PRAWDZIWA POBOŻNOśĆ...
Nieraz słyszałam, że Duch święty może więcej dokonać w pięć minut niż my przez wiele lat niestrudzonych wysiłków. Na własnej skórze doświadczyłam jak prawdziwe jest to stwierdzenie kiedy w grudniowy poranek wybrałam się z domu, by odwiedzić moją dawną znajomą i siostrę w Panu, Gosię Woźniak.
Jadąc do niej zastanawiałam się nad niedawnymi wydarzeniami w jej życiu. Od lat Gosi mocno leżał na sercu los porzuconych i osieroconych dzieci. W międzyczasie urodziła dwie córeczki: Madzia ma obecnie cztery lata, a Rozalka roczek. Ostatniej jesieni oboje z mężem Leszkiem zdecydowali się w charakterze rodziców zastępczych przyjąć do swojej rodziny porzuconego przez matkę pięciotygodniowego Kubusia. Gosi z powodzeniem udało się przestawić małego z butelki na karmienie piersią. Gdy odbierali Kubę z Domu Małego Dziecka, chłopczyk drżał na całym ciele (wczesny objaw choroby sierocej). Po tygodniu pobytu w ich domu drżenie ustało. Gdy na początku brali go na ręce i przytulali, on robił się sztywny, a nawet wyginał się w łuk do tyłu. Gosia nie wiedziała jeszcze wtedy, że jest to symptom odrzucenia, jakiego dziecko mogło doświadczyć już w okresie prenatalnym lub wkrótce po narodzeniu. Systematycznie okazywana miłość i czułość sprawiły, że po niedługim czasie pobytu w nowej rodzinie Kubuś przestał się wycofywać, zrelaksował się i zaczął przyjmować pieszczoty. Choć zapracowani po uszy przy swojej małej trójce, zajęci niemal non - stop dzień i noc, Gosia z Leszkiem odczuwali Bożą łaskę, a przenikająca ich świadomość, że są w centrum Bożej woli - dodawała im sił.
Po sześciu tygodniach nastąpił wstrząs: pewnego popołudnia Kubuś nie obudził się. Jego przybrani rodzice słyszeli, że miał on wrodzoną wadę serca, ale nikt nie przypuszczał, że była ona tak poważna; chłopczyk zmarł z powodu niewydolności układu krążenia. Choć śmierć takiego małego dziecka może budzić różne pytania to jedno jest pewne: Kubuś odszedł do Pana będąc kochany i otoczony czułością rodziny, a nie w samotności wpatrzony w sufit, niechciany przez nikogo, pozostawiony samemu sobie w łóżeczku w domu małego dziecka.
Wiedząc o tym wszystkim co zaszło jechałam do Gosi w kilka dni po pogrzebie. To nie była długa wizyta, ale zostawiła trwały ślad w moim sercu. Najpierw dowiedziałam się od Gosi o wielu szczegółach z krótkiego życia Kubusia. A potem usłyszałam od niej o dzieciach spędzających dzieciństwo w różnych instytucjach opiekuńczych i o skutkach ich rozwijania się bez rodziny. Dowiedziałam się, na przykład, o wczesnym popadaniu w depresję, niechęci do rozwijania się i życia, chorobie sierocej, podatności na choroby. Usłyszałam o ich późniejszych trudnościach w dorosłym życiu, o tym jak procentowo wielu z nich trafia do domów dla bezdomnych, do więzień, zakłada patologiczne rodziny lub kończy samobójstwem. Wracając tego dnia do domu nie mogłam przestać myśleć o tych dzieciach, a Duch święty przypominał mi słowa, które czytałam dziesiątki razy: "czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest nieść pomoc sierotom... w ich niedoli..." (Jakuba 1,27).
Nagle dotarło do mnie, że choć jestem od dwudziestu lat chrześcijanką, jednak nie jestem prawdziwie pobożna, bo nie niosę tym pozbawionym rodziny dzieciom żadnej pomocy. A ich sytuacja naprawdę wymaga pomocy, i to już nie tylko ze strony rządu i organizacji pozarządowych ale wielu indywidualnych osób i rodzin, a zwłaszcza wierzących. Tego wieczora poprosiłam męża, aby wydrukował mi z konkordancji wszystkie wersety biblijne mówiące o sierotach. Okazuje się, że Bóg zawsze był nimi zainteresowany i od początku uczył swój lud, by się o nie troszczyli. Przykazał w Starym Testamencie Izraelitom, aby nie "przejadali" wszystkich swoich plonów, ale w czasie żniw specjalnie zostawiali na polu część zbiorów właśnie dla tych bezbronnych.
Bóg nazywa siebie "Ojcem sierot" (Psalm 68,6), a Pan Jezus mówi o tych najmniejszych: "A kto przyjmie jedno takie dziecię w Imię moje, Mnie przyjmuje" (Mat. 18,5). Skoro Bóg Ojciec i Pan Jezus tak bardzo utożsamiają się z tymi dziećmi, to czy chrześcijanie mogą z czystym sumieniem pozostać bierni w ich sprawie? Czy także w Nowym Przymierzu lud Boży nie powinien dzielić się swoim "plonem" z sierotą? Jak mało jest wciąż pośród nas tych, którzy jak Job mogą powiedzieć: "Jeżeli sam jadałem swoją kromkę i nie jadała z niej sierota, którą od mojej młodości wychowywałem jak ojciec i prowadziłem od łona matki" (Joba 31,17.18).
Mały Kubuś, choć jego życie było tak krótkie, lecz przynajmniej pod koniec zaznał na tym świecie miłości, czułości, ciepła rodzicielskich ramion. A tysiące innych dzieci nigdy tego nie zakosztowało, a ich życie doznaje ogromnego okaleczenia. Jak więc nieść im pomoc? Jest wiele możliwości. Z pewnością obdarzenie ich kochającą rodziną jest dla wielu z nich najlepszym rozwiązaniem. Myślę, że idea rodzinnych domów dziecka, rodzin zastępczych czy adopcyjnych powinna być postrzegana w kościele na równi z działalnością ewangelizacyjną czy duszpasterską. Przecież w chrześcijańskiej rodzinie te dzieci mogą być pozyskane dla Jezusa i wychowywane na Jego naśladowców. Pan Jezus powiedział o tych maluczkich: "... albowiem do takich należy Królestwo Boże" (Łk 18,16), a więc angażując się w życie tych dzieci, angażujemy się w pracę na rzecz Królestwa Bożego.
Jestem przekonana, że w Ciele Jezusa Chrystusa jest wiele powołań do takiej właśnie posługi, choć z pewnością nie są one jeszcze w większości rozpoznane. Nie wszyscy jednak mogą przysposobić dziecko do swojej rodziny i Słowo Boże także nie narzuca każdemu wierzącemu takiego obowiązku jako zakonu. Bóg natomiast wzywa wszystkich do czystej i nieskalanej pobożności. Każdy może w jakiś sposób nieść pomoc sierotom,. Jeżeli na przykład nie opiekujemy się bezpośrednio jakimś opuszczonym dzieckiem, to możemy wspierać kogoś, kto to robi. Możemy w tym działać indywidualnie lub jako społeczność, zbór, bo w końcu są to sprawy Królestwa Bożego. Wierzę, że gdy będziemy pytać Pana o prowadzenie w tej kwestii, On chętnie wskaże nam drogę, gdyż "nie jest wolą Ojca naszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych. "
Małgorzata Olszewska
Wrocław