"OJCIEC SIEROT"
Jan Henryk Pestalozzi (1746-1827) urodził się w mieszczańskiej rodzinie pochodzenia włoskiego, osiedlonej w Szwajcarii. Henryś nazywany też Dziwaczkiem z Cudakowa roztaczał formalną opiekę nad kolegami z gminu. Bronił ich przed nauczycielami i miejskimi kolegami. Już w latach szkolnych snuł plany, jak uszczęśliwić ludzkość. Próbował swych sił jako aspirant na rolnika, ale w okolicy wałęsały się tłumy żebrzących dzieci, więc postanowił się nimi zająć. Większość życia przeżył w skrajnej nędzy, dbając bardziej o moralność rodziny, niż o dobrobyt materialny. Do starości zajmował się pedagogiką naturalną i próbował przekazać swe przemyślenia potomnym. Po latach na jego grobie zamieszczono słowa: "...Zbawca ubogich... Kaznodzieja ludu... Ojciec sierot... Założyciel szkoły ludowej... Wychowawca ludzkości... Człowiek, chrześcijanin, obywatel."Pestalozzi nie stronił od żadnej pracy, a mimo to jego rodzina nie żyła w dostatku. Zawsze widział biedniejszych i mniej zaradnych od siebie. Doskonale wiedział, że zarządzanie miłosierdzia, opiekującego się żebractwem tylko pogarsza zło, pragnął, więc nauczyć ubogich jak radzić samym sobie. Dążył do rozbudzenia poczucia własnej godności i sił do samokształcenia.
Pestalozzi był realistą i uważał, iż "Dzieci ubogie należy wychowywać do ubóstwa, by w ubóstwie były jednak ludźmi" , dbając jednocześnie o zachowanie harmonii między uczuciem, myśleniem, działaniem i mówieniem. "Zrywa całkowicie z utartym wówczas szablonem jałmużny i stawia całą sprawę na nowym gruncie samopomocy społecznej, ...nakarmić głodnego, to nie znaczy rzucić mu kawałek chleba, ale tak wpłynąć na jego życie...by na zawsze rozstał się z nędzą" .
Po potyczkach wojennych z Francuzami, na gruzach Stanz włóczyły się setki bezdomnych dzieci. Część sierot zabrali ludzie do innych kantonów, dla pozostałych postanowiono utworzyć dom sierot, którego kierownictwo objął Pestalozzi..Ponieważ był protestantem, miejscowa ludność widziała w nim heretyka zajmującego się ich dziećmi, co nie ułatwiało prowadzenia tak trudnego przedsięwzięcia.
Większość dzieci była skrajnie zaniedbana. Nie dzieci, a wychudłe szkielety, schorowane, o ziemistej cerze pokryte wszami i wrzodami. Do tego często zuchwałe, obłudne i okrutne. Pestalozzi zajmował się nimi sam. " Ręka ich spoczywała w mojem ręku, ich oko odbijało się w mojem. Łzy moje płynęły z ich łzami; uśmiechałem się, gdy one się uśmiechały. Ich jadło było moim jadłem, ich napój moim napojem" . Wiedział, że jeśli spróbuje poprawić dziecko zaniedbane, to pod każdym względem będzie się przeciwstawiać, zawsze będzie chciało robić trudności. Do tego trzeba wiele cierpliwości, przyjaźni i miłości. " Ów cel moralny osiągnie, gdy będzie ojcem dla swych wychowanków, że ich postępy i cofania będą go cieszyły i martwiły jakby chodziło o jego własne dzieci"
Tylko darząc dzieci uczuciem mógł je uczyć, z nimi pracować i modlić się. Mógł je wychować, uczłowieczyć i powiedzieć, że byli w nędzy, a są zadowoleni, ich ręce nauczyły się pilności, a serca wzniosły się do Boga. " Dzieci zaczęły chcieć, móc, zaczęły okazywać wytrwałość i doprowadzać to, co zaczęły, do końca, a świadomość obudzonej siły wlała w nie radość" "Widziałem już spełnione moje życzenie i byłem przekonany, że moje serce zmieni me dzieci tak, jak słońce wiosny zmienia zastygłą podczas zimy ziemię. I nie omyliłem się. Zanim słońce wiosny roztopiło śniegi naszych gór, nie poznawano naszych dzieci.:
Największym marzeniem Pestalozziego było prowadzenie Domu sierot. Sam mówił o sobie, że jest ojcem sierot. Chciał tam realizować i sprawdzać swoje myśli pedagogiczne i wychowywać przez miłość. Niestety nie udało mu się tego osiągnąć, gdyż dla państwa były ważniejsze "rzeczy" niż sieroty, np. stworzenie miejsc dla wojska poprzez likwidację domu sierot. Nieustannie brakowało też środków na prowadzenie domu sierot.
Minęły wieki a ciągle brakuje środków na sieroty, ciągle likwiduje się domy dziecka w sposób uwłaczający godności mieszkających tam dzieci. Odrzucane przez rodziców, zaniedbane przez państwo, nie potrzebne nikomu.
Jednak żyje wśród nas wielu Pestalozzich, Nowaków i Kowalskich, którzy otwierają domy i serca by wydobyć dobro i piękno z niekochanych dzieci. I pewnie większość z nas nie doczeka się pomnika i napisu "ojciec sierot", ale wielu usłyszy od dzieci "mamo", "tato" i zobaczy tę radosną iskrę w oku dziecka. Niech to będzie zapłatą za serce i łzy, za uśmiech i troskę za każde przekazane dobro.
Wiele wymyślono metod i sposobów opieki nad dzieckiem opuszczonym, wiele na to poświęcono czasu, wiele na tym zarobiono i wydano pieniędzy, i po cóż to wszystko? By na nowo odkryć wszystkim znane słowa z I listu Ap. Pawła do Koryntian- "największa jest miłość", to jedyny sprawdzony i skuteczny sposób - pedagogika miłości.
oprac.
Anna Olszewska