieckiem;
- uznanie praw dziecka oznaczające przyjęcie praw dziecka jako równych, bez przeceniania i niedoceniania jego roli. Rodzice dostosowują się do poziomu fazy rozwojowej, w jakiej znajduje się dziecko oraz do jego aktywności.
Rodzina ze względu na wyjątkową siłę istniejących więzi może stanowić środowisko szczęścia i bezpieczeństwa, ale również z tej samej przyczyny może być miejscem silnych psychicznych doświadczeń i urazów. Dlatego M. Ziemska zwraca także uwagę na niekorzystne postawy rodziców wobec swoich dzieci, które mogą przyczynić się do szczególnie silnych i raniących je przeżyć, a których można uniknąć. Są nimi:
- postawa odtrącająca, o nadmiernym dystansie uczuciowym, sprzyjająca kształtowaniu się agresywności, nieposłuszeństwa, kłamstwa, hamująca rozwój wyższych uczuć, powodująca powstawanie zachowań aspołecznych u dzieci;
- postawa nadmiernego wymagania i korygowania, nieustannej krytyki, która sprzyja kształtowaniu się u dziecka braku wiary we własne siły, niepewności, poczuciu mniejszej wartości, lękliwości, trudności w przystosowaniu;
- postawa unikająca, gdy rodzice unikają kontaktu z dzieckiem, poświęcają mu mało czasu i uwagi, powstaje sytuacja określana mianem "rodzice obok dziecka";
- postawa nadmiernie, chroniąca przejawiająca się w ciągłej trosce o dziecko, rodzice utrzymują zbyt symbiotyczny kontakt z dzieckiem, jest to postawa "rodzice przy dziecku", będąca zaprzeczeniem rozumnej swobody;
Z punktu widzenia zaburzeń osobowości dziecka stosunki między rodzicami a dzieckiem są najistotniejsze wśród interakcji między członkami rodziny. Dziecku należy okazywać miłość, serdeczność, dać mu poczucie bezpieczeństwa, bo musi ono być pewne miłości i akceptacji rodziców, gdyż w przeciwnym razie pojawią się stany napięcia emocjonalnego, zagrożenie i lęk. Dlatego tak ważne są właściwe postawy rodziców sprzyjające rozwojowi osobowości dzieci.
Zastępcze środowisko opiekuńczo wychowawcze
Gdy zabraknie rodziny lub nie spełnia ona swoich funkcji i nie sprzyja właściwemu rozwojowi dziecka, a przyczynia się do jego traumatycznych doświadczeń pojawiają się zastępcze środowiska opiekuńczo-wychowawcze, które usiłują kompensować dzieciom brak własnej i właściwie funkcjonującej rodziny.
Potrzeba otoczenia opieką dzieci osieroconych, osamotnionych i niechcianych ujawniała się od dawna. Początków tej działalności można doszukać się we wczesnych wiekach naszej ery. Pierwszy dom dla osamotnionych dzieci powstał w VIII w. w Mediolanie. W roku 1204 papież Innocenty III założył Zakład im. św. Ducha dla dzieci porzuconych, co zapoczątkowało rozwój instytucji tego typu. Por. J. Maciaszkowa, Z teorii i praktyki pedagogiki opiekuńczej, dz. cyt., 101.
W Polsce także istnieje określony system opieki oraz wychowania dzieci osieroconych i opuszczonych, obejmujący różnorodne instytucje i formy opieki nad dzieckiem: instytucje diagnostyczne kwalifikacyjne (Pogotowia Opiekuńcze, Ośrodki adopcyjne opiekuńcze), rodzinne formy opieki (Rodzina adopcyjna i zastępcza, Rodzinne domy dziecka, Wioski dziecięce) i instytucje zakładowe (Domy dziecka, Ośrodki szkolno wychowawcze).
Co prawda przepisy w Polsce dopuszczają aż 13 typów placówek opiekuńczo-wychowawczych, jednak najbardziej rozpowszechnioną formą opieki są Domy Dziecka, niegdyś zwane sierocińcami. Według informatora GUS "Oświata i wychowanie w roku szkolnym 1996/97" istnieje u nas 351 domów dziecka, w których przebywa ok. 17 986 dzieci i młodzieży, a w tym zaledwie 570 (tj. ok.3%) sierot naturalnych, pozbawionych obydwojga rodziców. Ta informacja jest ważna, bo rzutuje ona na funkcjonowanie dzisiejszych domów dziecka, gdyż sieroty społeczne różnią się pod wieloma względami od dzieci, które zostały osierocone na skutek śmierci rodziców. Odmienna jest ich psychika, a to powoduje, że Domy Dziecka zostały postawione przed nowymi problemami opiekuńczymi, wychowawczymi i terapeutycznymi.
Dom dziecka - zastępcze środowisko opiekuńczo wychowawcze
W ramowym statucie domu dziecka zawartego w rozporządzeniu Ministra Edukacji narodowej z 21 lutego 1994 r., Dziennik Ustaw nr 41 z 28 marca 1994 r., czytamy: "Dom dziecka jest placówką, która dzieciom i młodzieży pozbawionym trwale lub okresowo opieki rodziny własnej, zastępuje rodzinę, zapewnia opiekę i wychowanie, odpowiednie do potrzeb warunki rozwoju, przygotowuje do samodzielnego życia. (...) Dom dziecka w szczególności zapewnia: warunki prawidłowego rozwoju psychofizycznego z uwzględnieniem zaspokajania potrzeb emocjonalnych kompensujących brak domu rodzinnego; odpowiednie warunki mieszkaniowe, całodzienne wyżywienie, zaopatrzenie w bieliznę, odzież i inne przedmioty osobistego użytku, w tym zabawki; opiekę pielęgnacyjną i w razie potrzeby konsultację i opiekę lekarską; usamodzielnienie wychowanków pozbawionych całkowicie opieki rodzicielskiej".
Uwaga: W znowelizowanej ustawie o pomocy społecznej z dnia 18 lutego 2000 r. Dziennik Ustaw nr 19 z 22 marca 2000 r. odchodzi się od dotychczasowego ramowego modelu domów dziecka. Podkreśla się w niej potrzebę ratowania biologicznej rodziny dziecka, oraz wskazuje rodzinę zastępczą, jako najlepsze zastępcze środowisko opiekuńczo - wychowawcze dla osamotnionych dzieci. Ustawa ta jest też bardzo ważnym prawnym fundamentem dla rozwoju rodzinnej opieki zastępczej.( przyp. MN)
Czy jednak Dom Dziecka, czy jak nazywają go w swoim slangu sami wychowankowie bidul, jest w stanie zastąpić rodzinę? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Każde dziecko potrzebuje indywidualnej opieki i ciągłej miłości, aby móc wyrosnąć na zdrowego, normalnie funkcjonującego człowieka oraz wymaga ciągłej stymulacji emocjonalnej i środowiskowej, fizycznej styczności, która umożliwi mu całkowity i prawidłowy rozwój, a tego najlepiej funkcjonujący Dom Dziecka dać w pełni nie może. Spróbujmy jednak choć w minimalnym stopniu poznać złożoną i trudną rzeczywistość Domów Dziecka i mieszkających w nich osób, by nie skrzywdzić nikogo.
Domy Dziecka rozsiane są po całym kraju. Istnieją Domy Dziecka, w których przebywają dzieci do lat 3. Niegdyś nazywały się one domami małych dzieci i podlegały resortowi zdrowia, a obecnie zostały łączone do resortu oświaty. Funkcjonują także Domy Dziecka dla osób od 3 do l8 roku życia, a w praktyce do 24. Wiąże się to z faktem, iż wychowankowie powinni opuścić dom dziecka w momencie usamodzielnienia się, czyli gdy osiągną 18 lat i zdobędą zawód. Jednakże, gdy wychowanek uczy się nadal w systemie dziennym, wówczas może nadal przebywać w domu dziecka, jednak nie dłużej niż do 24 roku życia, do ukończenia studiów.
Formalną podstawą umieszczenia dziecka w Domu Dziecka jest stosowne orzeczenie sądu rodzinnego, który ingeruje w sferę władzy rodzicielskiej i który wyrywa małego człowieka z jego naturalnego środowiska, najczęściej wbrew woli niego samego, a nawet wbrew woli rodziców. Decyzja sądu jest odbierana przez dziecko jako kara za grzechy rodziców za to, że rodzice są alkoholikami, często biją i piją, za ich niewydolność ekonomiczną i wychowawczą, za wykorzystywanie seksualne, znęcanie psychiczne, agresywność i biedę. Dlatego w oczach dziecka świat dorosłych jest zaburzony i niesprawiedliwy. Stąd, czemu trudno się dziwić, nie ufa ono osobom dorosłym i nie uznaje ich systemu wartości.
Umieszczenie w placówce opiekuńczo-wychowawczej i pobyt w niej pogłębia wszelkie zaburzenia zachowania dziecka, nie sprzyja równowadze emocjonalnej, hamuje rozwój intelektualny.
Nowy wychowanek przekracza próg Domu Dziecka z bagażem traumatycznych doświadczeń, jest z reguły pełen lęku i niepokoju. Na swój dziecięcy sposób i na miarę swoich możliwości stawia sobie i przeżywa pytania, wątpliwości związane z domem dziecka i jego losem.
Wszyscy mieszkańcy Domu Dziecka są przydzieleni do odpowiednich grup, ok. 15 osobowych. Podział ten jest zależny od danej placówki, wynika z tradycji domu dziecka, zaleceń administracyjnych lub przekonań wychowawców i dyrekcji. Mogą być tworzone grupy koedukacyjne, ale znacznie częściej spotykamy grupy samych chłopców, czy dziewcząt. Zdarzają się także całe domy, w których mieszkają tylko chłopcy lub tylko dziewczęta. W niektórych placówkach zostały utworzone grupy z dziećmi mniej więcej w tym samym wieku oraz grupy tzw. rozwojowe, gdzie przebywają z kolei osoby od tych najmniejszych i najmłodszych, aż po dużych i niemal dorosłych wychowanków. Tworzone są także tzw. grupy rodzinkowe, w których żyją dzieci w różnym wieku i obojga płci, mieszkając na terenie domu dziecka w wydzielonym mieszkaniu i spełniając różnorodne funkcje opiekuńcze, czy gospodarcze. Dzieci przebywając razem uczą się ze sobą bawić i pracować, uczą się współodpowiedzialności za całą rodzinkę. Grupie dzieci matkuje jeden lub dwóch wychowawców.
Dom dziecka - jako placówka żyje swoim własnym, ustalonym rytmem: dzień rozpoczyna się od pobudki, potem poranna toaleta, sprzątanie pościeli, śniadanie, wyjście do szkoły, czy przedszkola, potem powrót, obiad, pomoc w porządkach, wspólne rozmowy, dzielenie się własnymi przeżyciami, odrabianie lekcji lub zabawy (głównie dla najmłodszych), kolacja, dobranocka i sen. Jeden dzień podobny do drugiego.
W tym układzie dnia najtrudniejszym elementem jest odrabianie zadań domowych i nauka, gdyż niemalże wszyscy wychowankowie nie mają motywacji do "pracy naukowej", bo większość z nich powtarza klasy, szkoła jest dla nich miejscem stresu i porażki. Wiąże się to także z wyniesionym z domu rodzinnego lekceważącym stosunkiem do nauki, pracy, czy jakiegokolwiek wysiłku umysłowego czy też fizycznego. Trzeba wyjątkowych zabiegów zestrony wychowawców, aby zmienić ten stan choć w minimalnym stopniu. Często podejmowane wysiłki nie przynoszą efektów. Oczywiście wyjątki od tej reguły istnieją, ale są nieliczne. Tym młodym ludziom bardzo często trudno jest zrozumieć, iż zdobycie dobrego zawodu jest dla nich szansą na zmianę swojego losu, na to, by mogli żyć inaczej niż ich rodzice, dlatego często buntują się przeciwko nauce i szkole.
Podstawowym celem domu dziecka powinno być podjęcie wysiłków, by mały człowiek nie trafił tam na stałe, a jeśli już tam się znajdzie by jak najszybciej wrócił do swoich rodziców lub jeśli jest to niemożliwe, znalazł rodzinę zastępczą lub adopcyjną. Dom Dziecka różni się bowiem od typowych domów, w których mieszkają i żyją rodziny. Nie maco kryć, z życiem w placówce wychowawczej wiążą się szczególne konsekwencje i to w przeważającej mierze negatywne dla dzieci i młodzieży, którym przyszło w niej żyć. Dom Dziecka powinien o tyle, o ile jest to możliwe imitować prawdziwy dom. Imitować dom, bo na pewno nigdy nie uda się go zastąpić. Ponad 70 % mieszkańców tych placówek zapytanych o to, jakie zmiany chcieliby wprowadzić w swoim domu, przyznaje wprost, iż dom dziecka nie jest ich domem.
Biologiczni rodzice mogą odwiedzać swoje dzieci przebywające w domu dziecka niemalże zawsze, kiedy tylko chcą i zdarza się, że niektórzy wycho wankowie mają stały kontakt z rodziną. Na początku ilość odwiedzin jest uzależniona od rodziców, potem zaś decyduje też i wychowanek, gdyż po ukończeniu 14 lat może samodzielnie opuszczać dom dziecka (korzystając z tzw. przepustek) i wtedy najczęściej odwiedza on swoich bliskich, choć z reguły te spotkania są demoralizujące. Z tym wiąże się dramat większości tych maluczkich, polega on na tym, że rodzice ich żyją, a domy te dzieci mają aż dwa...Por. M. Andrzejewski, Domy na piasku, Poznań 1997.Zwykle bowiem ok. 90 % dzieci mieszkających w domu dziecka ma niedaleko swój rodzinny dom. Wśród nich ok. 98 % posiada jedno lub dwoje rodziców, często też i dziadków, ciocie, wujków, starsze rodzeństwo.
W umysłach i świadomości dzieci z Domu Dziecka ma miejsce kategoryczny podział na życie tu, tj. w domu dziecka i tam, tj. w domu rodziców. Żyją one w dwóch światach, systemach wartości, w odrębnych kulturach, co niesie ze sobą negatywne skutki. Rodzice oraz osoby z rodziny bardzo mocno tkwią w świadomości tych dzieci. Zabranie dziecka z jego domu rodzinnego nie oznacza dla niego zamknięcie jednego rozdziału życia i rozpoczęcie następnego nowego i odmiennego. Drugi rozdział rozpoczyna się, przy czym pierwszy trwa nadal. Dziecko przebywając w Domu Dziecka tęskni za swoim "starym" domem i pragnie do niego powrócić. Z czasem zapomina o krzywdach i smutkach, których doświadczało, wypiera je ze swoich wspomnień, zaczyna idealizować swoich rodziców, dom i zaczyna tęsknić. Prawie 95 % wychowanków pragnie powrócić do swoich domów i rodzin. Zdarzają się chwile, kiedy w gniewie dziecko złorzeczy rodzicom, bo nie pojawili się w Domu Dziecka, ale w głębi swojego serca i duszy kocha ich. Taki młody człowiek żyje w dwóch światach: u swoich rodziców, gdzie pragnie być oraz w Domu Dziecka, gdzie być musi, choć nie chce. Trafnie zauważa M. Andrzejewski, wychowawca pracujący niegdyś w domach dziecka, że prawda o rodzicach wychowanków istnieje i choćby jak krytyczne i negatywne było nastawienie do nich w społeczeństwie i w nas samych, to i tak pozostają oni rodzica mi tych dzieci, które co najmniej do wejścia w wiek dojrzewania będą kochać swojego tatę i mamę. Logiki w tym nie ma, ale czy miłość kieruje się ludzką logiką. Przecież nie kocha się kogoś za coś. Gdy dziecko opuszcza rodzinę, bo zostaje umiesz czone w placówce opiekuńczej, rodzina pozostaje sama sobie. Nie udzieli jej pomocy sąsiad, chyba że jako kompan do kieliszka. Nie może liczyć na pomoc krewnych. Często także istniejące instytucje nie przyczyniają się do pozytywnych zmian. To wszystko powoduje, że rodzice zaczynają się przy zwyczajać do takiej sytuacji, a nawet z czasem dostrzegają "pozytywne" strony życia bez swojego dziecka, bo mają mniej kłopotów, więcej pieniędzy na wódkę, u niektórych pojawiają się także usprawiedliwienia, "tam mu lepiej, ma gdzie spać, ma co jeść, na pewno mu lepiej". Dziecku udzielane jest wsparcie i opieka, rodzina takiego wsparcia nie otrzymuje.
Około 34% wychowanków domów dziecka przebywa w placówce tylko z powodu nędzy w rodzinnych domach.
Nie oznacza to jednak, że taka sytuacja będzie trwać nadal, pojawiają się bowiem ludzie, którzy rozumieją ów problem, tworzą więc organizacje i snują plany zmian obecnej sytuacji, pragną pomagać zarówno dzieciom jak i ich rodzinom, bo bolączką obecnego systemu socjalnego jest udzielanie pomocy jedynie dziecku, a brak jakiegokolwiek oddziaływania na rodzinę.
Wychowankowie domów dziecka
Nieodłącznym zjawiskiem występującym w Do mach Dziecka, a właściwie u ich wychowanków, jest choroba sieroca, będąca skutkiem długotrwałego rozstania z osobami bliskimi.
Dziecko, które zostało pozbawione rodziny, na rozłąkę reaguje przede wszystkim protestem (I faza choroby sierocej), nie rozumie całej sytuacji i czuje się skrzywdzone. Ta faza ma różny przebieg, zależny od wieku dziecka. Dzieci starsze czasem reagują agresją, a czasem oporem. U maluchów pojawia się zaburzenie snu, nadpobudliwość, utrata łkania, krzyk, płacz, niepokój. Gdy rozłąka trwa dłuższy czas, pojawia się kolejna faza rozpacz, objawiająca się częstym płaczem, smutkiem, małym ożywieniem, zaburzeniem snu, obserwuje się także różne autystyczne formy zaspokajania kontaktów społecznych (kiwanie się, ssanie palca, stereotypie ruchowe). Potem pojawia się najbardziej groźna faza określana mianem zobojętnienia. Wychowanek czuje się wyobcowany, już nie płacze, nie protestuje, wydaje się jakby pogodzony z losem, nie szuka już bliskiej osoby, wydaje się, iż przyzwyczaja się do swojej sytuacji, swojego sieroctwa, dominuje u niego apatia, która najczęściej uniemożliwia mu powstanie więzów emocjonalnych, czy społecznych. Rozwiązaniem tej sytuacji jest nawiązanie trwałych więzi emocjonalnych. Por. M. Przetacznik Gierowska, G. Makiełło Jarża, Psychologia rozwojowa i wychowawcza wieku dziecięcego, Warszawa 1992, s. 303.
Dzieci i młodzież wychowujące się w placówkach opiekuńczo wychowawczych są osobami zranionymi przez swoich rodziców (trafiają one do Domu Dziecka nie z własnej winy), dlatego najczęściej posiadają różnego typu kompleksy. Występują u nich typowe zachowania dzieci odrzuconych: nadpobudliwość nerwowa, zahamowania, zamknięcie w sobie, nieufność wobec dorosłych, trudności w nawiązaniu kontaktów, częste przejawy agresji, słaba koncentracja, brak przywiązania do kogokolwiek i zamiłowania do porządku, często kłamią. Wiąże się to z piętnem nienormalnych stosunków jakie miały miejsce w ich domu rodzinnym, gdzie często panował głód, miały miejsce rażące zaniedbania wychowawcze, samotność, wykorzystywanie.
Dzieci z Domów Dziecka przejawiają żal do ludzi, których spotykają na własnej drodze życio wej, często przerzucają doznane krzywdy na osoby, które są im najbardziej przyjazne i chcą im pomóc. Przerzucają na opiekunów odpowiedzialność za patologie we własnych rodzinach (dziecko zabrane do Domu Dziecka za swoje nieszczęścia wini wychowawców). Ma ono ciągłe poczucie krzywdy, popada w depresje, nie jest ono w stanie pojąć, dlaczego zostało zabrane od rodziców i ze swojego domu rodzinnego, a dom dziecka nie jest w stanie tej krzywdy zmniejszyć, czy złagodzić. Swój pobyt w placówce odbiera jako karę za popełnione prze winienie, co stanowi kolejne źródło kompleksu, a wychowawcy są elementem tej kary, bo są pracownikami Domu Dziecka.
Mały człowiek oddawany wielokrotnie do róż nych placówek, bo taki jego los, przejawia oziębłość uczuciową. Ma to związek z ludzką obojętnością, z jaką sil zetknął, przecież jego rodzice i krewni odwrócili się od niego. Spotkał się także z obojęt nością ze strony sąsiadów, nauczycieli, uczniów, czy innych ludzi wśród których przebywał, zanim został umieszczony w domu dziecka. W życiu wy chowanka ma miejsce wiele epizodów o mocnym ładunku emocjonalnym, najczęściej negatywnym i o ogromnej sile rozczarowania. Jest ich tak wiele, że mogłyby one być udziałem wielu ludzi. Po tych doświadczeniach wychowankowie stają się bardziej chłodni i oziębli uczuciowo, często przybierając twardy "pancerz ochronny", aby być bardziej odpornym na doświadczenia, które jeszcze nastąpią. Często ten pancerz jest nakładany dużo wcześniej pod wpływem zmian, jakie zachodzą w mentalności dziecka, gdyż w jego świadomości następują trwałe zmiany wynikające z konieczności przystosowania się do nienormalnych warunków i powstania pustki uczuciowej.
Mimo tego, że dzieci z domów dziecka przejawiają oziębłość uczuciową, w każdym z nich jest ogromna potrzeba miłości ze strony osób dorosłych. Ma ona swoje źródło w miłości rodziców, która daje dziecku wszystko, co jest mu potrzebne do jego prawidłowego rozwoju. Wychowanek, pozbawiony rodziny potrzebuje kogoś tylko dla siebie, w kim czułby oparcie i z kogo mógłby czerpać wzorce postępowania. Dlatego często pojawia się u nich tzw. "lepkość uczuciowa". Przytulają się niemalże do każdego dorosłego, ale także i do zabawek, poduszki, czy miękkiego dywanu. W domu rodzin nym wokół dziecka toczy się praktycznie życie i dziecko jest w pewnym sensie jedyne. W placówce sytuacja jest odmienna. Jest grupa dzieci, tłum i dziecko nie jest już jedyne, a pragnie takim być, dlatego poprzez swoją "lepkość" pragnie zwrócić na siebie uwagę osób dorosłych.
Wychowankowie domów dziecka są trudni, a obecnie do placówek trafiają coraz trudniejsi, bo są bardziej psychicznie zranieni, silnie znerwicowani, pełni bólu, negatywnych doświadczeń, nie rozumieją ani siebie, ani otaczającego świata. Trud na inność, czyli bycie mieszkańcem Domu Dziecka, które staje się ich udziałem, pogłębia dodatkowo ich lęk przed światem. Stają się bardziej zamknięci. Pojawia się przeświadczenie, że należą do ludzi znajdujących się na niższych szczeblach hierarchii społecznej. Konsekwencje wychowywania się w patologicznej rodzinie ponoszą dzieci mimo jej opuszczenia, będąc już w placówce. Wielu bowiem spośród nich nie potrafi określić etycznej strony swojego postępowania. Cechuje ich brak umiejętności życia według określonych norm i wartości, której ich nikt nie nauczył. Życie i rodzice uczyli ich czegoś wręcz przeciwnego. Musieli coś ukraść, żebrać, stosować przemoc i agresję, by przeżyć.
W zasadach, na których opiera się Dom Dziecka, nie ma trwałości i to stanowi kolejny problem. Praktycznie nic nie jest tam na zawsze i ten fakt ma odzwierciedlenie w postawie wychowanków, u któ rych tworzy się poczucie tymczasowości. źródła tymczasowości tkwią w ciągłej zmianie kadry wychowawców (zmienne dyżury, ciągła rotacja pracowników, którzy często nie wytrzymują trudów pracy i rezygnują, a na ich miejsce przychodzą następni) oraz zmiany dotyczące samych wychowanków (pojawiają się ciągle nowi, inni odchodzą, bo czas na samodzielność, inni wracają do rodzin, jeszcze inni wyjeżdżają do zakładów wychowawczych, a inni znajdują nowe rodziny). Wszystko to powoduje trudności w zakorzenieniu się w placówce i wychowanek powierzchownie traktuje wszystkich i wszystko, co ma związek z domem dziecka, nabiera dystansu. Często rodzi się u wychowanków "mentalność gościa hotelowego", polegająca na tym, iż dziecko samo nic nie robi, ale wiele wymaga od placówki i jej pracowników.
Pobyt w domu dziecka rodzi poczucie inności wobec osób, z którymi stykają się wychowankowie i to jest następna trudność w ich życiu. Swoim kolegom starają się nie mówić prawdy o swoim miejscu zamieszkania, gdyż najczęściej powoduje to kolejne negatywne przeżycia, gdy ktoś tę wiedzę wykorzysta w sposób niewłaściwy.
Mieszkańcy placówek opiekuńczo - wychowawczych są osobami raczej apatycznymi i biernymi. Mają trudności z koncentracją uwagi, bo są nadpobudliwi. Kierują się emocjami i często zdają się na przypadek, mają problemy z perspektywicznym myśleniem, nie potrafią korzystać z bagażu swoich doświadczeń. Te wady, są konsekwencją zjawiska zwanego sieroctwem społecznym, bo każdy maluczki potrzebuje osoby, która będzie tylko dla niego i zapewni mu bliski kontakt. U dzieci oddzielonych od rodziców następują zmiany hormonalne, następuje podwyższenie poziomu kortyzolu hormonu stresu, a zmiany wywołane przez ten hormon są stałe. Następstwem czego jest to, że gdy dzieci będą dorosłe, powielą zachowania stresorodne ukształtowane w okresie dzieciństwa, w którym zabrakło rodziców.
Codzienne życie w grupie, które jest udziałem wychowanków Domów Dziecka, brak indywidualnej opieki, wywołuje u tych osób poczucie zagrożenia, postawę lękową, deformuje rozwój psychiczny. Z czasem jednak tym dzieciom łatwiej jest żyć w grupie, lepiej się w niej czują i często, gdy znajdą się w nowej rodzinie jest im trudno zaakceptować nową sytuacje, gdzie nie ma już dużej liczby osób.
Jeszcze jedna trauma, która wiąże się z funkcjonowaniem dziecka w placówce, to często niekorzystny wpływ kolegów na dalsze jego losy ("drugie życie" Domu Dziecka). Jest to jeden z ważniejszych problemów na jakie natrafia mały człowiek, jest bowiem poddany oddziaływaniu najstarszych, a raczej najbardziej zdemoralizowanych wychowanków, którzy w przypadku braku stanowczości ze strony wychowawców, są w stanie uczynić mu ogromną krzywdę (wykorzystać, dopuścić się nadużycia, zastosować przymus, agresję, przemoc).
Istotnym problemem dotyczącym działania domu dziecka jest także brak obcowania wychowanków z dobrze funkcjonującą rodziną, brak możliwości poznania sposobu pełnienia właściwych ról w rodzinie i czerpania pozytywnych wzorców w rozwiązywaniu codziennych problemów rodzinnych, co ma poważne konsekwencje na przyszłość. Całe bowiem dzieciństwo i młodość spędzone w nienaturalnych warunkach domu dziecka powoduje bardzo trudny start tych dzieci w dorosłe życie. Dzieci te najczęściej powtarzają tragedię życiową własnych rodziców, ich los staje się bardzo podobny i też ma bardzo dramatyczny charakter. Patologia rodzi najczęściej patologię i dzieci z "chorych rodzin" zakładają "chore rodziny', a ich dzieci mają dużą szansę, by trafić do domu dziecka. Powstaje błędne koło, które trzeba przerwać.
Dziecko, któremu nie przywróci się rodziny, niekoniecznie biologicznej (jakiejś innej rodziny zastępczej, adopcyjnej), która zapewniłaby mu właściwe warunki, takie dziecko nie będzie potrafiło dawać miłości, ani jej przyjmować, będzie stale jej spragnione. Zdolność do miłości, trwałości uczuciowej, nie są dane, trzeba się ich nauczyć w dzieciństwie.
W wielkim skrócie przedstawiliśmy sytuację dzieci z Domów Dziecka, na tle której wychowawca jawi się jako osoba, która powinna być niezwykle zaangażowana, z odpowiednimi kwalifikacjami zawodowymi, aby mogła uczyć te dzieci samodzielności i odpowiedzialności, naprawiać skutki trudne go dzieciństwa. Ponadto osoba ta musi nabyć umiejętności praktyczne: jak nawiązać z dzieckiem kontakt osobisty, jak zaspakajać jego potrzeby emocjonalne. Przy czym wszystko to i tak może się nie sprawdzić w olbrzymim domu, jakim są obecne Domy Dziecka.
Problematyka sieroctwa społecznego jest bardzo złożona, ma bowiem wiele aspektów, które nie sposób przedstawić w jednym krótkim opracowa niu. Starano się tutaj pokazać kilka kwestii, by przybliżyć ogrom i złożoność tego zagadnienia.
Poznanie sytuacji dzieci społecznie osieroconych, ich problemów, sposobu myślenia i postępowania jest potrzebne po to, by zastanowić się, przemyśleć, móc w jakiś sposób pomóc, zareagować i zmienić ich los. One nie są winne, że ich udziałem jest taka sytuacja, zawinili dorośli, nie tylko ich rodzice, ale także i inni.
Formy pomocy mogą być różne, potrzebna jest konkretna reakcja, jak również zmiana sposobu myślenia na ich temat, który często jest krzywdzący. Jedynie prawdziwy wizerunek Domów Dziecka i ich mieszkańców stwarza szansę na przełamanie i zmianę przeważających w społeczeństwie postaw wobec sieroctwa, które są niekorzystne dla dobra osieroconych dzieci.
Zdecydowanie przeważa postawa ckliwo-sentymentalna mająca swoje źródło w naturalnym odruchu współczucia wobec ludzi skrzywdzonych. Przejawia się on w idealizowaniu wychowanków Domu Dziecka, postrzeganiu ich w sposób powierzchowny i jednostronny jako skrzywdzone, biedne, kochane, grzeczne dzieci. Postawa ta nie uwzględnia ich skomplikowanej, pogmatwanej psychiki oraz doświadczeń, a często też i dość znacznej demoralizacji. Drugą alternatyw ną postawą jest niechęć. Postawa niechęci, chłodu i rezerwy wobec sierot społecznych występuje najczęściej u osób, które spotykają się z tymi dziećmi na co dzień. Do osób tych należy część rodziców dzieci, które uczęszczają do szkoły razem z wychowankami Domów Dziecka. Lękają się oni, często nie bez powodu, by ich dziecko nie nauczyło się czegoś niewłaściwego. Postawę niechęci, co jest smutne i tragiczne, przejawiają również niektórzy nauczyciele, którym nie udało się sprostać problemom wy chowawczym, jakie niosą ze sobą dzieci z Domów Dziecka. Natomiast pomiędzy ckliwością a niechęcią jest obszar, gdzie należy poszukiwać właściwych i pożądanych postaw wobec osieroconych wychowanków. W kontaktach z nimi należy kierować się z jednej strony miłością a z drugiej rozwagą. Wydaje się to bardzo oczywiste, lecz jakże trudne do zrealizowania w praktyce. Por. M. Andrzejewski, Domy na piasku, dz. cyt., 12 - 14.
Rozdział pt. Gdy zabraknie rodziny" ukazał się również w książce Jaka jesteś rodzino? wydawnej przez WAM Kraków 1999
Anna Błasiak jest absolwentką pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej Wydziału Filozoficznego Towarzystwa Jezusowego w Krakowie oraz Studium Teologii Rodziny Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Pracuje jako asystent przy Katedrze Pedagogiki Rodziny w Wydziale Filozoficznym Towarzystwa Jezusowego w Krakowie. Krąg jej zainteresowań badawczych stanowią problemy dziecka osieroconego oraz zastępcze formy opieki. Powyższy tekst zamieściliśmy na naszej stronie WWW za uprzejmą zgodą autorki.