Róże uzależnione są od miłości



Pewien kaznodzieja uczestniczył w spotkaniu dla rodziców zastępczych. Wiele słyszał na temat trudności, jakie napotykają przybrani rodzice, chcąc obdarzyć miłością przyjęte do rodziny dzieci. Wielu rodziców wyobraża sobie, ze wystarczy wziąć takie dziecko do domu, otoczyć troską, traktować "jak swoje"", a wszystkie problemy rozwiążą się same. Próbują tłumaczyć swoim biologicznym dzieciom, jak wielką potrzebę miłości noszą w sobie osierocone dzieci. Czeka ich jednak wiele rozczarowań.

Chcąc wyjaśnić rodzicom różnicę między osieroconymi a rodzonymi dziećmi, kaznodzieja wziął do ręki dwa bukiety kwiatów. Bukiet róż, który na stół trafił prosto z kwiaciarni, był świeży, pachnący, ozdobiony wstążką. Drugi bukiet składał się z kwiatów zerwanych przy drodze i nie był tak piękny.

- Który z tych kwiatów ma za sobą więcej przykrych doświadczeń? - padło pytanie, na które wszyscy znali odpowiedź. Po polnych kwiatach jeździły rowery, biegały dzieci, grając w piłkę - te kwiaty nie doznały wiele troski.

- A które z tych kwiatów potrzebują więcej troski i uwagi? Które są delikatniejsze?

Odpowiedź znowu była prosta, choć trochę sprzeczna z obiegową opinią na temat dzieci. Róże. Trzeba o nie dbać i podlewać. Nie przeżyłyby deptania i złego traktowania, nie są tak zahartowane, jak polne kwiaty.

Refleksje na temat kwiatów zburzyły dotychczasowe poglądy rodziców. Polne kwiaty symbolizują dzieci osierocone. One wiele przeszły, ale są także bardzo odporne. Nikt ich nie podlewał regularnie. Musiały zadowolić się taką ilością deszczu, jaka na nie spadła. Deptano po nich, ale one dzielnie prostowały się znów.

Róże, dzieci wychowywane w kochających rodzinach, potrzebują wiele troski. Trzeba o nie regularnie dbać - inaczej zwiędną.

Cóż się zatem dzieje, jeśli rodzice próbują zrobić bukiet złożony z polnych kwiatów i róż? Nie jest to łatwe zadanie, bo każdy z tych kwiatów wymaga innego traktowania. Róże uzależnione są od miłości, nie są w stanie bez niej przetrwać, giną bez niej. Polne kwiaty nie są do miłości przyzwyczajone, nie potrafią jej przyjąć, wydaje im się, że mogą sobie bez niej poradzić.

Takie dzieci trafiają do rodzin zastępczych, ale dzięki Bożej łasce jest dla nich nadzieja. Tak jak jest dla każdego z nas.

Dzieci pochodzą z różnych środowisk i każde z nich ma za sobą doświadczenia znane tylko jemu samemu. Ich osobowości, zachowania, wady i zalety są niepowtarzalne.

Specyficzne są także ich potrzeby. Jedyną wspólną cechą dzieci trafiających do rodzin zastępczych wydaje się być to, że nie są one dziećmi, z którymi łatwo jest żyć. Większości z nich brakuje tego, czego rozpaczliwie potrzebuje każde dziecko: poczucia, że przynależą do kogoś, kto je kocha i komu można zaufać oraz przekonania, że są osobami wartościowymi i godnymi miłości. Im bardziej dziecko pragnie miłości i bezpieczeństwa, tym częściej odpycha od siebie przez swoje zachowanie. Dziecko odrzucone nie zna pozytywnych sposobów wyrażania swoich potrzeb. Może wyrażać głęboką potrzebę miłości w formie gniewu, buntu, nieufności, lęku lub depresji. Rodzice zastępczy często przyjmują do rodziny dzieci, które prowokują i są hałaśliwe, bywają zamknięte w sobie lub nieśmiałe, czasami nie okazują jakiegokolwiek uczucia poza obojętnością. Niszczące doświadczenia z okresu wczesnego dzieciństwa wyzwalają w dzieciach zachowania, które rodzicom zastępczym bardzo utrudnią rozwijanie pozytywnych więzi. Rozwijanie wzajemnych relacji może zająć wiele miesięcy, a może także nigdy nie zaistnieć. Jeśli jednak rozwinie się pozytywna relacja między rodzicami zastępczymi a dzieckiem, może to być wspaniałym, wynagradzającym wszelkie wysiłki doświadczeniem dla wszystkich. Rodzice zastępczy powinni być świadomi stopnia trudności stojących przed nimi zadań. Jest to praca stanowiąca wielkie wyzwanie; często większe, niż wychowanie swych własnych dzieci.

Bóg wymyślił rodzinę, żebyśmy w niej uczyli się miłości, szacunku i poddania. Aby dzieci patrząc na życie swoich rodziców uczyli się, jaki jest Bóg. Dzieci przebywające w domach dziecka nie mają takiej szansy. Z Bożą pomocą mogą jednak im ją dać rodzice zastępczy.

Małgorzata Klecka

Poprzedni Home Następny