Hipokamp sieroty

Hipokamp sieroty - czyli o odrzuceniu bardziej naukowo

Neurodegeneracja

Dotychczas w swoich felietonach przekonywałem o potrzebie wychowania osamotnionego dziecka w rodzinie zastępczej, opisywałem obserwowane przez nas (rodziców zastępczych) zachowania dzieci sierocych. Te doświadczenia opisałem w jednym z poprzednich felietonów - Syndrom spadłego liścia, (jest on dostępny na stronie internetowej www.misjanadziei.org.pl), a że moje dotychczasowe rozważania były mało naukowe pokusiłem się o wyjaśnienie przyczyn tych zachowań. Czytałem, szukałem a poszukiwania zawiodły mnie do neuroanatomii czynnościowej i klinicznej człowieka.

We wspomnianym artykule opisałem sytuację, w której dziecko wychowywane w domu dziecka, po upadku z metalowych schodów wyjąc z bólu, biegnie, mimo że wokół są znani mu ludzie, przytulić się do drzewa. W tym artykule podejmuję się odpowiedzi na pytanie dlaczego to dziecko się tak zachowało.

Naukowcy coraz częściej dowodzą, że stres, przeżycia traumatyczne uszkadzają strukturę mózgu i osłabiają układ nerwowy człowieka. Taką destrukcję możemy obserwować u dziecka żyjącego w ciągłym stresie. Dziecko odrzucone, oddzielone od rodziców przeżywa taki sam stres jak dziecko, któremu umierają rodzice. Z podobną symulacją przeżywania śmierci zbiorowej ma dziecko do czynienia gdy jest przeniesione z domu małego dziecka do domu dziecka lub z jednego do drugiego domu dziecka. Podobną stratę, choć często ignorowaną przeżywa, gdy zwalnia się z pracy, lub co gorsza jest, z przyczyn ekonomicznych zwalniany jego jedyny, ukochany wychowawca. Takie, szkodliwe działanie stresu, trwającego przez całą dobę, ma również miejsce w okresie płodowym, gdy dziecko już jest niekochane i odrzucone. Niestety takich przypadków, jest coraz więcej. Stres prowadzi do procesów neurodegeneracji. Z przeczytanych rozdziałów kilku książek dowiedziałem się, że przeżycia traumatyczne powodują podwyższone wydzielanie kortykosteroidów, a te w takich dużych ilościach uszkadzają w sposób fizyczny komórki nerwowe - neurony oraz połączenia między nimi zwane synapsami. Zmiany morfologiczne synaps obejmują nie tylko właściwości ale także i ich kształt. W wyniku przewlekłego stresu gruszkowate synapsy kurczą się, a tym samym zmniejsza się liczba receptorów i pogarsza przewodzenie między neuronami.

Pani Brenda Milner ustaliła, że uszkodzenia hipokampa, a te mamy np. w przypadku FAS (Fetal Alcohol Syndrom - poalkoholowego syndromu płodowego) i ciągłego stresu spowodowanego odrzuceniem, wywołują utrudnienia w zapamiętywaniu i analizie nowych wrażeń. Człowiek posiada 10 bilionów synaps i 15 miliardów neuronów. Mózg wymienia codziennie tysiące komórek. Te olbrzymie ilości - pod wpływem stresu, strachu, lęku, niepewności, ciągłego napięcia i innych przeżyć traumatycznych, (a bez wątpienia oddzielenie od rodziców, co gorsza porzucenie dziecka a także pobyt w domu dziecka takowych przeżyć dostarcza) - zanikają, nie rozwijają się oraz tracą możliwość regeneracji. Pamiętając o tym, że hipokamp jest odpowiedzialny m.in. za uczenie się, pamięć czy rozpoznawanie i analizę nowości, to jego uszkodzenia, zmniejszenie objętości może tłumaczyć, dlaczego dzieci z domów dziecka i początkowo z rodzin zastępczych, mają złe wyniki w nauce, mają problemy z koncentracją i wydaje się, że nie chcą się uczyć. Przy czym należy podkreślić, że nie zawsze rodzina zastępcza jest w stanie ten proces zahamować lub cofnąć.

Podobnie jest z anoreksją. Według neuroanatomi klinicznej zahamowania i fizyczny niedorozwój w strefie bocznej podwzgórza prowadzi do jadłowstrętu. Tak samo skłonność do ucieczek, wyrywania włosów, nadmiernej drażliwości, napady nieuzasadnionej wściekłości, akty autoagresji mogą mieć związek ze zmianami anatomicznymi w układzie nerwowym, w składzie neuroprzekaźników i neuropeptydów. Trudno jest mi powiedzieć w jakiej części, ale z całą pewnością: odrzucenie, brak więzi z kimś bliskim, pobyt dziecka w instytucji ma zgubny wpływ na rozwój jego mózgu, układ imunologiczny i endokrynny oraz na zachowanie dziecka.

Odrzucenie i niemożliwość zbudowania więzi z bliskim człowiekiem również prowadzi do uszkodzeń mózgu a w konsekwencji do zaburzeń układu endokrynnego. Kolejni naukowcy panowie E. Berne i A. Bochenek dowodzą, że u niemowląt pozbawionych bodźców matczynych, a nawet u osób dorosłych po długotrwałej deprywacji sensorycznej, długotrwałym życiu w poczuciu odrzucenia, dochodzi do niewydolności wielonarządowej a nawet do śmierci (!). Ograniczenie więzi, swobodnego porozumiewania się i akceptowanej aktywności prowadzą do depresji i chorób psychosomatycznych. Tego nam, opiekunom dzieci osamotnionych nie wolno lekceważyć i ignorować.

Mózg kieruje również układem endokrynnym. O podobnych negatywnych zmianach i zaburzeniach psychosomatycznych mówią również endokrynolodzy i pediatrzy. Posłużę się tu przykładem dziewczynki, którą siłą odebrano matce. Bowiem w Polsce zdarzają się - o zgrozo - jeszcze takie przypadki, że dziecko jest wyrywane z ramion matki przez policjanta i odwożone do instytucji. Ta dziewczynka w wyniku błędnej polityki pracowników socjalnych i sędziów trafiła z rodziny zastępczej ponownie do domu dziecka. Tam zaczęła chorować i trafiła do szpitala. Mówiło się, że może odejść z tego świata. Dzięki rozsądnej polityce wychowawców i dyrektora domu dziecka znaleziono tej dziewczynce kolejną rodzinę zastępczą, w której przebywa do dziś. Wszystkie dolegliwości, choroby, pobyt w szpitalu stały się tylko złym wspomnieniem. Dziewczynka poczuła się potrzebna i kochana a to szybko zrekompensowało brak miłości i poczucie straty po zerwaniu więzi z matką. Inna dziewczynka po trafieniu do "bidula" zaczęła chronicznie chorować na przeziębienia i anginy. Przynajmniej raz na dwa tygodnie brała antybiotyki. Lekarze zalecali resekcję migdałów. Po trafieniu do rodziny zastępczej przez okres trzech lat dziecko nie choruje i nie bierze żadnych antybiotyków. Wspomnę tu też o przypadku ślepoty psychicznej, siedmioletnia dziewczynka w wyniku odrzucenia nie widziała na jedno oko. Po znalezieniu się w rodzinie zastępczej, odpowiedniej diagnozie okulistycznej i leczeniu, "leniwe" i "martwe" oko zaczęło funkcjonować.

W Bytomiu na konferencji, inaugurującej V edycję akcji - Szukam domu... słyszeliśmy jak psychiatra dziecięcy przekonywała nas, że dziecko które wychowuje się w domu dziecka jest zaniedbane i krzywdzone, nawet gdy otaczają go pełni poświęcenia wychowawcy. Dziecko takie staje się drażliwe, miewa napady złości, wycofuje się z aktywności, aż w końcu popada w depresję. Już w 1946 roku Spitz zaobserwował depresję anaklityczną u niemowląt po rozdzieleniu z matką. Główni teoretycy choroby sierocej Bowlby i Goldfarb dodają, że brak pozytywnych uczuć i niezdolność do budowania związków emocjonalnych związana jest z emocjonalną utratą matki we wczesnym dzieciństwie i przejęciem opieki nad dzieckiem przez różnego typu instytucje.

Faktem jest, że rodzicielstwo zastępcze a nawet sieroctwo dzieci nie jest w Polsce traktowane jako dziedzina wiedzy. Nie istnieje psychologia dziecka odrzuconego, nie można studiować rodzicielstwa zastępczego, bo takiego kierunku nie przewidziano na żadnym uniwersytecie. Wychowanie dziecka poza własnym środowiskiem rodzinnym, dziecka, które z racji swojej przeszłości i odrzucenia wymaga szczególnego podejścia, jest tematem szczególnym, a doświadczenia i obserwacje rodzin zastępczych i wychowawców rodzinnych domów dziecka są często bagatelizowane lub ignorowane. Nie istnieje jeszcze na tyle sprzyjająca atmosfera społeczna by rodzice zastępczy czy adopcyjni nie czuli zażenowania z powodu tego co robią. Sytuacja w naszym kraju, również polityczna i ekonomiczna nie zawsze sprzyja rozwojowi idei rodzicielstwa zastępczego. Dla wielu rodzin zastępczych. Wielu ludzi, czuje się zniechęconych i piszą do nas o tym, że przechodzą drogę od oczarowania tematem do rozczarowania rzeczywistością, postawą urzędników czy rządu, a że jest, tak jak jest i że sami nie mają środków i możliwości, to często nie mogą realizować swoich dobrych i szlachetnych pomysłów. Są na razie zmuszeni odłożyć je do szuflady i poczekać na lepsze czasy. A szkoda, bo z uwagi na te wszystkie nieszczęśliwe, pozbawione miłości i ciepła rodzinnego dzieci nie wolno nam zniechęcać się i poddawać. Cóż im powiemy?, - poczekajcie jeszcze kilka lat, uzbrójcie się w cierpliwość, miejcie nadzieję, pamiętamy o was. Dwa dni po wydarzeniach z 11 września próbowałem zaprosić dziennikarzy na konferencję prasową rozpoczynającą "Miesiąc Nadziei" dla rodzicielstwa zastępczego. W słuchawce usłyszałem - ależ proszę pana, kogo to dzisiaj interesuje. Dzisiaj mamy wojnę z terroryzmem, wybory do Sejmu, dziurę budżetową, taki temat nikogo nie zainteresuje. Ale te dzieci są ważniejsze od wojny, od sytuacji ekonomicznej w naszym kraju, od polityki, bo one, jak wszystkie dzieci, i to chcę podkreślić bardzo wyraźnie, są naszą przyszłością. Pamiętajmy o tym, że 60 % bezdomnych i 21 % osadzonych, cała rzesza bezrobotnych, niezaradnych i słabych psychicznie ludzi to byli wychowankowie placówek. To jest spora cena jaką musimy i będziemy musieli jako społeczeństwo płacić.

Potrzeba współpracy

Podstawowym problemem jest niewiara. Większość dzieci, wychowawców jak i pracowników socjalnych oraz działaczy społecznych skupionych w organizacjach pozarządowych uważa, że wielu kwestii nie można rozwiązać, gdyż tak jak jest, po prostu musi być. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, które można nazwać "syndromem braku skrzydeł". Potrafimy miesiącami, ba latami, rozmawiać o rodzinnej opiece zastępczej, o jej zaletach, o jej przewadze nad instytucjonalnym modelem wychowania, ale nie potrafimy wznieść się ponad szarą rzeczywistość, a czasami ponad podziały. Przykłady europejskich rozwiązań pokazują, że skoncentrowanie się na jakimś pomyśle i jego skuteczna promocja pozwalają zamienić prawo, mentalność społeczną, złe stereotypy. Warto niewiarę w swoje możliwości, w miłość, w przyjaźń, w Boga, w ludzi, zastąpić wiarą w te wszystkie potrzebne do życia wartości.

Jakże bardzo tym dzieciom potrzebna jest nasza jedność w działaniu. Naszym wspólnym wyzwaniem jest poszukiwanie prawdy o tym co odrzucenie czyni z dzieckiem oraz poszukiwanie sposobów kompensacji miłości i domowego ciepła. W tych poszukiwaniach odkrywamy, każdy z nas oddzielnie, ale też wspólnie, że choroba sieroca, to nie tylko kiwanie się, moczenie nocne, autoagresja i samookaleczanie. To również cały szereg złożonych zjawisk takich jak: FAS - poalkoholowy syndrom płodowy, mamy z nim do czynienia, gdy kobieta będąca w ciąży pije alkohol, Poriomania - chorobowe stany ucieczkowe, Trichotillomania czyli natrętne wyrywanie włosów czy RAD - zespół zaburzeń więzi.

Po pięciu latach poszukiwań i ciężkiej, mozolnej pracy kilku instytucji i organizacji pozarządowych a także, a może przede wszystkim rodziców zastępczych, mamy już pierwsze opracowania na temat FAS, RAD czy poriomanii. Wiele wiemy, ale ciągle wydaje się nam, że wciąż jesteśmy na początku drogi. Dotykamy nowych tematów np. mózgu człowieka i układu nerwowego, a wiec miejsc gdzie o życiu dziecka decyduje równowaga pomiędzy "plusami a minusami". Wiemy, że ta biochemiczna równowaga elektrolitów w neuroprzełącznikach jest zależne od stanu duchowego człowieka, więc, musimy pamiętać, że odrzucenie, osamotnienie dziecka ma olbrzymi wpływ na pracę całego układu nerwowego, na całą jego psychikę.

Sieroctwo duchowe

Wśród wielu spraw, które poruszam ważna jest, a może najważniejsza, wiara w Boga i zaufanie położone w Jego miłości. Naszej duchowości potrzebne są uporządkowane relacje z Nim i z ludźmi. Dlatego tak istotnym jest doprowadzić odrzucone dziecko do stanu przebaczenia wobec swoich bliskich, wobec mamy i taty. To przebaczenie jest możliwe gdy dziecko, a nawet osoba dorosła pozna Boga, że On sam przebacza, i że w swojej miłości daruje człowiekowi wiele przewinień. Wiem, że tak poukładana duchowość wpływa tonizująco na układ nerwowy i psychikę człowieka. Szanuję ludzi niewierzących, ale proszę by odrzuconym dzieciom nie wzbraniali poszukiwać Boga. Jednak wg moich obserwacji osobista relacja z Bogiem, nie ma nic wspólnego z polityką religijną. Fanatyzm, hipokryzja, realizacja własnych ambicji i niby duchowych wizji, chęć panowania, rządzenia, manipulowania i kontrolowania drugim człowiekiem stają się coraz częściej przyczyną odrzucenia i stresów, które oddzielają nas od ludzi i od Boga. Mamy tu do czynienia z sieroctwem duchowym wielu dorosłych ludzi. To też są przyczyny rozwijania ludzkiej frustracji a także sekt i destruktywnych wspólnot, ale to jest już temat na oddzielny artykuł.

"Bóg zmęczonym daje siłę, a bezsilnym moc w obfitości. Starsze dzieci ustają i słabną, młodsze potykają się i upadają, lecz te, które zaufały Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły: biegną bez zmęczenia, idą a nie ustają." (parafraza cytatu z księgi Izajasza 40 rozdział 29, 30 i 31 wiersz)

Oddaj śmieci na dzieci

Nie tak dawno, w jednym z dzienników, w dziale sportowym przeczytałem informacje, że podczas losowania rozgrywek piłkarskich z braku odpowiedniej osoby w roli "sierotki" wystąpił trener Kowalski. Inny tytuł z gazet "Weź sierotkę na święta". W kilku domach dziecka praktykuje się "wypożyczanie" dzieci na okres świąteczny. Jest to naganne, bo dziecko nie może być ozdobą, wigilijnego stołu. Oczywiście, inaczej by było, gdyby te dzieci już mogły po świętach zostać w rodzinach, ale nie zostają. Z innej gazety dowiedziałem się o akcji jaka prowadziła jedna z firm - "Oddaj śmieci na dzieci" oczywiście na dzieci z pobliskiego domu dziecka. Akcja polegała na realizacji ekologicznego programu odzyskiwania wkładów do drukarek komputerowych. Inny dom dziecka porozumiał się z jednym z hipermarketów, a ten zatrudnił na okres świąteczny kilku wychowanków do pakowania prezentów. Rozumiem dobre intencje wychowawców, bo chodziło o kieszonkowe na Święta, ale czy ktoś pomyślał co musiały odczuwać dzieci kiedy pakowały prezenty kupowane przez rodziców dla swoich dzieci. W tym czasie, gdy zbierałem, te z życia wzięte sytuacje, ktoś na jednej z list dyskusyjnych w Internecie złośliwie poradził, że skutecznie pomóc dzieciom z chorobą sierocą można poprzez przywiązanie ich do krzeseł. To jest cały wachlarz dziwnych zdarzeń, które pokazują jaka jest społeczna opinia o dzieciach z domów dziecka.

Pani Anna Błasiak w artykule "Gdy zabraknie rodziny" (jest on dostępny na stronie www.misjanadziei.org.pl), pisze, że w opinii społecznej - "Zdecydowanie przeważa postawa ckliwo-sentymentalna mająca swoje źródło w naturalnym odruchu współczucia wobec ludzi skrzywdzonych. Przejawia się on w idealizowaniu wychowanków Domu Dziecka, postrzeganiu ich w sposób powierzchowny i jednostronny jako skrzywdzone, biedne, kochane, grzeczne dzieci. Postawa ta nie uwzględnia ich skomplikowanej, pogmatwanej psychiki oraz doświadczeń, a często też i dość znacznej demoralizacji. Drugą alternatywną postawą jest niechęć. Postawa niechęci, chłodu i rezerwy wobec sierot społecznych występuje najczęściej u osób, które spotykają się z tymi dziećmi na co dzień. Do osób tych należy część rodziców dzieci, które uczęszczają do szkoły razem z wychowankami Domów Dziecka. Lękają się oni, często nie bez powodu, by ich dziecko nie nauczyło się czegoś niewłaściwego. Postawę niechęci, co jest smutne i tragiczne, przejawiają również niektórzy nauczyciele, którym nie udało się sprostać problemom wychowawczym, jakie niosą ze sobą dzieci z Domów Dziecka. Natomiast pomiędzy ckliwością a niechęcią jest obszar, gdzie należy poszukiwać właściwych i pożądanych postaw wobec osieroconych wychowanków. W kontaktach z nimi należy kierować się z jednej strony miłością a z drugiej rozwagą. Wydaje się to bardzo oczywiste, lecz jakże trudne do zrealizowania w praktyce."

Kompleks Kopciuszka

Stanisław Kozak w książce - "Sieroctwo społeczne" pisze, że u dzieci sierocych przebywających w placówkach, (myślę, że i w rodzinach zastępczych również), występuje tzw. "kompleks Kopciuszka" tj. zahamowania wewnętrzne, spaczone postawy, które są wynikiem utrudnień napotykanych w normalnym zaspokajaniu potrzeb kontaktu emocjonalnego. "Kompleks Kopciuszka" stanowi jedną z odmian kompleksu różnicy. Dziecko wie, że jest w gorszej sytuacji , ale jest przekonane, że pewnego dnia wszystko się zmieni. Ten kompleks zauważyliśmy wychowując razem dzieci biologiczne i przyjęte. Te przyjęte prawie zawsze niedowierzają, czują się mniej wartościowe, mniej kochane. Testują nas i kontrolują.

Taki stan Alicja Szymborska powołując się na K. Obuchowskiego w książce "Sieroctwo społeczne" nazywa asyntonicznością. Poznawanie ludzi jest procesem intelektualnym, jednak nie może się ono odbywać bez współdziałania czynnika pozaintelektualnego, którym jest "syntonia", czyli współdźwięczenie ze stanem uczuciowym drugiego człowieka. Owa "syntonia" jest podstawową cechą kontaktu emocjonalnego. Dziecko asyntoniczne nie liczy się z uczuciami ludzi, nie pragnie przebywać w ich towarzystwie, nie tęskni, nie jest serdeczne, obce jest mu współczucie, współprzeżywanie. Nie potrafi przeżywać wspólnej radości, czy wspólnego smutku. Często jego zachowaniem kierują pozory i powierzchowność, brak wewnętrznego zaangażowania emocjonalnego.

Początkowo dzieci bardzo swobodnie wchodzą w nie znane im środowisko rodziny zastępczej ale równie łatwo i chętnie mogą z niej odejść. Często, gdy rodzice zastępczy na początku robią i żądają coś co jest nie pomyśli dzieci, te pakują się i wyprowadzają do sąsiadów, do innej rodziny zastępczej lub chcą wrócić do domu dziecka. Możemy powiedzieć, że dzieci asyntoniczne żyją "obok ludzi", ale nie "z ludźmi". Dziecko nie nauczy się współbrzmieć z innymi, jeżeli nie odczuje tego, że inni ludzie z nim współdźwięczą, a doświadczenie owej syntonii w warunkach instytucji, gdzie w grę wchodzą układy i silna rywalizacja, jest prawie niemożliwe.

A co z genami ?

Pewną barierą, przed którą i ja stanąłem, to sprawa genów. Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że o wszystkim decydują geny i czynniki duchowe. Obecnie skłaniamy się ku opinii, że równie duży wpływ na życie człowieka mają życie płodowe, okres niemowlęcy i wczesnego dzieciństwa oraz wychowanie, środowisko, przeżycia, wspomnienia, koledzy, kultura, religia i.t.p. Stefan Kunowski w "Podstawach współczesnej pedagogiki" napisał, że o tym jacy jesteśmy, w jednej czwartej decyduje BIOS czyli to co dziedziczymy w genach, następnie w takich samych częściach ETOS - wpływ środowiska, ATOS - wychowanie, wpływ autorytetów, idoli, oraz LOS, okoliczności niezależne od nas, nazwijmy to - czynniki duchowe. Tak pojmowany wpływ bodźców zewnętrznych na życie dziecka pobudza naszą wyobraźnię gdy zastanawiamy się jaki wpływ na jego życie ma instytucja, zmieniający się wychowawcy, inność w szkole, poczucie że się jest nikomu niepotrzebnym, nieprawidłowy, wyniesiony z biologicznych rodzin obraz rodziny, a na koniec samotność i bezradność po usamodzielnieniu.

Gdzieś w każdym z nas jest dziecka ślad.

Niedawno usłyszałem w radiu piosenkę "Gdzieś w każdym z nas jest dziecka ślad, warto żyć, warto śnić, warto kochać..." Człowiek aż do późnej starości korzysta z ukrytych głęboko zasobów z dzieciństwa. Pewnie nie raz widzieliście posuniętego w latach kota lub psa, który nagle zaczyna gonić za własnym ogonem, albo łapami zabawnie łapie zwisające firany. Często w potocznej mowie mówimy, że ktoś dziecinnieje na starość. Trudne dzieciństwo, któremu towarzyszy osamotnienie i odrzucenie, buduje nieprawidłową "duszę", która będzie towarzyszyć jemu aż do późnej starości. My zastanawiamy się nad tym co dzieje się z dzieckiem wychowującym się i opuszczającym instytucję, jednak warto iść dalej i zastanowić się, co będzie ze starością odrzuconego dziecka. Kiedy starość może się okazać bardzo przykra, gdy retrospekcyjnie powrócą dziecięce wspomnienia, smutne obrazy upamiętniające przeżycia z patologicznych rodzin lub instytucji. Może dobrze by było zbadać jak funkcjonują staruszkowie, którzy swoje dzieciństwo spędzili w domu dziecka, a może i starość przeżywają w kolejnej instytucji - w domu starców.

Jak można pomóc?

By pomóc dzieciom mamy do dyspozycji cały wachlarz możliwości. Na pierwszym miejscu można stać się dla dziecka rodziną zastępczą, rodzinnym pogotowiem opiekuńczym czy rodzinnym domem dziecka - obecnie rodzinną placówką. Można też stworzyć dziecku, dzieciom rodzinę, adoptując je. Ważne jest tylko to, by była to adopcja uczciwa, jawna, nie anonimowa. Jednak, co jest warte podkreślenia, nie każdy może wziąć dziecko do siebie na stałe, nie każdy ma odpowiednie możliwości i predyspozycje. Natomiast każdy może pomóc rodzinie zastępczej czy rodzinnemu domowi dziecka jako wolontariusz. Rodzice zastępczy potrzebują mieć wokół siebie zaprzyjaźnionych ludzi gotowych ich wspierać, chętnych do zaopiekowania się co jakiś czas dziećmi, umożliwić im odpoczynek i bycie tyko ze sobą. Można zaprzyjaźnić się z dzieckiem z domu dziecka realizując program o nazwie "Starszy Brat - Starsza Siostra. Polega on na tym, że za zgodą dyrekcji domu dziecka starsza dziewczyna zaprzyjaźnia się z młodszą dziewczynką. Pomaga jej w lekcjach, zabiera na basen, pisze list, pamięta o urodzinach, jest "starszą siostrą". Misja Nadziei jest jednym ze stowarzyszeń które realizuje ten program. Pomóc osamotnionym dzieciom można jeszcze kształcąc się w kierunku pracownika socjalnego, pedagoga o specjalności opiekuńczo-wychowawczej czy resocjalizacyjnej. Można wspierać finansowo, nawet małymi wpłatami organizacje promujące i rozwijające ideę rodzicielstwa zastępczego, a takich organizacji jest w Polsce kilka, można działać w tych organizacjach jako wolontariusz. Pomóc może kolejarz, sąsiad, ksiądz, dziennikarz, nauczyciel, lekarz, pastor, naukowiec, polityk, poeta.... Napisać wiersz, artykuł do gazety, scenariusz filmu, przemówienie poselskie, zaśpiewać piosenkę... może to prozaiczne, ale i w taki sposób można pomóc dzieciom.

Dwa cytaty

"Dom Dziecka - nie nauczy dzieci najważniejszego: kochać. Męża, żony, Boga - nikogo. Dom Dziecka choćby najlepszy, z górami czekolady, ze wspaniałymi wychowawcami odbarwia serca z miłości i nic się na to nie poradzi."
(POLITYKA 42/2001)

"Ci, którzy wychodzą z tradycyjnych, dużych domów dziecka, nie są przygotowani do startu w dorosłe życie. Nie ma co marzyć, że dom dziecka poradzi sobie z wychowaniem sprawnego społecznie i emocjonalnie człowieka. Która rodzina składa się z sześćdziesięciu albo i więcej domowników? Jaki dom rodzinny przypomina szkołę z długimi korytarzami, pokojami jak cele i ściśle określonymi porami posiłków, odrabiania lekcji czy nawet czasu wolnego? W domu dziecka nikt nie pyta wychowanka, co chce na obiad albo jakie woli ubranie. Jedzenie dostaje w stołówce, ubranie zostaje mu przydzielone. Choćby w takim miejscu pracowali najlepsi wychowawcy, to i tak zawsze dom dziecka pozostanie instytucją, a nie domem. - W takim miejscu dziecko wychowuje się w środowisku uczącym postawy bierności, bezradności..."
(NEWSWEEK POLSKA 13/01)

Andrzej Olszewski

rodzic zastępczy
krajowy koordynator akcji - Szukam domu...
Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei"
41-300 Dąbrowa Górnicza; ul. 1-go Maja 52/97
tel/fax (0....32) 268 34 38
tel. ERA 0 606 589 100
e-mail: biuro@chspd.pik-net.pl
www.misjanadziei.org.pl
konto: Bank Śląski Katowice SA O/Dąbrowa Górnicza
10501272-0803848753
SWIFT code: SKATPLPK





Literatura:

1. Andrzej Brodziak "Jak działa mozg"
http://salve.slam.katowice.pl/Mozg.htm
http://salve.slam.katowice.pl/A.Brodziak.htm
2. Maciej Moskwa "Dlaczego stres uszkadza mózg?"
http://www.psyche.pl/Docs/stres.htm
3. Yehuda R (1997) Stress and glucocorticoid. Science. 275:1662-3
Yehuda R (2000) Biology of posttraumatic stress disorder. Journal of Clinical Psychiatry. 61 Suppl 7:14-21
4. Dr Dorota Czajkowska - Majewska "Dusza biochemiczna"
http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1027173
5. Olgierd Narkiewicz Janusz Moryś
"Neuroanatomia czynnosciowa i kliniczna" PZWL
6. Alicja Szymborska "Sieroctwo społeczne" Wiedza Powszechna 1969
7. Bowlby J. Soins maternels et sante mentale Geneve 1954
8. Kevin Walsh "Neuropsychologia kliniczna" PWN

Poprzedni Home Następny