Żyć w normalności



Żyć w normalności

Wiadomości Zagłębia
24 kwietnia 2001

Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei" przy Ośrodku Rodzin Zastępczych w Dąbrowie Górniczej rozpoczęło czwartą edycję akcji "Szukam domu...". W tym roku akcja poszukiwania kandydatów na rodziców zastępczych ma wymiar ogólnopolski. Udział biorą m.in. ośrodki z Tarnowa, Wrocławia, Olsztyna, Cieszyna, Krakowa, Katowic, Sosnowca. Plakat ilustrujący kampanię pomocy osamotnionym dzieciom przedstawia dziewczynkę z domu dziecka w Bielsku - Białej, natomiast w tle szczęśliwą rodzinę z biologicznym dzieckiem. To sygnał, aby w takiej rodzinie porzucone dziecko odnalazło swoje miejsce, którego - zdaniem ANDRZEJA OLSZEWSKIEGO, koordynatora akcji - nie znajdzie ani w domu dziecka, ani w pogotowiu opiekuńczym.

Jedenastoletnia dziewczynka, była wychowanka domu dziecka, w rozmowie ze swoją "zastępczą" mamą, ANNą OLSZEWSKą zauważyła: - Mamusiu, dlaczego dom dziecka nazywa się w ten sposób? Przecież to nie jest dom dziecka. To nie był mój dom. Teraz mam dom. Powinni zmienić nazwę na sierociniec. Przykład ten obrazuje, że wychowankowie domu dziecka nie utożsamiają się emocjonalnie z tym miejscem. Inna sprawa. że nie powinni tam przebywać zbyt długo.

W wyniku długotrwałej bytności w takiej placówce dzieci cierpią na chorobę sierocą, częstokroć wyniesioną z domu. a spotęgowaną w trakcie pobytu w "bidulu". który z różnych przyczyn nie jest w stanie wyprowadzić dziecka z tej choroby. Nie kończy się ona wraz z osiągnięciem pełnoletności przez wychowanka. W dorosłym życiu wlecze się za nim niczym cień, przybierając postać "bezdomności". - Kiedy wychowanek opuszcza dom dziecka. bardzo często trafia w uczuciową pustkę. Nie ma przyjaciół, rodziny. Często mieszkania socjalne, które dostają wychowankowie, znajdują się w takich dzielnicach, że trzeba pić alkohol, by zaistnieć w środowisku. Dzieci byłych wychowanków trafiają do domu dziecka i krąg się zamyka. Część osób popełnia samobójstwa. Poza tym są dzieci, które uciekają z domów i nie szukane "giną" na ulicy, wchodząc w twardą bezdomność.

Według Marka Kotańskiego 60 procent bezdomnych w Polsce to byli wychowankowie domów dziecka - podkreśla Andrzej Olszewski, również ojciec zastępczy trójki dzieci. - Tylko osoba silnia psychicznie potrafi po wyjściu z domu dziecka stanąć na własnych nogach, założyć i utrzymać własną rodzinę, osiągnąć coś w życiu, ale i wtedy jest sama - dodaje Anna, żona Andrzeja. Rodzina zastępcza jest realną szansą przerwania zaklętego kręgu bezdomności i patologii. poprzez stworzenie dzieciom normalnego życia bez traumatycznych przeżyć, zrywanych więzi i uczuciowego chłodu. Odbywa się to często drogą wielu prób i błędów. których rodzice zastępczy doświadczają na własnej skórze.

To, co dla nich jest normalnością w życiu rodzinnym: rozmowa z dzieckiem bez wrzasków i rękoczynów, okazywanie mu zainteresowania, troszczenie się o jego potrzeby, powierzanie mu pewnych obowiązków, to dla wychowanka "bidula" jest na początku nie normalne, wręcz dziwne. Potrzebuje wiele czasu, by tę normalność docenić. - Początkowo nasze dzieci reagowały tylko na krzyk. Musieliśmy do nich krzyczeć np. Weź szklankę! I dziecko brało szklankę. Potem zatrzymywaliśmy taką sytuację i pytaliśmy: Słuchaj, czy trzeba było krzyczeć? Wystarczyło powiedzieć: Weź szklankę. Poza tym dzieci rozmawiając z nami, patrzyły w inną stronę. dlatego nie było porozumienia. Wtedy braliśmy dziecko w ramiona, żeby skoncentrować jego uwagę na sobie i apelowaliśmy: Popatrz na mnie, rozmawiam z tobą - opowiada Olszewski.

Dziecko testuje nową rodzinę, by się dowiedzieć, na ile może sobie pozwolić, czy zostanie przez nią odrzucone, jeśli doświadczyło tego w przeszłości. Wreszcie każdy zakaz przyjmuje jako zemstę i odpowiada agresją. Olszewscy w ciągu pięciu lat zastępczego rodzicielstwa zaznali ze strony swych pociech kłamstw, kradzieży, zniszczeń w mieszkaniu, ucieczek z domu. Rodzice muszą nie tylko uczyć dziecko nowego systemu wartości, częstokroć leczą go z poważnych schorzeń psychicznych i fizycznych. - Marcin wychowywał się do ósmego roku życia na ulicy. Kiedy wzięliśmy go do siebie od innej rodziny zastępczej, nie przypuszczaliśmy, ile będziemy mieć z nim problemów. Chłopiec notorycznie uciekał z domu. Na przestrzeni pięciu lat miało miejsce 40 ucieczek. Wreszcie sytuacja nas przerosła i oddaliśmy chłopca do pogotowia opiekuńczego na trzy miesiące. Jednakże nie zrezygnowaliśmy z pomocy. Za radą lekarza pediatry zrobiliśmy chłopcu badanie EEG, które potwierdziło, że cierpi on na rzadki rodzaj padaczki objawiający się pędem wędrownym - mówi Andrzej Olszewski.

We wzajemnych relacjach dziecko - rodzice zastępczy cudów nie ma. Trzeba założyć, że na pięcioro dzieci. z jednym może się nie udać. Powodzenie na polu wychowawczym wiąże się z obaleniem dwóch pokutujących w świadomości mitów: Po pierwsze, nie wszystkie dzieci z domów dziecka to młodociani przestępcy, przyszli alkoholicy czy narkomani. Po drugie, same dobre chęci nie wystarczą, by pomóc dziecku. Dzieci żyjące w placówce wychowawczej nie zaznają głębszych więzi emocjonalnych, ponieważ nie mieszkają u siebie. Opiekunowie się zmieniają a w rodzinie zastępczej dzieci otacza stale ta sama grupa ludzi. Nawet w przypadku rodzin krótkoterminowych opiekunowie nie zrywają kontaktu z wychowankiem, stając się np. rodziną długoterminową. - W domu dziecka wszystko się zmienia w przeciągu jednego dnia. Do południa dyżur ma pani Jadzia. która pozwala wychodzić na podwórko. Po południu pani Marysia, która nie pozwala wychodzić. Trzy, cztery razy na dobę dziecko się przestawia, aby dostosować się do wymagań wychowawcy i w końcu głupieje w swoim zachowaniu. Staje się sztuczne, pojawia się obłuda. Zachowuje się tak, jak dana pani tego wymaga - opowiada Anna Olszewska.

Dzieci z domów dziecka przeżywają kilka śmierci. Dzieje się to wówczas. gdy odejdzie ulubiona pani, koleżanka, kolega, bądź rodzeństwo zostaje rozdzielone w wyniku adopcji lub z innych powodów podyktowanych wiekiem, płcią czy wzajemną wrogością, której placówka wychowawcza nie wyeliminuje. Chłopiec i dziewczynka są umieszczani w osobnych pogotowiach opiekuńczych. Dziecko, które przeniesiono z domu małego dziecka do domu dziecka, przeżywa utratę dotychczasowych więzi, którą można porównać do wypadku zbiorowego. Jesteśmy przeciwnikami adopcji, która zrywa wszelkie więzi dziecka łączące go z jego biologiczną rodziną. W rodzinie zastępczej dziecko zachowuje swoje nazwisko, swoją tożsamość. Uczymy je, jak wybaczyć naturalnym rodzicom. Poza tym nie rozdzielamy rodzeństwa. W naszym stowarzyszeniu mamy rodzinę, która wzięta piątkę rodzeństwa z trzech domów dziecka. Taki układ jest uczciwszy zwłaszcza dla dzieci starszych - stwierdza Olszewski.

Rodzina zastępcza otrzymuje obecnie finansową pomoc w wysokości 560 złotych miesięcznie na jedno dziecko oraz 1300 zł jako jednorazowe wyposażenie dla dziecka. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Rodzinnej Opieki na Dzieckiem działa w kierunku, by zwiększyć pomoc finansową. Poprawa sytuacji rodzin zastępczych zależy od terminu przyjęcia w Sejmie propozycji nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. Zdaniem Andrzeja Olszewskiego system placówek wychowawczych, w tym domów dziecka, trzeba zastąpić systemem rodzin zastępczych. Jednocześnie nie jest konieczna likwidacja domów dziecka. a jedynie zmiana ich struktury. Dom dziecka przyjmując dzieci na trzy, cztery miesiące, w liczbie nie większej niż 30, stałby się formą wspierania rodzin zastępczych, przygotowując dzieci do życia w normalności.

ANNA WITEK
Wiadomości Zagłębia
24 kwietnia 2001

Poprzedni Home Następny