Oczy dziecka nie kłamią



 
Oczy dziecka nie kłamią

Czy zaglądaliście kiedyś w oczy lokatora "bidula"? Nie jest to łatwe. Oczy uciekają na boki, chowają się w głąb jak małe, spłoszone zwierzątka, boją się kontaktu z ludźmi, a jednocześnie nad wyraz tego pragną. Oczy te, mimo chwilowych pozorów wesołości, są smutne, bezradne, wyczekujące.

Zapyta ktoś - dlaczego? Taki Krzyś czy Marzenka niejednokrotnie przeżywający prawdziwy koszmar w swoich biologicznych, często patologicznych rodzinach, mają teraz ciepło, swoje własne łóżeczko, książki do szkoły, wystarczająco jedzenia... Mało tego, są domy dziecka, jak na przykład Dom Dziecka Nr.1 w Lublinie, gdzie warunki bytowania wychowanków, w eksperymentalnie utworzonych grupach rodzinnych, są wręcz luksusowe. O co więc chodzi?

Myślicie, że tamtejsze dzieci mają weselsze oczy? Nic podobnego, zarówno jednym jak i drugim brak mamy i taty, choćby to byli rodzice zastępczy, ale darzący je autentycznym uczuciem (nie mylić li tylko ze współczuciem) i skupiający na nich swoją uwagę.

Już samo słowo - mama posiada magiczną, emanującą ciepłem i wewnętrzną siłą światłem. Prawdziwa matka, ta naturalna i ta przysposobiona, to coś w rodzaju przytulnej jaskini, do której zaszyć się można kiedy dziecinne kłopoty przerastają małą główkę. Trwa niezmiennie, przez lata, w swojej miłości i poświęceniu. Kiedy zdarzy się, że wszyscy wokoło zawiodą, odwrócą się w potrzebie, ona wyciągnie pomocną dłoń, wspierając jeśli nie czynem to przynajmniej dobrym, kochającym słowem. Prawdziwy ojciec to autorytet, ochronny parasol odpierający życiowe ciosy, kształtujący byt egzystencjonalny ale i konsekwentnie temperujący niektóre błędy w zachowaniu młodego człowieka.

Do kogo w typowym domu dziecka powiedzieć... mamo, tato, mam problem, kiedy na jednego wychowawcę przypada, w najlepszym wypadku, kilkoro dzieci? Jak tu dzielić uczucia "po równo", nawet z prawdziwą pasją oddając się swojej profesji? A człowiek jest wszak niedoskonały, ma swoje sympatie, antypatie, łatwo też popada w zawodową rutynę i często nie zauważa w oczach Marzenki błagania - przytul mnie! Po prostu przytul, pokołysz, wysłuchaj przez chwilę. Zazwyczaj nie ma na to czasu, a jeśli już się znajdzie to takie przejawy czułości wzbudzają od razu zazdrość współmieszkańców - dlaczego to nie ja? Pani bardziej lubi Krzysia niż Rafała i... wieczorny płacz w poduszkę, nocne moczenie i to straszne kiwanie się.

Czy widzieliście kiedyś jednostajnie kiwające się dziecko? Porażający, ściskający za serce obrazek. Jest to nic innego tylko objaw głębokiego stresu, spowodowanego odrzuceniem. Dziecko, w swoim ogromnym pragnieniu fizycznego kontaktu z rodzicami, popada w stan, który w skrócie nazwać można "samo kołysaniem". Ono gdzieś, w głębi duszy wyobraża sobie ten moment, wykreowując go w najprostszy dla siebie sposób - po prostu się kiwa. Wszyscy mieszkańcy domów dziecka cierpią na, mniej lub bardziej głęboką, depresję spowodowaną brakiem miłości i akceptacji. Nie dziwmy się więc, że są nadmiernie pobudliwe, mają trudności z zapamiętywaniem co powoduje złe wyniki w nauce, skłonności do ucieczek i napady nieuzasadnionej wściekłości.

Wszystko to z tęsknoty za rodziną, której nawet najlepszy dom dziecka zastąpić nie może. Może natomiast i powinna instytucja rodziny zastępczej, gdzie cała uwaga, troska, życzliwość i, co tu ukrywać, ciężka praca, poświęcone będą tej jednej istocie, tak bardzo spragnionej miłości. Jedno jest pewne, ona będzie się starała na swój sposób, uczucia te odwzajemnić. Bardzo długo na nie czekała. Ale póki co... pobudka o świcie, zbiorowe sypialnie, ustalone menu, ubranie pod wydział i brak jakiegokolwiek wyboru. Ot, bierne oczekiwanie.

Tylko te oczy...

Anna




Poprzedni Home Następny