Zabójstwo w domu dziecka?



Umieszczając ten materiał w Internecie, nie chcę aby posłużył on do walki z domami dziecka. Do dziś niewiadomo, co tak naprawdę się wydarzyło. Opinia publiczna nabrała wody w usta, sprawa przycichła. Ale Mateuszka już nie ma wśród nas. Mateusz jest symbolem, że o TYCH dzieciach z domów dziecka szybko zapominamy i to kolejny dowód na społeczną obojętność względem TYCH dzieci i ich losów. Nie wolno nam zapominać. Tym bardziej mnie to wydarzenie wstrząsnęło, bo sam jestem dziadkiem miesięcznego niemowlęcia.
Webmaster



Zabójstwo w domu dziecka?

Olsztyńska Prokuratura Rejonowa wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 10-miesięcznego dziecka z Domu Dziecka w Olsztynku pod Olsztynem. W poniedziałek ma być przesłuchana podejrzana w tej sprawie nauczycielka.

Prokuratura nie ujawnia jeszcze szczegółów z prowadzonego postępowania. Prokurator Zbigniew Czerwiński powiedział, że w poniedziałek zostało wszczęte postępowanie w sprawie zabójstwa.

"Będziemy przesłuchiwać podejrzaną nauczycielkę. Trudno jeszcze mówić o motywach. Być może ona sama o tym nam powie" - mówił prokurator Czerwiński. Według niego, do śmierci dziecka doszło w sobotę. Zostało ono najprawdopodobniej uduszone.

W Domu Dziecka wszyscy są w szoku. "Czekamy na wyjaśnienia, jesteśmy wstrząśnięci. Według mnie, był to nieszczęśliwy wypadek. W ogóle nie bierzemy pod uwagę, że było to celowe działanie nauczycielki" - powiedziała pracownica Domu Dziecka.

Gazeta.pl




Co się wydarzyło w domu dziecka?

Wstrząsające ustalenia prokuratury. Zmarłe w domu dziecka w Olsztynku dziewięciomiesięczne niemowlę zostało uduszone. Wczoraj postawiono zarzut zabójstwa wychowawczyni Jolancie P. Kobieta nie przyznaje się do winy

Według Mieczysława Orzechowskiego, rzecznika olsztyńskiej prokuratury okręgowej, do tragedii doszło wieczorem w nocy z piątku na sobotę. Dyżur pełniła wtedy 40-letnia Jolanta P. Wieczorem nakarmiła dziecko. Co stało się później, nie wiadomo.

Nie dające oznak życia dziecko znalazła dopiero w sobotę rano inna wychowawczyni, która zastąpiła na dyżurze Jolantę P. Wezwany lekarz potwierdził zgon. - W nocy poza opiekunkami w domu nie ma ani lekarza, ani pielęgniarek - mówi Krystyna Górska, pielęgniarka zatrudniona w placówce.

Policjanci zauważyli, że dziecko ma kilka zadrapań na głowie. Zatrzymano dyżurującą w nocy Jolantę P. oraz dyrektor domu dziecka Marię B., która w tym samym czasie pilnowała dzieci na innym oddziale. Wczoraj obie kobiety były przesłuchiwane. - Jolanta P. została oskarżona o zabójstwo - mówi Orzechowski. - Sekcja zwłok wykazała ponad wszelką wątpliwość, że Matusz S. został uduszony. Stąd ten zarzut.

Pracownicy ośrodka są zszokowani. Nie wierzą, że wychowawczyni mogła przyczynić się do tragedii. - To niemożliwe, żeby Jola mogła mu coś zrobić. To musiał być wypadek - mówi ze łzami w oczach Krystyna Górska.

- Mateusz trafił do nas w czerwcu ub. roku - opowiada pracownica biura domu dziecka. - Przewieziono go ze szpitala w Morągu, gdzie porzuciła go matka. Jola miała z nim doskonały kontakt.

Jolanta P. pracuje w olsztyneckim domu dziecka od 1997 r. Ma dwójkę kilkunastoletnich dzieci. Przedtem przez 10 lat opiekowała się dziećmi w jednym z olsztyneckich żłobków. W miejscu zamieszkania cieszy się dobrą opinią.

Choć pracuje jako opiekunka, nie miała wykształcenia pedagogicznego. Ukończyła technikum. - Nikt tu sobie głowy studiami nie zawracał, pracując za 600 zł - mówią pracownicy.

Według Witolda Uziełło z wydziału spraw społecznych Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie rozporządzenie ministra pracy i opieki społecznej z 1 września 2000 r. uzależnia zatrudnienie wychowawcy w domu dziecka od posiadania co najmniej licencjatu z pedagogiki, psychologii lub resocjalizacji. Adam Sierzputowski, olsztyński starosta, który nadzoruje placówkę, nie potrafił nam odpowiedzieć, dlaczego mimo braku kwalifikacji zatrudniono Jolantę P. - Pracowników zatrudnia dyrektor ośrodka - mówi Sierzputowski.

- Musimy dokładnie przyjrzeć się tej sprawie, bo istnieje tu wiele wątpliwości - mówi starosta. - Oczywiście sama śmierć dziecka jest czymś niepokojącym, i to również trzeba wyjaśnić. Byłem w tej placówce i mogę powiedzieć, że panuje tam przyjazna atmosfera.

W olsztyneckim domu dziecka przebywa 57 wychowanków. Najstarsze mają po 17 lat, najmłodsze, których jest dwanaścioro, nie ukończyły jeszcze trzeciego roku życia. Ośrodek jest jednym z nielicznych w naszym regionie, do którego trafiają dzieci zaraz po urodzeniu. Najbliższe znajdują się w Olsztynie i Elblągu.

Wczoraj do późnych godzin popołudniowych trwało przesłuchanie Jolanty P. Oskarżona nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że o śmierci dziecka dowiedziała się dopiero od koleżanki.

Krzysztof Olszewski, Przemysław Prais (15-01-02 01:00)
GW w Olsztynie





Zabiła wychowanka

W domu dziecka w Olsztynku zamordowano małego Mateuszka. Dziecko zostało uduszone. Wczoraj Prokuratura Rejonowa w Olsztynie przedstawiła zarzut zabójstwa 43-letniej Jolancie P., jednej z opiekunek w placówce. Miała ona nocny dyżur, gdy doszło do zabójstwa.

Do tragedii doszło w nocy z piątku na sobotę. W jednym z łóżeczek w pokoju niemowlaków spał 9-miesięczny Mateusz S. Rano znaleziono chłopca martwego. Nikt nie wiedział, co mogło się stać. Dopiero sekcja zwłok odsłoniła tragiczną prawdę.

Ktoś go zabił

Tej nocy na oddziale noworodków dyżurowała Jolanta P. Pod swoją pieczą miała 24 maluchów. Swoją zmianę zakończyła w sobotę o godz. 6 rano. Potem, jakby nic się nie stało, poszła do domu. Martwe dziecko odnalazła jej zmienniczka. Przyszła przewinąć Mateusza. Chłopczyk był już zimny.

- Wszystko wskazuje na udział osób trzecich w tej sprawie - mówi Mieczysław Orzechowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Policja natychmiast zatrzymała Jolantę P.

Wczoraj olsztyńska Prokuratura Rejonowa postawiła opiekunce zarzut zabójstwa. - Przesłuchujemy cały czas świadków w tej sprawie - dodaje Mieczysław Orzechowski.

A może sam się udusił

Dom dziecka w Olsztynku jest jedynym na Warmii i Mazurach, który przyjmuje pod opiekę nawet noworodki. Pracownicy placówki są w szoku. Większość z nich dopiero wczoraj po przyjściu do pracy dowiedziała się o tragedii.

- Ona tego nie mogła zrobić. To musi być jakaś pomyłka - mówią o zatrzymanej jej koleżanki z pracy. - Takie rzeczy przecież się zdarzają. Niemowlak nawet w domu może się czymś zakrztusić i udusić.

- Dbała o dzieci, miała zdolności plastyczne - mówi zapłakana Maria Biedulska, dyrektor domu dziecka. - Kiedy w sobotę rano wychodziłam z pracy, była taka cisza na sali. To dobrze, pomyślałam, bo jak jest cisza, to znaczy, że dzieci mają spokojne sny. To jednak była cisza przed burzą - płacze.

We Francji znalazł rodzinę

Pomieszczenie, gdzie leżał mały Mateusz, zajmuje kilka łóżeczek. - To było miłe i bardzo wesołe dziecko - mówią o nim panie opiekujące się dziećmi.

Mateusz trafił do domu dziecka w czerwcu ubiegłego roku. Przyjechał ze szpitala w Ełku. Jego matka po porodzie zostawiła dziecko w szpitalu. O adopcję Mateusza starało się małżeństwo z Francji. 24 stycznia mieli przyjechać i zabrać chłopczyka. Jolanta P. ma średnie wykształcenie. W domu dziecka w Olsztynku pracuje 4 lata. Wcześniej była opiekunką w żłobku. Jolanta P. mieszka w czteropiętrowym bloku. Jest matką dwójki kilkunastoletnich dzieci. Sąsiadom nie mieści się w głowie, że Jolanta P. mogła zabić.

- To bardzo spokojna rodzina. Złego słowa nie powiem o sąsiadce - mówią.

Teraz prokuratura wyjaśnia, dlaczego kobieta zamordowała Mateusza. Dzisiaj sąd zadecyduje o tymczasowym aresztowaniu opiekunki. Za zabójstwo Jolancie P. grozi nawet dożywotnie więzienie.

SE Olsztyn 15 styczia 2002
PATRYK TRYZUBIAK

Poprzedni Home Następny