Straty człowieka wychowywanego poza rodziną



dr Małgorzata Prokosz
Uniwersytet Wrocławski

Straty człowieka wychowywanego poza rodziną w wymiarze egzystencjalnym, psychicznym oraz duchowym.

wystąpienie na konferencji w Wałbrzychu
podczas inauguracji XIII edycji kampanii społecznej "Szukam domu"
Wałbrzych - Szczawno Zdrój 31 marca 2006 r.

Wprowadzenie

Człowiek na wszystkich etapach swojego życia bardzo mocno odczuwa potrzebę przynależności. Każdy z nas chce być czyjś, mieć swoje korzenie, źródło, z którego wypływa, znać swoją historię i historię swoich bliskich, mieć punkt odniesienia. Nie zawsze jesteśmy dumni ze swojej przynależności, czasem wstydzimy się za swoich przodków. Czasem myślimy o tym, że lepiej by było urodzić się w innej rodzinie, z inną historią. Ale nawet wtedy, gdy nie jesteśmy do końca szczęśliwi ze swoich korzeni, to jednak je mamy. Z wiekiem przychodzi nam większa mądrość i zrozumienie. Może taka droga była nam pisana, abyśmy byli lepsi? Może zrzędliwa mama miała nas nauczyć pokory i cierpliwości? Przecież nie gderała codziennie, a za to gotowała najlepsze pierogi pod słońcem. Może tato i dał czasem solidnego klapsa, ale przecież z nim się chodziło na ryby i rozmawiało o różnych ważnych sprawach. Wszystko w życiu ma jakiś sens, który - już w dorosłym życiu potrafimy sobie objaśnić.

Są jednakże osoby, które nie potrafią w dorosłym życiu sięgać z sentymentem do swoich korzeni. Ich dzieciństwo było związane z codziennym biciem, czasem z molestowaniem, niejednokrotnie brakowało jedzenia i opieki. Czasem wspomnienia domu rodzinnego są zamglone, a jedyne, jakie się ma to obrazy z domu dziecka. Zadbane budynki, ale za duże. Specjalistycznie przygotowani opiekunowie, ale aż trzech na grupę, a czasem jeszcze ktoś dochodzący. Jedzenie w zgodzie z zaleceniami dietetyków, ale bez szaleństw. Niby wszystko w porządku, ale czegoś brakuje. Brakuje domu, brakuje rodziny.

Typy rodzin - wymiar modelowy i dysfunkcjonalny

Chcąc najprościej zdefiniować rodzinę można stwierdzić, że jest to podstawowa grupa społeczna, składająca się z rodziców, dzieci i krewnych. Cechuje ją więź emocjonalna, więź formalna określająca wzajemne stosunki i obowiązki rodziców oraz dzieci, więź małżeńska, a także wspólnota materialna i mieszkaniowa oraz zespół pełnionych przez nią funkcji. Do najważniejszych z nich należą:

Maria Ziemska (1979, s. 5) wyróżniając podobne funkcje, stosuje nieco inną terminologię: funkcja prokreacyjna, produkcyjna, usługowo - opiekuńcza, socjalizacyjna i psychohigieniczna. Funkcje rodziny ulegają przekształceniom pod wpływem przemian ustrojowych, ekonomicznych, ustawodawczych, emancypacyjnych i in. Zmiany te polegają na stopniowym ograniczaniu zadań wchodzących w skład tych funkcji. Musi jednak być zachowana proporcja, aby system rodziny nie uległ degradacji i "rozchwianiu", aby nie powstały zakłócenia strukturalne i funkcjonalne, co może prowadzić do zjawiska dysfunkcji czy patologii w rodzinie. Rodzina jest także (Rembowski 1979, s.127-130) interpersonalnym systemem stosunków wewnątrzgrupowych lub pewnym rodzajem instytucji społecznej. Organizacja rodziny wpływa na formy wzajemnego odnoszenia się do siebie, sposoby zachowania się względem siebie członków rodziny i prowadzi do ich ustalenia się. Role męża, żony, ojcostwo i macierzyństwo oraz rola dziecka realizują się w pełni i ujawniają bogactwo swej treści tylko w rodzinie zgodnej, harmonijnie funkcjonującej. Ogólnie uznaje się, że każda rodzina ma swoją indywidualną wewnętrzną organizację i układ stosunków rodzinnych. Układ ten mogą wyznaczać czynne w danej rodzinie i na zewnątrz niej pozytywy wspierające scalanie wspólnoty rodzinnej lub przeciwnie - siły wrogie i zagrażające tej jedności, które mogą spowodować rozkład rodziny.

Założone funkcje rodziny nie są, niestety, strukturami trwałymi. Pojawiają się czynniki zaburzające, dezorganizujące funkcjonowanie. Współczesna rodzina ulega przeobrażeniom (Wagner, 1997, s. 42), spowodowanym tempem industrializacji i urbanizacji, co zmusza jej członków do adaptacji i partycypacji w nowych warunkach społecznego współżycia i gospodarki rynkowej. Wzrastające bezrobocie, spadek realnych płac, nasilająca się patologia społeczna, brak mieszkań - powodują dysfunkcjonalność rodziny, zwłaszcza w sferze ekonomiczno - bytowej, co ogranicza także realizację jej funkcji opiekuńczej i wychowawczej. W następstwie wizji bezrobocia, braku perspektyw życiowych i niedostatku materialnego wielu rodzin, pojawiają się trudności związane ze zdobyciem środków wystarczających na zaspokojenie potrzeb zarówno dzieci jak i dorosłych.

Istotnym determinantem zaburzenia funkcjonowania rodziny jest także zmiana w jej strukturze (Jarosz 1979, Marynowicz - Hetka 1980), prowadzące do powstania rodziny niepełnej, stanowiącej potencjalne zagrożenie dla prawidłowego rozwoju dziecka. Można wyróżnić takie typy rodzin jak: osieroconą na skutek śmierci jednego z małżonków; rozbitą na skutek rozwodu lub separacji; rodzinę samotnej matki (posiadającej dziecko pozamałżeńskie); rodzinę niepełną czasowo na skutek: długotrwałej, przewlekłej choroby jednego ze współmałżonków; wyjazdu jednego ze współmałżonków (np. za granicę) lub pobytu w zakładzie karnym. Na zaburzenia w funkcjonowaniu mogą wpływać także (Spionek, 1985, s. 48-70) błędy wychowawcze rodziców i wadliwe oddziaływania wychowawcze. Dysfunkcjonalności rodziny w zakresie wypełniania podstawowych zadań sprzyjają także następujące czynniki (Wagner, 1997, s. 44 - 45): brak związków uczuciowych między członkami rodziny; niewłaściwa atmosfera wychowawcza; konflikty rodzinne; duże dysproporcje zdań dotyczące metod i form wychowania dziecka; brak odpowiedzialności w zakresie zaspokajania potrzeb dziecka; złe warunki mieszkaniowe i materialne; stałe zaniedbywanie obowiązków rodzicielskich. Oprócz powyższych czynników, ewidentne i trudne do eliminacji zaburzenia funkcjonowania rodziny determinuje tak zwana "jawna patologia", czyli kryminalizm, hazard, pasożytnictwo społeczne, prostytucja, kazirodztwo, alkoholizm, narkomania, choroby psychiczne i przewlekłe somatyczne ciężkie kalectwo. W tych przypadkach następuje deprywacja podstawowych potrzeb dziecka, co implikuje nieprzystosowanie społeczne, a także stanowi przyczynę ograniczenia lub pozbawienia praw rodzicielskich, w konsekwencji czego dziecko staje się wychowankiem placówki socjalizacyjnej.

Syndrom placówki

Dziecko osierocone, pozbawione domu, trafia do placówki, najczęściej socjalizacyjnej, czyli domu dziecka. Taka instytucja cechuje się przede wszystkim zbyt dużą liczebnością, zarówno dzieci jak i wychowawców. Wiąże się to z koniecznością nieustannego przebywania w grupie, praktycznie brakuje miejsca na intymność, utrudnione są także relacje z wychowawcami, którzy mają pod opieką kilkanaścioro dzieci. Kolejny istotny aspekt życia w placówce to dostosowywanie się do regulaminu i rygorów życia zbiorowego. Placówka funkcjonuje według ustalonego rytmu: pobudka, mycie, sprzątanie pościeli, śniadanie, wyjście do szkoły, powrót, obiad, czas na odpoczynek, odrabianie lekcji, kolacja, toaleta wieczorna i cisza nocna. Niewiele jest dzieci zachwyconych taką rytmicznością i życiem na komendę. Wychowanek placówki czuje wstyd, że właśnie on nie ma rodziny. W kontaktach społecznych najczęściej nie przyznaje się do tego, że obecnie mieszka w domu dziecka. Pojawia się jednak problem związany ze szkołą - zazwyczaj inni uczniowie (a bardziej ich rodzice) odrzucają wychowanka, jako osobę niewartą bliższych kontaktów. Syndrom ten powielają także nauczyciele. Wychowankowie placówek zazwyczaj mają większe deficyty, niejednokrotnie związane z zaburzeniami środowiska rodzinnego, niedopilnowaniem obowiązku szkolnego itd. Są zatem uczniami trudniejszymi, wymagającymi specjalnej troski, czyli czasu. A czasu na indywidualną pracę w szkole także brakuje. Trudno także nawiązać bliższe więzi z wychowawcami. Przede wszystkim jest ich kilku (3-4) na grupę, zatem trudno mówić o stałości relacji, jeżeli nawet najbardziej lubiany wychowawca jest w pracy średnio co 2-3 dni. Poza tym dziecko, szczególnie takie, które dłużej przebywa w placówce) ma świadomość, że wychowawca, po dyżurze wraca do swojego domu, do swojej rodziny. Kolejny problem to rotacyjność - w placówkach, szczególnie większych - praca wychowawcza jest bardzo utrudniona, zatem kadra nie stanowi monolitu. Szansa na atrakcyjniejsze finansowo stanowisko jest pokusą do zmiany pracy. Istnieje także grupa wspaniałych, starszych wychowawców, którzy nie spełniają współczesnych standardów awansu zawodowego i powinni uzupełnić wykształcenie, ale nie mają możliwości finansowych by ukończyć kosztowne studia i muszą odejść z zajmowanego stanowiska, a na ich miejsce przychodzą inni. Rotacyjność dotyczy także wychowanków - praktycznie każdego miesiąca ktoś może dojść do grupy, przez co jej struktura zostaje zaburzona. Powyższe elementy składają się na brak więzi - placówka jest tylko instytucją, miejscem na jakiś czas, raczej obojętnym emocjonalnie. Podobne zjawiska - chociaż w mniejszym stopniu i z różnym nasileniem, występują także w innych placówkach opieki całkowitej (interwencyjne, izolacyjne) i częściowej (wsparcia dziennego) Nie jest celem niniejszego opracowania dyskredytowanie domów dziecka i innych instytucji opiekuńczo-wychowawczych - w wielu z nich pracują wspaniali, nowatorscy i kochający wychowawcy, dbający o to, by z placówki wyszło nie poranione pacholę, ale normalny, dorosły człowiek. W warunkach instytucjonalnych jest to jednak bardzo trudne do osiągnięcia. Placówka nie jest przecież domem, zatem przez sam fakt pobytu dziecka w takim miejscu można mówić o stratach.

Straty egzystencjalne

W każdej placówce opiekuńczej zaspokajane są potrzeby materialne. Ze względu na obowiązujące od 2000 roku przepisy zawarte w Rozporządzeniu MPiPS (Dz.U. z dania 26. 09. 2000r.) dzieciom w placówkach przysługuje (Rozdz. 7, § 40.): 1) wyżywienie dostosowane do ich potrzeb rozwojowych;

2) wyposażenie w:
a) odzież, obuwie, bieliznę i inne przedmioty osobistego użytku, stosownie do wieku i indywidualnych potrzeb,
b) zabawki odpowiednie do wieku rozwojowego,
c) środki higieny osobistej;

3) zaopatrzenie w:
a) leki,
b) podręczniki i przybory szkolne;

4) miesięcznie określona, drobna kwota do własnego dysponowania przez dziecko, której wysokość, nie niższą niż 0,5%, a nie wyższą niż 5% kwoty, o której mowa w art. 33g ust. 3 ustawy, ustala dyrektor w porozumieniu z samorządem dzieci placówki.
2. Podstawowe produkty żywnościowe oraz napoje powinny być dostępne w placówce przez całą dobę.
3. Placówka zapewnia dzieciom:
1) dostęp do nauki, która w zależności od typu placówki odbywa się:
a) w szkołach poza placówką,
b) na terenie placówki,
c) w systemie nauczania indywidualnego;
2) pomoc w nauce, w szczególności przy odrabianiu zadań domowych, oraz w miarę potrzeby przez udział w zajęciach wyrównawczych;
3) w miarę możliwości uczestnictwo w zajęciach pozalekcyjnych i rekreacyjno-sportowych;
4) opłatę za pobyt w bursie lub internacie, jeżeli dziecko uczy się poza miejscowością, w której znajduje się placówka;
5) pokrycie kosztów przejazdu do i z miejsca uzasadnionego pobytu poza placówką.

4. Placówka, organizując działalność kulturalną i rekreacyjną, uwzględnia święta i inne dni wynikające z tradycji i obyczajów. 5. W placówce zapewniającej opiekę całodobową ciągłą nie powinno jednocześnie przebywać więcej niż 30 dzieci.

6. W placówce rodzinnej przebywać może od 4 do 8 dzieci; w szczególnie uzasadnionych przypadkach liczba dzieci może ulec zmniejszeniu lub zwiększeniu.

7. Placówki, powinny mieścić się w budynku, który powinien mieć:

1) pokoje mieszkalne 1-5-osobowe o powierzchni zapewniającej nie mniej niż 5 m2 na osobę, które powinny być właściwie oświetlone i wyposażone w:
a) łóżka lub tapczany,
b) szafki i lampki nocne,
c) szafy lub miejsca w szafie na przechowywanie rzeczy osobistych,
d) zabawki,

2) łazienki z miejscem do prania i suszenia rzeczy osobistych i toalety w ilości umożliwiającej korzystanie z nich w sposób zapewniający intymność i zgodność z zasadami higieny,
3) pomieszczenia do wypoczynku wyposażone w stoliki i krzesła, telewizor, gry, zabawki, książki (nie mniej niż jedno pomieszczenie na 10 dzieci),
4) miejsce do cichej nauki,
5) kuchnię,
6) jadalnię dla wszystkich dzieci,
7) aneksy kuchenne przeznaczone do zajęć kulinarnych i przyrządzania śniadań i kolacji (nie mniej niż jeden aneks kuchenny na 10 dzieci),
8) odpowiednio wyposażone pomieszczenia do zajęć terapeutycznych i sportowych,
9) pokój do spotkań z osobami odwiedzającymi,
10) pokój gościnny,
11) gabinet pielęgniarski,
12) pokój dla dzieci chorych,
13) pomieszczenie do prania i suszenia.

Jednakże, pomimo wyszczególnienia tak licznych standardów, raczej nigdy nie ma możliwości indywidualnego podejścia do dzieci i bezpośredniego reagowania na to, czego rzeczywiście w danym momencie oczekują. Na przykład wyżywienie jest adekwatne do wieku i przygotowane zgodnie z zasadami dietetyki, jednakże nie można sobie pozwolić na chociażby odrobinę szaleństwa i lody przed obiadem nie wchodzą w grę, nawet z powodu ważnych okazji w życiu dziecka. Każdemu choremu dziecku przysługuje leczenie, nie ma w tej chwili problemu z zaopatrzeniem w lekarstwa. Lecz co ma zrobić wychowawca, jeżeli ma w grupie troje chorych dzieci? Nie może siedzieć przy każdym łóżku, bo wszystkie dzieci potrzebują opieki, ale jest ich zbyt wiele. Odzież jest kupowana na bieżąco, w ramach dostępnych środków. Jednakże wychowawca często jest zmuszony do nabycia większej ilości np. bielizny po cenach hurtowych, gdyż tak jest taniej. W konsekwencji wiele dzieci nosi takie same majteczki czy koszulki. Inny problem to kwestia darów od sponsorów. Młodsze dzieci nie mają świadomości, skąd pochodzą ich ubranka, natomiast starsze wiedzą, że chodzą w rzeczach "od kogoś". Oczywiście i w rodzinach naturalnych młodsze dziecko "odziedzicza" odzież po starszym, ale taka sytuacja doprowadza do poczucia bycia kimś gorszym, mniej wartościowym, któremu mniej się należy. Baza materialna placówek w dużej mierze odpowiada standardom europejskim, to znaczy, że dzieci mają miejsce do spania i podstawowe sprzęty oraz przybory do nauki. Nie ma możliwości, by każde dziecko posiadało swój pokój (co zresztą nie jest wskazane z punktu widzenia społecznego), ale - tak jak w wielu rodzinach - pojawiają się problemy z podręcznikami (zmienianymi co roku), oraz z brakami w przyborach uzupełniających (kredki, ołówki), których posiadanie jest w dużej mierze zależy od operatywności wychowawcy i wsparcia sponsorów. Zabawki to najczęściej dary od sponsorów, niekoniecznie adekwatne do potrzeb rozwojowych dzieci.

Biorąc pod uwagę powyższe - w placówce dziecko może odczuwać deficyty, związane z niewystarczającymi możliwościami instytucjonalnymi. Można tu przewrotnie stwierdzić, że i w normalnych rodzinach niejednokrotnie zdarzają się braki finansowe, jednakże przy emocjonalnym wsparciu rodziców łatwiej przetrwać niedostatki materialne, natomiast w wychowaniu poza rodziną baza materialna powinna być odpowiednio zasobniejsza.

Straty w życiu psychicznym

Zakładając, że placówka realizuje w wysokim stopniu zaspokojenie potrzeb egzystencjalnych wychowanków, pojawia się poważniejszy problem - strat w życiu psychicznym dziecka. Nieodłącznym zjawiskiem występującym w placówkach dla dzieci młodszych jest choroba sieroca. Jest ona skutkiem długotrwałego rozstania z bliskimi. Dziecko, które zostało pozbawione rodziny, na rozłąkę reaguje przede wszystkim protestem (I faza choroby sierocej), nie rozumie całej sytuacji, czuje się skrzywdzone. Ta faza ma różny przebieg, zależny od wieku dziecka - dzieci starsze reagują agresją, a czasem oporem. U młodszych (do wieku przedszkolnego) pojawiają się: zaburzenia snu, nadpobudliwość, utrata łaknienia, krzyk, płacz, niepokój. Gdy rozłąka trawa dłuższy czas, pojawia się II faza, czyli rozpacz, objawiająca się: częstym płaczem, smutkiem, apatią, zaburzeniami snu, kiwaniem się, ssaniem palca. Następnie pojawia się III faza zobojętnienia. Wychowanek czuje się odrzucony, wyobcowany, już nie płacze, nie protestuje, nie szuka bliskiej osoby. Wychowankowie znajdujący się pod opieką wychowania instytucjonalnego popadają w różnego rodzaju kompleksy. Dziecko trafiające do różnych placówek (pogotowie opiekuńcze, czyli placówka interwencyjna zawsze poprzedza pobyt w socjalizacyjnej - czyli domu dziecka) przejawia oziębłość uczuciową. Ma to związek z ludzką obojętnością, z jaką się zetknęło - jego rodzice i krewni odwrócili się od niego. Spotkało się z obojętnością ze strony sąsiadów, nauczycieli, uczniów i innych ludzi, wśród których przebywało zanim zostało umieszczone w placówce docelowej. Mimo oziębłości uczuciowej każdy wychowanek odczuwa ogromną potrzebę miłości ze strony osób dorosłych. Pozbawiony rodziny potrzebuje kogoś tylko dla siebie, w kim czułby oparcie i z kogo mógłby czerpać wzorce postępowania. Status wychowanka pogłębia dodatkowo lęk przed światem u dzieci - stają się zamknięte. Pojawia się przeświadczenie, że nalezą do ludzi na niższych szczeblach hierarchii społecznej, czyli "kompleks Kopciuszka" tj. zahamowania wewnętrzne, spaczone postawy, które są wynikiem utrudnień napotkanych w normalnym zaspokajaniu potrzeb kontaktu emocjonalnego. Wychowankowie mają także poczucie tymczasowości swojego losu, żywiąc mocne przekonanie, ze w niedalekiej przyszłości będą we własnym domu, gdyż obecny adres zamieszkania jest tylko kolejna placówką opiekuńczą. Poczucie tymczasowości podsyca każda zmiana wychowawcy i każde odejście jednych i przyjście nowych wychowanków. Skutkiem tego poczucia są trudności w zakorzenieniu się w placówce. To z kolei powoduje powierzchowne traktowanie obowiązków, zachowywanie dystansu w kontaktach z wychowawcami i kolegami, niechęć do uczestnictwa w zbiorowych formach życia społecznego w placówce. Brak poczucia stabilności i przynależności prowadzi do wytworzenia się postawy roszczeniowo - konsumpcyjnej. Wychowanek podlegający pod działania instytucji oczekuje, iż zawsze będzie mu wszystko dawane. Wielu pedagogów akceptuje taki stan, tłumacząc nawet dziecko przed innymi osobami, że nie wykonało czegoś, gdyż ma "trudne doświadczenia z dzieciństwa". Z tworzeniem takiej postawy związana jest litość, jakiej często doświadczają dzieci wychowywane w placówkach ze strony społeczeństwa, w konsekwencji której wychowankowie mogą manipulować innymi ludźmi tak, aby osiągnąć swoje cele. Dzieci z placówek mają silne poczucie odrębności w stosunku do rówieśników. Nie ujawniają swojego pochodzenia, ani miejsca zamieszkania, obawiając się stygmatyzacji - dziecko z placówki postrzegane jest jako to, które kradnie, bije czy nadużywa alkoholu. Odrębność wiąże się zatem z poczuciem napiętnowania, niższej wartości, braku kompetencji i mocnym przeświadczeniem o usytuowaniu na niższych szczeblach drabiny społecznej. Pojawia się lęk przed otoczeniem, skłonność do zamykania się przed nim, brak wiary w powodzenie, nieufność a nawet wrogość. Istotnym problemem staje się też przygotowanie dzieci do samodzielnego życia. Jeszcze kilka lat temu standardem opieki w placówkach było to, iż pranie robi praczka, sprząta sprzątaczka, obiad gotują kucharki, a remonty są domeną pana konserwatora. Konsekwencją takiego stanu rzeczy był przejawiany przez najstarszych wychowanków syndrom hotelowy, ale także lęk przed samodzielnym życiem. O ile jednak stworzenie warunków w placówce do zdobycia praktycznych umiejętności typu gotowanie, pranie, sprzątanie itp. jest obecnie procesem stosunkowo łatwym (redukcja etatów pomocniczych doprowadziła do konieczności nabycia umiejętności samoobsługowych), o tyle przygotowanie do samodzielności w sferze mentalnej wychowanków stwarza już sporo kłopotów. Młody człowiek, który przez wiele lat nie miał możliwości podejmowania własnych decyzji, nie brał również za nie żadnej odpowiedzialności, nie miał poczucia sprawstwa oraz nie został zapoznany z istniejącym i obowiązującym systemem hierarchii - wchodząc w dorosłe życie dokonuje błędnych wyborów i decyzji, obwiniając za wszystkie swoje niepowodzenia otaczających ludzi, system, świat. Wielu wychowanków ma problemy z nawiązywaniem właściwych relacji emocjonalnych i społecznych, gdyż brak pozytywnych wzorców ojca i matki utrudnia im pełnienie tych ról w dorosłym życiu we własnej rodzinie Placówka jest zatem miejscem, gdzie nie ma praktycznie możliwości, by dziecko rozwijało się bez strat psychicznych. Kompleksy, poczucie inności, zbyt mała samodzielność blokują prawidłowy proces wychowawczy.

Straty w życiu duchowym

W placówkach ukierunkowuje się działania przede wszystkim na zaspokajanie potrzeb dzieci. Wspomniane już dwie sfery - egzystencjalna i psychiczna - są traktowane jako najważniejsze. Gdy dziecko przychodzi do placówki należy mu zapewnić wikt, opierunek oraz dobre samopoczucie, realizację drogi kształcenia, wsparcie w kreowaniu dalszej drogi edukacyjnej i zawodowej. W wielu sferach dziecko ma daleko zaawansowane deficyty, zatem zanim podejmie się działania rozwijające należy zająć się kompensowaniem braków. I nagle może się okazać, że zaniedbane zostało życie duchowe dziecka. Warto w tym momencie wspomnieć, czym jest życie duchowe, gdyż jest to termin często niesłusznie stosowany zamiennie dla określenia życia religijnego jak i życia wewnętrznego człowieka. Jednak należy rozdzielić i zdefiniować te pojęcia, które nie są sobie równoznaczne (Bouyer, 1982). Życiem religijnym jest relacja z Bogiem, rzeczywistym lub wymyślonym, połączona ze świadomym rozwojem wiary. Życie wewnętrzne jest natomiast obecne w każdym człowieku (istocie) - są nim marzenia, myśli, plany, wszystkie aspekty życia i funkcjonowania obecne w świadomości istoty. W zawężonym rozumieniu o istnieniu życia duchowego danego człowieka można mówić, gdy ta osoba aktywnie prowadzi życie religijne, oraz życie wewnętrzne, które rozwija się wraz z życiem religijnym w świadomym i niewymuszonym związku. Życie duchowe jest sprawą osobistą każdego człowieka, lecz jego rozwój nie jest sprawą indywidualną: już od najmłodszych lat dzieci wychowywane są zgodnie z ich religią w grupach np. w środowisku rodzinnym, w parafii, w szkole. Analizując działalność placówek można zauważyć, że na życie duchowe zostaje zbyt mało czasu, albo nie ma go w ogóle. Może to być związane z laicyzacja placówek - świecki wychowawca nie ma obowiązku odmawiania z dzieckiem modlitwy czy też tłumaczenia istoty Boga. Oczywiście, jeśli wychowanek jest w wieku komunijnym to należy go przygotować do sakramentu, ale bardziej od strony dydaktycznej (odpytanie z katechizmu) lub materialnej (przygotowanie stroju i uroczystego obiadu). Wychowawca może wyrazić zgodę na uczestnictwo podopiecznego w spotkaniach modlitewnych, wyjazdach na pielgrzymki itp., ale nigdy nie zastąpi rodzica, który prowadzi swoje potomstwo przez życie, ucząc wiary, norm, wartości. Placówka wskazuje perspektywy rozwojowe, daje możliwości do ich zaspokajania, ale brakuje w działaniu czegoś więcej - ducha, dla którego warto zmagać się z przeciwnościami losu. Nie ma oparcia w Wyższej Istocie, która kocha, bez względu na pochodzenie, status materialny czy płeć. Przy braku akceptacji społecznej, przy funkcjonowaniu jako osoba wykluczona poza nawias, wychowanek powinien mieć coś więcej. Właśnie nie w sferze egzystencjalnej czy psychicznej, ale właśnie w duchowej. Trudno jednak mieć nadzieje, że poczucie wspólnoty, tożsamości może zaistnieć w innym miejscu niż kochająca się rodzina. Nawet najlepsi opiekunowie, we wspaniale wyposażonej placówce będą tylko wychowawcami do momentu usamodzielnienia, potem wychowanek przestanie być podopiecznym, będzie musiał się usamodzielnić i wejść w dorosłe życie. Poradzi sobie na pewno z zakupami, gotowaniem, załatwianiem spraw w urzędach, da sobie radę z instrumentalnym funkcjonowaniem świata, ale niekoniecznie z sobą samym.

Podsumowanie Istnieje wiele dobrej woli i pomysłów na zreformowanie placówek socjalizacyjnych, ale jedynym naprawdę skutecznym sposobem pomocy dzieciom z tych placówek jest umieszczenie ich w rodzinie. Rzadko może to być rodzina biologiczna, gdyż jej rekonstrukcja jest sprawą niezwykle trudną. Podstawowym celem wszystkich placówek opiekuńczo - wychowawczych powinno być podjęcie wysiłków by dziecko nie zostało tam na stałe, ale by jak najszybciej trafiło do rodzinnej formy opieki zastępczej. Rolę rodziny biologicznej z powodzeniem może bowiem przejąć odpowiednio przygotowana rodzina adopcyjna, zastępcza lub rodzinny dom dziecka. Te formy opieki zastępczej mają w stosunku do opieki instytucjonalnej niezaprzeczalne zalety. Przede wszystkim istnieje możliwość indywidualizacji oddziaływań wychowawczych z uwagi na niewielką ilość dzieci objętych opieką w takiej rodzinie. Nawet w przypadku rodzinnych domów dziecka, gdzie liczba wychowanków może dochodzić do ośmiorga, mają one szansę funkcjonować jak rodziny wielodzietne. Rodzice adopcyjni, zastępczy lub opiekunowie w rodzinnych domach są z dziećmi cały czas, w przeciwieństwie do pełniących dyżury, zmieniających się co kilka godzin wychowawców. Dzieci szybko wyzbywają się destrukcyjnego poczucia braku przynależności, tymczasowości. Zakorzeniają się w swoim nowym domu, chętnie pomagają w spełnianiu codziennych obowiązków, mają motywację do nauki i poprawnego zachowania. Nabywają pozytywnych wzorców bycia kobietą i mężczyzną, uczą ich pełnienia w przyszłości roli matki i ojca. Podjęcie decyzji o zastępczym rodzicielstwie jest sprawą niezwykle trudną - trzeba mieć świadomość, że dzieci, które przeszły przez różnego rodzaju placówki będą miały deficyty: problemy z zachowaniem, nauką, higieną. Potencjalnych rodziców czeka wiele zadań - szkolenia, weryfikacje, potem upragnione dziecko (dzieci), wiele nowych obowiązków, sukcesy przeplatane porażkami. Zastanawiając się nad bilansem strat i zysków warto pomyśleć o tym, że tylko kochająca rodzina może dużo, o wiele więcej niż placówka; że każde dziecko pragnie być czyjeś - może zatem warto podjąć ten trud, by być kimś najważniejszym, kochaną Mamą czy Tatą dla Dzieciaka?

Bibliografia

Bouyer L., Wprowadzenie do życia duchowego, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa, 1982.
Jarosz M., Problemy dezintegracji rodziny, PWN, Warszawa 1979.
Marynowicz - Hetka E., Praca socjalno - wychowawcza z rodziną niepełną, IWZZ, Warszawa 1980.
Rembowski R.: Rodzina jako system powiązań [w:] Ziemska M. (red): Rodzina i dziecko, Warszawa 1979.
Rozporządzenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z dnia 1 września 2000 r. w sprawie placówek opiekuńczo-wychowawczych. (Dz.U. z dnia 26. 09. 2000r.)
Spionek H.: Zaburzenia rozwoju uczniów a niepowodzenia szkolne, PWN, Warszawa 1985.
Wagner I., Sieroctwo społeczne - przyczyny, następstwa, formy kompensacji, Wyd. WSP, Częstochowa 1997.
Ziemska M.: Rodzina i dziecko, Warszawa 1979.

Poprzedni Home Następny