Urodzone po raz drugi



Urodzone po raz drugi Anna DOLSKA
Gazeta Poznańska
28 marca 2003r.


Aneta i Jerzy Kotowie stworzyli rodzinę zastępczą. Mówią, że jeszcze zanim się poznali, każde myślało o tym, by w przyszłości adoptować dziecko. Oboje z wykształcenia są pedagogami.

- W czasie studiów utrzymywałem kontakty z wolontariuszami w Domu Dziecka w Kobylnicy. Też tam jeździłem i coraz bardziej dojrzewałem do decyzji, by stworzyć rodzinę, któremuś z dzieci - wspomina Jurek. - Dużo na ten temat rozmawiałem z Anetą.

Zobaczyła, pokochała

Pierwsza była Wioletka. Jurek ją sobie upatrzył. Miała 3,5 roku i za sobą trzy nieudane próby adopcji. Kandydaci na rodziców zabierali ją do siebie i po krótkim czasie przywozili z powrotem. Wiadomo tylko, że w jednym przypadku teściowie się nie zgodzili na przysposobienie dziecka.

- Przyznaję, że sam musiałem jeszcze raz wszystko przemyśleć - mówi Jerzy. - Aneta przyjechała, zobaczyła, pokochała. Jednak ze względu na procedury, nie chciano nam dziecka dać od razu. Najpierw wzięliśmy Wioletkę ,,na próbę". Kiedy przywieźli ją do domu, dziewczynka popadała w skrajne nastroje, śmiała się, a za chwilę płakała. Najgorszy był powrót do placówki opiekuńczej, bo dziecko znów myślało, że po raz kolejny zostało odrzucone.

- Postanowiliśmy, że już nigdy nie będzie "na próbę". Sami nie chcieliśmy po raz drugi przeżywać takiego koszmaru - wspomina Aneta.

Załatwili wszystkie formalności w ciągu paru dni, by Wioletka jak najszybciej mogła znów być z nimi. Od tego czasu minęło 10 lat.

- Charakterystyczną cechą dzieci, które zostają adoptowane lub przysposobione jest to, iż przekreślają swoje dotychczasowe życie i zaczynają dzieciństwo od nowa - mówią rodzice zastępczy. - Niektóre próbują nawet wyrzucić z pamięci dziecięce wspomnienia, w pewnym sensie cofają się w zachowaniu i nadrabiają stracone etapy życia.

Aneta i Jerzy doskonale pamiętają spacer, na który wyszli z Wioletką, tuż po skończeniu przez małą czterech lat. Dziewczynka pchała przed sobą wózek z lalką, którą dostała w prezencie na urodziny. W pewnym momencie wzięła ją na ręce i zaczęła tłumaczyć: "Wiesz ja urodziłam się jeden raz. Miałam mamę i tatę, a teraz urodziłam drugi raz. Mam drugą mamę i drugiego tatę".

Nie minęło wiele czasu i Wioletka złożyła zamówienie na rodzeństwo W jej biologicznej rodzinie było siedmioro dzieci. Kiedy Wioletta się urodziła, bracia i siostry byli już dorośli. Aneta i Jerzy starali się nawiązać z nimi kontakt, ale na próżno.

Wybrali sobie rodziców

- Nie było rady, Wioletka zażądała rodzeństwa. Cóż mieliśmy robić? - śmieją się Kotowie. -

Kiedy z nimi zamieszkała, nikt z sąsiadów się nie zdziwił, że pojawiło się odchowane dziecko. To było tuż po wprowadzeniu się na nowe osiedle, wiele par, na czas przeprowadzki i remontów oddawało dzieci do dziadków.

- My zresztą nigdy nie ukrywaliśmy, że tworzymy rodzinę zastępczą - przyznaje Jerzy. - Nasze rodziny od razu zaakceptowała tę sytuację. W pracy i wśród sąsiadów spotykamy się z życzliwością, bądź cichą aprobatą.

Co innego działo się na podwórku, gdy rodzina powiększyła się o Darię i Patryka.

- Wioletta od razu ich zaakceptowała. Bezwarunkowo - podkreśla Aneta. - Gorzej było z dziećmi na osiedlu. Niektóre im dokuczały, przezywały.

Wioletka jednak znalazła rozwiązanie. Kiedy jeden z chłopców zwymyślał jej rodzeństwo od "znajdów i podrzutków" nie wytrzymała. Stanęła, wzięła się pod boki i zapytała: "Taki jesteś mądry, a ty mogłeś wybrać sobie rodziców?" Na tym docinki się skończyły.

Daria miała wtedy 5,5 roku, a Patryk 8 lat.

- Rodzeństwo miało to szczęście, że długo nie przebywało w placówce opiekuńczej. Zaledwie po kilku dniach byli już z nami - wspomina Aneta.

Trzy osobowości

Aneta i Jerzy nie chcą niczego przed dziećmi ukrywać. Odpowiadają na każde pytanie związane z ich biologicznymi rodzinami. Nie tają przed nimi, że do placówek opiekuńczych trafiły ze skrajnie patologicznych warunków.

- Nigdy jednak nie mówimy, że tamta mama była gorsza, albo tata cię nie kochał. Uważamy, że nie mamy prawa oceniać. Nie wolno - ze względu na same dzieci - biologicznych rodziców przedstawiać w złym świetle - tłumaczą rodzice zastępczy.

Kto jednak decyduje się na adopcję starszych dzieci lub stworzenie im rodziny zastępczej, musi zdawać sobie sprawę, że dzieci przychodzą z bagażem doświadczeń. Mają nieraz na koncie takie przeżycia, jakich nie zaznało wielu dorosłych. Ucieczki w środku nocy z domu, w którym odbywa się alkoholowa libacja, kolejny nowy "tatuś", głód i konieczność ciągłego opiekowania się młodszym rodzeństwem. Dzieciństwo bez zabawek i rodzicielskiej miłości.

Patryk do dziś w trudnych sytuacjach ujawnia reakcje lękowe. Objawia się to drżeniem rąk i ciała. Jest nadpobudliwy.

Kiedy brali chłopca, w dokumentach miał wpisane umiarkowane upośledzenie.

- W wieku 8 lat, jego słownictwo ograniczało się do 30-40 słów. Dzięki życzliwości szkoły, udało nam się go cofnąć do zerówki - mówi Jerzy. - Aneta siedziała z nim nad książkami po parę godzin dziennie. Zaległości nadrobił w ciągu pół roku. To był ogromny skok intelektualny. Teraz jest w piątej klasie ze średnią ocen 4,2.

Daria już w przedszkolu zdradzała talent plastyczny. Inne dzieci rysowały kreską, ona już malowała plamami. W domu, na ścianach wiszą jej obrazy. Głównie przyroda i krajobrazy. Bardzo dojrzałe wyczucie koloru. Jurek część rysunków sfotografował. Dziewczynka pokazuje też albumy pełne swoich prac. Za niektóre, sama sobie przyznała dyplomy, tak dla żartu.

- Każde z naszych dzieci jest inne, do każdego z nich trzeba inaczej podejść. Czasem bywa to bardzo trudne - przyznają rodzice zastępczy.

Daria, w krytycznych momentach zamyka się jak w skorupie. Tak było, gdy Patryk bardzo ciężko zachorował i zawieźli go do szpitala. Oni odchodzili od zmysłów, a ona przez trzy dni nawet o niego nie zapytała. Chodzili wokół niej, nie wiedzieli jak ją zmusić do okazania emocji. Czuli, że jest to dla niej nie do zniesienia. Później wyznała, że pogodziła się z faktem, iż Patryk umrze i więcej go już nie zobaczy.

Mama czy ciocia

Kiedy adoptuje się dziecko nie ma wątpliwości, że powinno mówić "mamo-tato". Z rodzicami zastępczymi jest inaczej. Zakłada się, że powinien przyjść moment, gdy dziecko wróci do biologicznej rodziny. To jednak tylko teoria. Nawet kiedy rodzicem zastępczym jest babcia lub ciotka - takie sytuacje są najczęstsze - to matka, która urodziła zwykle nie stara się utrzymywać kontaktu z dzieckiem.

- Nie chcieliśmy naszych dzieci zmuszać, by nazywały nas mamą i tatą, ale jakoś przecież muszą do nas się zwracać - mówi Aneta. - Wioletka na początku wciąż plątała. Raz byłam panią, za chwilę mamą. Podobnie zwracała się do Jurka. Powiedziałam w końcu: zdecyduj się. Pamiętam jak dziś jej reakcję. Zeskoczyła z huśtawki, podbiegła do mnie, przytuliła się i od tego czasu jestem "mamą".

Patryk na początku uznawał tylko Jurka. Był dla niego autorytetem, Aneta była od obsługi. - "Jeścia mi daj. Picia mi daj" - zwracał się bezosobowo.

- Przez pierwszy miesiąc traktował mnie jak "nogę od stołu" - przyznaje Aneta. - Jemu też musiałam pomóc podjąć decyzję. Mówiłam: nazywaj mnie panią, ciocią, mamą, ale jakoś do mnie mów. I powiedział: mamo. Cała trójka nosi też nazwisko Kot, na życzenie. Wioletka sprawę rozwiązała szybko i w prosty sposób. Poszła do przedszkola, stanęła i przedstawiła się: "Jestem Wioletka Kot".

Nie było wyjścia, poszli do sądu i sprawę załatwili.

Jeszcze im mało

Dzieciaki broją jak w każdej rodzinie. Na Darię przez pewien czas mówili nawet "dziecko-awaria". Czego się nie tknęła, zaraz było popsute.

Raz wracają z wywiadówki, a Wioletta siedzi z wielkim zakrwawionym turbanem z ręcznika. Wybiła głową szybę w drzwiach. Do dziś tej szyby nie wstawili, na wszelki wypadek. Po lekturze mitologii greckiej dzieci odtwarzały scenę zabicia Achillesa. Wyszczerbiły wszystkie noże i cud, że żadnemu nic się nie stało. Innym razem Aneta dzwoniła do pracy, by Jurek przyjechał jak najszybciej, bo Darię przygwoździła półka z książkami.

- Nie traktujemy mesjanistycznie rodzicielstwa zastępczego - zgodnie mówią Kotowie. - Tworzymy normalną rodzinę. Jak możemy nagradzamy, jak trzeba to karamy.

Często organizują rodzinne wycieczki. Oboje rodzice uwielbiają fotografować. W domu jest ponad dwadzieścia ogromnych albumów pełnych zdjęć. Tematy przewodnie: dzieci i przyroda.

Marzą o większym domu

- Mamy dwa pokoje, a dzieci składają zapotrzebowanie na rodzeństwo - mówią ze śmiechem. - Chcielibyśmy stworzyć rodzinny dom dziecka, ale nie mamy warunków. Szukamy odpowiedniego domu. Chętnie wyprowadzimy się na wieś. Może czytelnicy nam pomogą w poszukiwaniach?

Anna DOLSKA


Poprzedni Home Następny