Każde dziecko to inna historia


Znalazły prawdziwy dom

Każde dziecko to inna historia

Ośrodek Rodzin Zastępczych, prowadzony przez Stowarzyszenie "Misja Nadziei", jest jedną z kilku placówek w kraju, które przystąpiły do akcji "Szukam domu". Oprócz szkolenia przyszłych kandydatów na rodziców zastępczych wspiera tych, którzy już nimi są albo będą.

Dąbrowa Górnicza

Raz w miesiącu w siedzibie ośrodka spotyka się kilkanaście osób. Rozmawiają o kłopotach, dzielą się doświadczeniem. Są to tzw. grupy wsparcia dla rodzin zastępczych. Czasem na spotkanie przychodzi psycholog i prawnik. Choć życie każdego dziecka, zanim trafiło do rodzin zastępczych, było inne, teraz problemy pojawiają się podobne.

- Nasza 16-letnia córka bezskutecznie próbowała skontaktować się ze swoją naturalną matką, która teraz sama do nas zadzwoniła i prosi o spotkanie - mówi ojciec trójki dzieci, którym razem z żoną stworzyli rodzinę zastępczą i chcą przyjęć jeszcze dwoje. - Cieszymy się, mimo że jest to alkoholiczka i kobieta chora psychicznie. Nasza córka ma jednak świadomość, że jest to jej matka biologiczna i, w jakiejś mierze, do niej tęskni. Chcemy to uszanować. W nowych domach dzieci nadrabiają "zaległości". Zanim zrozumiały, że żywności nie zabraknie, chomikowały zapasy, jadły ponad normę, potem wymiotowały. Stopniowo wszystko wracało do normy. Zdarzało się, jak mówią rodzice, że w szkole rozdawały śniadania, bo były "bogate".

- Dziecko własne może iść do szkoły niedomyte, w niewyprasowanym ubranku - mówi zastępcza mama. - Nam to nie uchodzi, nasze dzieci się sprawdza. Pedagog szkolny zwraca uwagę, czy mają czyste skarpetki, czy nie mają sińców, nie są pobite. Zdarza się też, że dzieci specjalnie skarżą się na rodziców. Z jednej strony chcą utaić to, że są np. z domów dziecka, z drugiej, chcą, by wszyscy się nad nimi litowali.

- Przysposobionymi maluchami trzeba zajmować się cały czas - dzieli się swoimi refleksjami inna mama. - W domu nigdy nie bawiły się same, teraz tego muszą się nauczyć. Tam mogły oglądać telewizję bardzo długo, teraz mają ograniczenia. Teraz muszą się codziennie myć, wcześniej nie miały takiego przymusu.

Dzieci stale porównują swoje obecne miejsce zamieszkania do poprzedniego. Często, na początku, korzystniej wypada dom dziecka. Przychodzi też moment, że dziecko się pakuje i wyprowadza, bo musi np. myć zęby, czego nie cierpi robić. Czasem im się też zdaje, że skoro przyjęła ich ta rodzina, to może ich przyjąć każda inna. Gdy okazuje się, że nie mogą nocować np. u koleżanki, wtedy uświadamiają sobie, że mają prawdziwie zatroskanych rodziców.

- Gdy mój syn był malutki - wspomina jedna z mam - na ulicy, czy w sklepie głośno mówił mamo, tato. W domu dziecka pełno było cioć i wujków, ale nie było rodziców. Dzieci im mniejsze, tym mniej pamiętają, czasem nic nie wiedzą o swoich biologicznych rodzicach. Gdy są starsze, mają potrzebę identyfikowania się, czasem myślą o swoim starym domu, zaczynają rozumieć pierwszych rodziców. U nas mają poczucie bezpieczeństwa, miłość i dom.

LUCYNA STĘPNIEWSKA
DZIENNIK ZACHODNI

Rodziny zastępcze są szansą na prawdziwy dom dla wielu podopiecznych domów dziecka.


Poprzedni Home Następny