Dajmy nadzieję osamotnionym i opuszczonym dzieciom - rozmowa z Andrzejem Olszewskim, koordynatorem projektu Szukam domu
SPEŁNIJMY MARZENIA DZIECI - DAJMY IM RODZINĘ...
Jednym z przykładów rodzinnej opieki nad dzieckiem jest system rodzinnej opieki zastępczej. Umieszczenie samotnego dziecka w rodzinie zastępczej to dobre rozwiązanie. Daje ono dziecku szansę na normalne życie... Państwo jak dotąd nie ułatwia propagowania idei rodzicielstwa zastępczego. Większość kosztów tej opieki przerzucono na barki rodzin zastępczych. Skutkiem tego ostatnio szczytna idea rodzicielstwa zastępczego została przystopowana
"Od początku trzeba udowadniać potrzebę funkcjonowania rodzin zastępczych" - mówi Andrzej Olszewski, koordynator akcji "Szukam domu...". To inicjatywa mająca pomagać w pozyskaniu kandydatów na rodziców zastępczych...
J.S. Na czym polega akcja "Szukam domu..."?
Akcja "Szukam domu..." jest działaniem o charakterze informacyjnym. Propaguje ideę rodzinnej opieki zastępczej będącej alternatywą dla domów dziecka. Przedstawia opinii publicznej trudną sytuację osamotnionych, bezdomnych i osieroconych dzieci. Pomaga pozyskać kandydatów na rodziców zastępczych. Akcja polega na organizowaniu lokalnych konferencji, rozpowszechnianiu plakatów i materiałów informacyjnych.
Rozpoczęta w 2000 roku w Bielsko-Białej akcja ma obecnie zasięg ogólnopolski. Obejmuje Dolny i Górny Śląsk, Podbeskidzie, Małopolskę, Olsztyn. Akcja dotarła także do Warszawy. We wrześniu ruszy kolejna edycja akcji na Lubelszczyźnie i Opolszczyźnie oraz w Legionowie. W akcji bierze udział wiele instytucji. Są to: Ośrodki Adopcyjno-Opiekuńcze, Stowarzyszenia, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej, Koła Rodzinnych Domów Dziecka oraz Wydziały Spraw Społecznych Urzędów Miast.
Dotychczasowe efekty akcji są zachęcające Dzięki pierwszym edycjom akcji - Szukam domu..., 60 dzieci znalazło się w rodzinach zastępczych, a ponad 90 rodzin zdecydowało się na rodzicielstwo zastępcze i obecnie przechodzi odpowiednie szkolenia.
J.S.Czy rozwiązania prawne w zakresie rodzicielstwa zastępczego są wystarczające?
Rok temu wydawało się, że nareszcie nie musimy mówić, po co to robimy, i nadszedł czas by skupić swoją uwagę na tym jak to, co robimy robić najlepiej. Na tym, jak zachęcać innych, jak szkolić i jak wspierać kolejne rodziny zastępcze. Niestety przejście rodzin zastępczych z Ministerstwa Edukacji Narodowej do Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej w 1999 roku zaprzepaściło nasze działania. Ciągłe zmiany przepisów oraz oszczędności czynione kosztem rodzin zastępczych spowodowały, że ponownie musimy wyjaśniać, po co to robimy.
Te nieprzemyślane i nie konsultowane ze środowiskiem rodzin zastępczych przepisy stały się ciosem skierowanym w rodziny zastępcze już istniejące. Zniechęcenie i frustracja wielu rodzin stały się marnym przykładem dla potencjalnych kandydatów na rodziców zastępczych. Do chwili obecnej rząd nie pomaga nam w tym, a kto inny jak właśnie ten rząd - mówiący tak wiele o polityce prorodzinnej - powinien być naszym sprzymierzeńcem pielęgnując kiełkujące ziarenka nadziei dla dzieci z domów dziecka.
J.S.Walka środowisk rodzin zastępczych i innych instytucji o zmianę obecnego stanu prawnego zakończy się - miejmy nadzieję - sukcesem...
Ja również mam taką nadzieję. Dnia 8 czerwca b.r. dzięki staraniom posłów z Komisji Rodziny i Komisji Polityki Społecznej, pod naciskiem środowisk promujących rodzinne formy opieki zastępczej, Sejm przesłał do podpisu Prezydenta RP znowelizowaną Ustawę o pomocy społecznej. Usunięto z niej błędy poprzedniej nowelizacji i jeżeli rozporządzenia Rządu jej nie zepsują to będzie sukces. Można się spodziewać, że na tym etapie przepisy będą na tyle wystarczające, aby ruch rodzicielstwa zastępczego ożywił się i zaczął dynamicznie rozwijać. Przepisy te mają być gotowe już w sierpniu, przynajmniej takie są obietnice. Możemy jeszcze proponować wprowadzenie nowych rozwiązań - opłacanie składki ZUS-u dla opiekunów, którzy dla dobra przyjętych dzieci, np. dwójki czy trójki, zwolnili się z pracy zawodowej czy wprowadzenie rodzin zastępczych terapeutycznych i resocjalizacyjnych.
J.S.Rodzina zastępcza jest alternatywą dla domów dziecka...
Jest rzeczą naturalną, że każde dziecko powinno się wychowywać nie w instytucji, ale w rodzinie. Jeżeli nie we własnej, to zastępczej. W rodzinie dziecko może się nauczyć nawiązywania, budowania i utrzymania więzi. W domu dziecka panie wychowawczynie się zmieniają, czasami zwalniają się z pracy - w rodzinie dziecko ma jedną mamę lub ciocię. Jeżeli w rodzinie wychodzimy z domu mówimy dziecku, że idziemy na zakupy, do pracy.
Z domu dziecka opiekunowie idą do domu. Można powiedzieć, że dzieci w domach dziecka mieszkają u kogoś w pracy. W rodzinie wiele rzeczy nazywa się inaczej, jak w domu dziecka. Jest kuchnia zamiast stołówki, pokój rodziców zamiast pokoju wychowawców, własny pokój zamiast sali...
J.S.Rodzicielstwo zastępcze daje dzieciom największe szanse na normalne życie...
W rodzinie zastępczej w przeciwieństwie do domu dziecka ma ono możliwość nauczenia się, przygotowania do roli taty lub mamy, męża czy żony. W rodzinie dziecko, krok po kroku, uczy się podstaw życia: mediacji, czułości, współczucia, gotowania, oszczędzania, inwestowania... W swoich wykładach często proszę słuchaczy, aby przez tydzień obserwowali swoje dzieci i zapisywali sobie doświadczenia, przeżycia i reakcje dzieci na różne sytuacje i pomyśleli czy podobne przeżycia i doświadczenia mają dzieci w domu dziecka. Uważam, że w rodzinie zastępczej, bo o takiej mówimy, dziecko może szybciej nadrobić ogromne braki środowiskowe, edukacyjne i zdrowotne. W takiej rodzinie dziecko szybciej się rozwija, staje się bardziej odporne na stresy, szybciej staje się osobą społeczną. Choć czasami proces resocjalizacji trwa latami i może zakończyć się niepowodzeniem.
W rodzinie dziecko jest bardzo ważną jednostką, uczy się miłości, przebaczenia, radzenia sobie z gniewem. Mówi się, że dziecko w rodzinie staje się asyntoniczne, czyli nie potrafi współbrzmieć z otaczającymi go ludźmi. Specjaliści zajmujący się problemem sieroctwa mówią, że dzieci z domów dziecka żyją nie z ludźmi, ale obok ludzi...
J.S.Jakie warunki trzeba spełnić, aby zostać rodzicem zastępczym?
Rodziną zastępczą mogą być małżonkowie lub osoba samotna, o ile spełniają określone w przepisach wymagania. Muszą być obywatelami polskimi, korzystać z pełni praw cywilnych i obywatelskich, nie być, obecnie ani w przeszłości, pozbawionymi lub ograniczonymi w prawach rodzicielskich. Muszą mieć odpowiednie warunki mieszkaniowe, zapewniające dziecku odpowiednie miejsce do nauki i wypoczynku. Kandydaci muszą być w dobrym stanie zdrowia oraz mieć stałe źródło utrzymania. Muszą też uzyskać kwalifikacje poprzedzone odpowiednim szkoleniem. Szkolenia takie organizują wybrane ośrodki pomocy społecznej lub adopcyjno-opiekuńcze.
J.S.Czasem słyszy się opinie, że rodzina bierze dziecko do wychowania tylko dla korzyści finansowych z tego wynikających...
Pomoc finansowa państwa jest obecnie na tyle niska, że trudno jest mówić o korzyściach finansowych w tym względzie. W przepisach prawnych pomoc ta jest nazwana częściową pomocą na utrzymanie dziecka w rodzinie zastępczej. Gdyby jednak tę pomoc podwyższono, o co usilnie zabiegamy, wówczas pojawi się takie zagrożenie. Myślę jednak, że sprawnie działający kilkustopniowy system weryfikacji i kontroli przez sądy rodzinne i powiatowe centra pomocy rodzinie pozwoli ograniczyć zjawisko brania dzieci dla korzyści finansowych do minimum.
J.S.Czy samotne dziecko nie wychowane przez zastępczego rodzica ma szansę stać się wartościową jednostką?
Dziecko w rodzinie zastępczej ma większe szanse niż w placówce (domu dziecka) stać się wartościowym człowiekiem. Specjaliści, w tym wybitni czołowi teoretycy choroby sierocej Bowlby i Goldfarb, dowodzą, że utrata kontaktu z matką, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie, pozostawia często nieodwracalne zmiany w psychice dziecka. Im dłużej dziecko jest poza rodziną, tym bardziej głębokie są to zmiany i tym trudniejsze do cofnięcia.
My mówimy w ten sposób, że jeżeli dziecko wychowywało się poza rodziną np. sześć lat, potrzeba sześciu lat, by zatrzeć w nim traumatyczne przeżycia. Rodzina zastępcza nigdy nie zastąpi biologicznej rodziny, dlatego lansujemy hasło - Najpierw rodzina. W Polsce 35 % dzieci trafia do domów dziecka z powodu biedy i niezaradności swoich biologicznych rodziców... Trzeba wiec z naszej strony wiele wysiłku, aby dziecko jak najdłużej, o ile jest to tylko możliwe, pozostawić w rodzinie biologicznej.
J.S.Jakie są różnice pomiędzy rodziną zastępczą, a rodzinnym domem dziecka?
Rodzinne domy dziecka są pośrednią formą opieki pomiędzy rodziną zastępczą, a instytucją. Rodzinny dom dziecka to dom gdzie przebywa minimum czworo dzieci, bywają takie rodzinne domy dziecka, gdzie tych dzieci jest dziewięcioro i więcej. Organizacja rodzinnego domu dziecka, ustawowe wymogi, kontrole czy prowadzenie księgowości sprawiają, że atmosfera w rodzinnym domu dziecka może bardziej przypominać placówkę niż dom rodzinny. Pamiętając o tym, że dzieci, które trafiają do rodzinnej opieki zastępczej są często psychicznie zaburzone, zdemoralizowane, zaniedbane i chore, jestem przekonany, że o wiele łatwiej jest pomóc dziecku w kameralnej rodzinie zastępczej dla trójki dzieci maksymalnie. Na pewno rodzinny dom dziecka jest dobrą formą opieki w przypadku osieroconego rodzeństwa.
J.S.Jaka jest Pana opinia na temat adopcji - czy to nie jest lepsze rozwiązanie niż rodzina zastępcza?
Adopcja, szczególnie wtedy, gdy ukrywa się prawdę przed dzieckiem, zmienia się jego nazwisko, akt urodzenia jest dla mnie formą oszustwa. Tak pojęta adopcja jest zawsze okryta strachem i niepewnością. Ta anonimowość sprawia, że leczenie wielu chorób, zwłaszcza genetycznych, jest utrudnione, a czasami wręcz niemożliwe. Niestety nasze społeczeństwo jest nietolerancyjne dla adoptowanych dzieci, wcześniej czy później dziecko dowiaduje się, że zostało adoptowane. Uważam, że lepszą formą, zwłaszcza dla dzieci starszych, jest rodzina zastępcza. Dziecko wie wtedy, że miało inną mamę, jest uczone przebaczenia dla niej i zrozumienia dla środowiska, w jakim się urodziło. Sam jestem rodzicem zastępczym i wiem, że jest to trudniejsze od adopcji. Trudniejsze, ale uczciwsze, bo dziecko nie jest moją własnością. Dzieci są jak strzały, a my rodzice jesteśmy tylko łukiem...
Rozmawiał Jarosław Stachyra
wywiad został zamieszczony w czasopiśmie "Mała Szkoła" 9/2001