Krótka rozprawa o szanowaniu rodzin zastępczych
material przygotowany na konferencję
w Waplewie 1 - 4 marca 2000
Andrzej OlszewskiChrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei" powstało w 1997 roku i jest organizacją pozarządową propagującą ideę rodzinnej opieki zastępczej w Polsce. Nie jestem psychologiem, pedagogiem ani terapeutą, oboje z żoną od pięciu lat jesteśmy rodziną zastępczą, obecnie dla trójki dzieci. Przez miniony czas, doświadczyliśmy ze strony dzieci kłamstw, kradzieży, zniszczeń we własnym domu, ucieczek z domu, m. in. z tego powodu oddaliśmy chłopca na trzy miesiące do pogotowia opiekuńczego. Jak się później okazało, badanie EEG pozwoliło postawić diagnozę, że chłopiec cierpi na dość rzadką padaczkę objawiającą się fugą, czyli pędem wędrownym.
Doświadczyliśmy własnej bezradności, bezsilności, rozpaczy, zmęczenia i rezygnacji. Doświadczaliśmy niekompetencji lekarzy, opieszałości sędziów sądów rodzinnych, lekkomyślności pracowników administracji państwowej, arogancji pracowników socjalnych i nauczycieli. Doświadczaliśmy niezrozumienia, dla naszych decyzji ze strony rodziny, przyjaciół i najbliższego środowiska. Doświadczyliśmy też bezinteresownej sympatii, pomocy i przyjaźni ze strony całkiem nie znanych nam wcześniej ludzi. Nie jest ich dużo, ale wystarczy, aby kiedy upadamy byli z nami, pomogli się pozbierać i zachęcali nas, biegnijcie dalej..., i biegliśmy, a dzieci się zmieniały, stawały się spokojniejsze, bardziej ufne, miłe...
W naszych doświadczeniach wielokrotnie napotykaliśmy na Bożą Obecność i było to dla nas bardzo istotne, bowiem duchowe doznania dodawały nam otuchy, potęgowały w nas przebaczenie, miłość i nadzieję, były pozytywnym wzmocnieniem. To dobrze, że byli z nami ludzie, którzy w naszej wspólnej bezradności zanosili swoje westchnienia w stronę Nieba, do Ojca. W ten sposób byli z nami, i to było nam potrzebne. Dlatego bardzo dużą rolę w budowie systemu rodzicielstwa zastępczego mają do spełnienia duchowni, duszpasterstwa rodzinne i wspólnoty różnych kościołów chrześcijańskich. Wszystko to, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego...
Rodzicielstwo zastępcze nie jest łatwą drogą. Dlatego mając poza sobą tak wiele doświadczeń, zarówno tych dobrych, jak i tych złych, postanowiliśmy powołać stowarzyszenie, które podejmuje się działań, dla dobra opuszczonego dziecka, ale zawsze w aspekcie dobra całej rodziny.
Dla rozwoju idei rodzicielstwa zastępczego w Polsce, potrzebne jest WSPÓŁDZIAŁANIE wielu środowisk i wielu ludzi. Profesjonalną rodzinę zastępczą należy traktować jako partnerów w realizacji zadań opiekuńczych. Obecne relacje między pracownikami socjalnymi PCPR - ów a rodzinami zastępczymi są złe. Zdarza się, że rodziny zastępcze spostrzegane są jako beneficjanci opieki społecznej, a często jako ludzie z marginesu społecznego. I vice versa rodzice zastępczy, nie darzą pracowników socjalnych zaufaniem, traktując ich często jako bezdusznych, niekompetentnych urzędników, broniących raczej interesów finansowych miasta niż rodzin zastępczych. Pamiętać należy, że rodzice zastępczy to ludzie niedoskonali, a jednak mimo swojej niedoskonałości podejmujący się trudu opiekuńczego dla porzuconych dzieci.
Długotrwały stres rodziców zastępczych, a także osób prowadzących rodzinne domy dziecka, szkolne niepowodzenia dzieci, kradzieże, niszczenie przedmiotów domowych, emocjonalna zmienność polegająca na tym, że dziecko jednego dnia kocha a drugiego nienawidzi swoich opiekunów, autoagresja, ucieczki z domu, to wszystko może znaleźć rozładowanie w biciu i dotkliwym karaniu dzieci, w nadmiernej pobłażliwości, wręcz obojętności, w alkoholu, a nawet zdarzają się rozwody. Zamknięte koło bezradności i frustracji powinno być przerwane w przyjaznym pokoju pracownika socjalnego czy pedagoga szkolnego. Zauważyliśmy, że zbyt łatwo przychodzi pedagogom, psychologom krytykować rodziców i stawiać im trudne do spełnienia warunki. Istnieje jednak pewna różnica, - pracownik socjalny zamyka drzwi swojego pokoju i jest wolny od stresu, rodzice zastępczy nie mają takiej możliwości i luksusu, ich praca trwa często 24 godziny na dobę, bez czasu dla siebie i jest to bardzo trudna praca. Nie możemy mówić, że w tym wszystkim co robimy kierujemy się dobrem dziecka, jest to spojrzenie niewłaściwe, jednostronne. Uważam, za bardzo ważne, ogarnięcie opieką i poszukiwanie dobra, kierowanie się dobrem całej rodziny; rodziców, dzieci biologicznych i dzieci wziętych w opiekę. Wszystko to, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego...
Rodzice zastępczy chcieli by, aby pracownik socjalny był ich powiernikiem, obrońcą, doradcą i przyjacielem. Przykładem mogą być pracownicy np. francuskich czy holenderskich ośrodków rodzin zastępczych, którzy swój szacunek i zainteresowanie okazują np. przez wysyłanie kart świątecznych, czy przez organizację spotkań towarzyskich dla rodzin zastępczych.
Nie akceptuję rozładowywania emocji krzykiem, biciem czy szarpaniem dzieci. Co robić jednak gdy zdarzy się, że dziecko zostanie poturbowane przez opiekunów, lub opiekunowie zastosują wobec dziecka przemoc werbalną czy emocjonalną, czy sprawa ma trafić do gazet, czy do prokuratora? Czy raczej rodzina ta powinna zostać objęta pomocą, w tym celu aby powstały stres został rozładowany, by znaleźć najlepsze wyjście z zaistniałej sytuacji. Chcę uczulić, że ponowny powrót do placówki, czy do innej rodziny, może być dalece szkodliwszym dla dziecka, niż pozostanie w dotychczasowej rodzinie, która być może tylko przejściowo zwątpiła w swoje siły i możliwości. Jeżeli nie wypracujemy przyjacielskich i partnerskich relacji, pomiędzy rodzinami zastępczymi a pracownikami socjalnymi, problemy z dziećmi będą zatajane, stres będzie się kumulować, aż dojdzie do poważnych zranień psychicznych zarówno u dziecka jak i u dorosłych. Dopatrywanie się, wręcz szukanie sensacji w niepowodzeniach rodziców zastępczych, robienie rozgłosu wokół wypadków nieudolności i braku cierpliwości rodziców zastępczych jest na pewno naganne. A co z prawami rodziców zastępczych? Gdy dziecko obrzuci ich wulgarnymi wyzwiskami lub w napadzie agresji rzuci się na nich, podrapie, zdemoluje łazienkę...
Uważam, że bardzo ważną zasadą, jaką powinni się kierować pracownicy socjalni, jest uczciwość, przede wszystkim wtedy, gdy dziecko jest przedstawianie przyszłym opiekunom. Zdarza się, że zdemoralizowane dzieci, mocno zaburzone w sensie fizycznym i psychicznym, przedstawiane są jako grzeczne, nie powodujące większych trudności wychowawczych. Później, brutalna rzeczywistość niszczy, dzieci i opiekunów. Wszystko to, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego...
Dla systemu rodzinnej opieki zastępczej dość istotną może być rola wolontariatu. Trzeba pamiętać, że u rodzin, które podjęły się zadań opiekuńczo wychowawczych, a tym bardziej u osób prowadzących rodzinne domy dziecka, z biegiem czasu pojawia się przemęczenie, osłabienie odporności fizycznej i psychicznej. Zalecane by było, aby zaprzyjaźnieni z rodzinami zastępczymi wolontariusze, dali im możliwość odpoczynku, wolnego weekendu, a nawet urlopu. Od kilku lat promujemy w naszym kraju projekt zespołu rodzinnych domów zastępczych, który mógłby stać się alternatywą dla działających w pojedynkę rodzinnych domów dziecka. U podstaw tego systemu jest, włączenie w życie rodziny wolontariuszy, zaprzyjaźnionych specjalistów oraz umożliwienie rodzicom wypoczynku, ochrony więzi i dobrych relacji między nimi.
Przez pierwsze cztery lata pobytu dziecka w rodzinie zastępczej, koszt opieki jest bardzo duży. Wyniesione przez dzieci nawyki, z patologicznych rodzin, i z placówek sprawiają, że dzieci nie szanują swoich rzeczy, nagminnie gubią przybory szkolne, a nawet tornistry, niszczą przedmioty w domach zastępczych, często kradną. Takie zachowania dzieci są zrozumiałe, a ich resocjalizacja bardzo kosztowna. Dlatego widzimy uzasadnioną konieczność, finansowego wspierania profesjonalnych rodzin zastępczych. Problemy finansowe z jakimi borykają się rodzice zastępczy, czy opiekunowie rodzinnych domów dziecka, troska o finansowe zabezpieczenie przyszłości, są przyczyną frustracji. Natomiast finansowe bezpieczeństwo, jasność przepisów prawnych i stabilizacja, w tej dziedzinie jest bardzo potrzebna. Wszystko to, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego...
Rodzice zastępczy czują się często osaczeni. To, co jest niezauważalne u biologicznych dzieci, jest natychmiast wychwytywane u dzieci przyjętych. Dziecko biologiczne może przyjść do szkoły głodne, z nieodrobionymi lekcjami, może być źle ubrane i nieuczesane. Może przyjść do szkoły, bez drugiego śniadania, bez kredek, bez linijki. Może mieć jakieś drobne sińce i stłuczenia. To wszystko jest normalne i wręcz niezauważalne w przypadku naszych biologicznych dzieci. Inaczej rzecz ma się z dziećmi przyjętymi pod opiekę. Każde z wyżej opisanych "zaniedbań", rodzi różne przypuszczenia, domysły, komentarze, interwencje... Wskazane jest aby pracownicy socjalni PCPR - ów wraz z rodzicami i pedagogami szkolnymi wypracowywali, pełną wzajemnego zrozumienia i zaufania, płaszczyznę współpracy. Dla rozwoju społecznego ruchu rodzicielstwa zastępczego, potrzebne jest WSPÓŁDZIAŁANIE, wzajemna akceptacja rodzin zastępczych, pracowników socjalnych, lekarzy, nauczycieli, pedagogów szkolnych, dziennikarzy, sędziów sądów rodzinnych, pracowników placówek, duchownych i jeszcze wielu innych ludzi. Wszystko to, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego...
Aby pokochać opuszczone dziecko rodzice zastępczy muszą dużo wiedzieć, nie teoretycznych definicji z zakresu pedagogiki czy psychologii, ale muszą znać praktyczne rozwiązania pozwalające wyjść z trudnych sytuacji. Muszą wiedzieć, że dziecko które tęskni za swoim domem, kradnie jedzenie, czasami pieniądze, że lepkość uczuciowa wcale nie oznacza przyjaźni, ale może być sygnałem, że z dzieckiem dzieje się coś złego...
To wszystko co napisałem pod adresem pracowników socjalnych, nie oznacza, że wszyscy pracownicy socjalni są źli, że wszystkim brak dobrej woli, pamiętam o tym, że są pracownicy socjalni którzy całe swoje serce, a nawet swój prywatny czas poświęcają dla dobra rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka. Tym chcę przekazać wyrazy naszej wdzięczności i szacunku.
Kiedy mówimy - Kochajmy dzieci! pamiętajmy o rodzicach zastępczych, o małżeństwach prowadzących rodzinne domy dziecka, że przychodzą takie dni, że się ma wszystkiego dość. Że czasami ogarnia rozpacz i przychodzi zwątpienie. Jak wielką umiejętnością jest powiedzieć im wtedy; wstańcie, pobiegnijcie dalej, jesteśmy z Wami. Wszystko to, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego...
Kierowanie się zasadą dobra dziecka jest dla mnie tak samo ważne, jak kierowanie się dobrem całej rodziny, są to dobra nierozerwalne i od siebie bardzo zależne.