Lęki w oczach naszych dzieci


Artykuł ten dedykuję Panu Ryszardowi Nawratowi z wdzięczności za okazaną pomoc i zrozumienie.


Lęki w oczach naszych dzieci

Lęk jest nieodłączną składową życia każdego człowieka. W coraz to nowych formach towarzyszy nam od narodzin aż do śmierci. Życie bez lęku to tylko iluzja, życzenie, którym każdy z nas żyje, albowiem lęk jest odzwierciedleniem naszej zależności od otoczenia i innych ludzi.(1) Konsekwencją zależności od środowiska społecznego jest niebezpieczeństwo, wynikające z zerwania z nim łączności, a. niebezpieczeństwo to rodzi lęk.(2) Teologowie mówią, że lęk jest skutkiem grzechu pierwszych ludzi, odwrócenia się od Boga, stąd jest i będzie zjawiskiem nierozerwalnie związanym z ziemską egzystencją człowieka.

Jeżeli bliżej zajmiemy się tym pojęciem, to stwierdzimy, że ma ono dwa aspekty: z jednej strony lęk może aktywować człowieka do działania, do przełamywania trudności i szukania nowych rozwiązań, z drugiej zaś strony może go paraliżować i odbierać nadzieję.

Negatywny aspekt lęku ujawnia się, gdy przekracza on pewien indywidualnie określony poziom lub gdy utrzymuje się zbyt długo. Największe spustoszenie w psychice człowieka wywołują te lęki, które przeżywane są we wczesnym dzieciństwie, a wiec w okresie, gdy dziecko nie rozwinęło jeszcze taktyki radzenia sobie z nimi. Aktywujący, czyli pozytywny aspekt lęku ulega wówczas wykluczeniu a następstwem jego oddziaływania są m.in. zahamowania rozwoju, nerwice i różne formy zaburzeń osobowości.

Według S. Freuda (3) lęk u niemowląt pojawia się głównie w trzech sytuacjach: gdy jest samo, gdy dookoła jest ciemno i gdy na miejscu matki znajduje obcą osobę. Wszystkie te sytuacje można zredukować do jednego stwierdzenia: brak ukochanej osoby, którą obdarza zaufaniem i z którą nawiązuje stałą więź emocjonalną.

Oddzielenie od matki, czyli od osoby, od której pod każdym względem jest zależne, niemowlę przeżywa bardzo boleśnie. Początkowo krzyczy, staje sil niespokojne, jego sen ulega zaburzeniu, gryzie, kopie i pluje - ale tylko przez pewien czas, kilka tygodni, może miesiąc. Jeżeli matka nie wraca, staje się apatyczne, spowolnione w ruchach, nie odczuwa głodu. Jego oczy tracą blask, nieruchomo patrzą w pustkę uśmiech blednie i znika. Gdy w ciągu (około) sześciu miesięcy matka się nie pojawi, niemowlę żyje z przekonaniem, że ze strony osób dorosłych nie może liczyć na nic dobrego, a targane lękiem próbuje odciąć się od tego zagrażającego świata. (4) Tak wzrasta albo też umiera, ale te informacje rzadko odnotowuje się w akcie zgonu: najczęściej jako przyczynę śmierci podaje się zapalenie płuc, obniżenie odporności na choroby zakaźne lub S.I.D., czyli nagłą śmierć łóżeczkową.

U nieco starszych dzieci ( 3-7 lat), które od dłuższego czasu przebywały w Domu Dziecka, zaobserwowaliśmy swego rodzaju centryzm na lęku: lęk zdominował każdą dziedzinę ich życia. Bały się iść spać, kąpieli, wyjścia do miasta, ludzi, samochodów, zwierząt, owadów, itp. Według H. Zulligera (5) to skoncentrowanie na lęku jest efektem tęsknoty za bliską osobą i bezradności dziecka, które z tą tęsknotą nie może sobie poradzić. I tu zamyka się błędne koło wychowania instytucjonalnego: dziecko tęskni, więc się boi, a boi się i dlatego tęskni. Takie "opętanie" lękiem powoduje, że przytępieniu ulega wrażliwość dziecka na bodźce, które w normalnych warunkach pobudziłyby jego rozwój. W konsekwencji zaburzeniu ulegają wszystkie funkcje działalności dziecka: motoryczna, manualna, wzrokowa, słuchowa, mowa, myślenie, itd. Stąd droga do orzeczenia o upośledzeniu umysłowym jest już bardzo krótka, tym bardziej że metody diagnozowania, dostępne psychologom, nie zostały skonstruowane z myslą, o dzieciach porzuconych czy wyrwanych z naturalnego środowiska wychowawczego jakim fest rodzina.

Z teorii potrzeb A. Masłowa wynika, że deprywacji tej podstawowej potrzeby, jakim jest poczucie bezpieczeństwa i jej skutkom nie można zaradzić w żaden inny sposób jak tylko przez umieszczenie dziecka w środowisku rodzinnym. Nawet najlepiej wyposażony i zorganizowany Dom Dziecka, z bardzo dobrym wyżywieniem i pięknymi zabawkami, nie jest w stanie dać dziecku tego, co najważniejsze: stałego kontaktu z kochającą osobą dorosłą i przez to uwolnić je od lęku.

Artur Kowalik
wraz z żoną prowadzą Rodzinny Dom Dziecka we Wrocławiu jest współzałożycielem Koła Rodzinnych Domów Dziecka we Wrocławiu kontakt 071 352 78 31

Przypisy
1. Riemann, Fritz Grundformen der Angst, .Basel, 1994.
2. Kępiński, Antoni; Psychopatologia nerwic, Warszawa, 1986
3. Zulliger, Hans; Die Angst unserer Kinder, Frankfurt am Main, I989.
4. Jungjohann, Eugen; Kinder klagen an, Frankfurt am Main, 1993.
5. Zulliger, Hans; Die Angst unserer Kinder, Frankfurt am Main, I989.
6. Masłow, Abraham; Motywacja i osobowość, Warszawa,1990


Jakiś punkcik mały
E. Błaszków
student

Popatrz na dzieci odrzucone,
które zrodził ten świat,
na ich twarzach wieczny strach.
W dzień są ciche, przytłumione
i bezdźwięcznie mówią: dzień
A wieczorem, kiedy słońce
schowa gdzieś promienie swe
już nie mówią, tylko płaczą
płacz im ukojenie da
one chcą być też kochane
mówią sobie w duszy swojej
popatrz Boże: oto ja!
ten element układanki,
który gdzieś zapodział się.
W świecie walki i wypaczeń
nie pasuje, wszędzie źle.
Nocne pory nie przespane,
senne zjawy gonią czas,
a w dzień jakiś punkcik mały,
na suficie wzrok ich trwa.
Błędne wyjście z sytuacji,
to nie ruszać się i stać.
O czym myślą dzieci świata,
który zesłał tutaj je?
One chcą się pozbyć strachu,
co sparaliżować chce.
Strachu, krzyku, samotności,
chcą miłości, każdy wie!
A kto je może kochać?
Każdy człowiek? Często nie!


Jeżeli ktoś chciałby wspierać Rodzinne Domy Dziecka z Wrocławia,
może dokonać wpłaty na konto Koła Rodzinnych Domów Dziecka:
PKO BP IV O/Wrocław nr.
10205255-107868-270-1

Poprzedni Home Następny