Piąta reforma społeczna
material przygotowany na konferencję
w Waplewie 1 - 4 marca 2000Tomasz Polkowski
Piąta reforma społeczna
Kuchennymi drzwiami, po cichu, bez konferencji prasowych i wielkich debat społecznych przeprowadzana jest w Polsce chyba najważniejsza reforma: tworzenie systemu pomocy dziecku i rodzinie. To wielki sukces tych wszystkich, którzy od lat nawoływali do uruchomienia programów pomocy rodzinie, likwidacji domów dziecka czy tworzenia systemu rodzin zastępczych. Czy przeciętny obywatel tego kraju wie jednak o tym, że w każdym powiecie powstały Centra Pomocy Rodzinie? Czy wiadomo cokolwiek o nowych zadaniach samorządów lokalnych, które teraz mają wspierać młode rodziny, nie dopuszczać do odbierania dzieci ich rodzicom i tworzyć system przeszkolonych rodzin zastępczych? Czy ktoś wie o tym, że zgodnie z przepisami znowelizowanej Ustawy o Pomocy Społecznej1 w prawie polskim przestały istnieć domy dziecka?
Zlikwidowaliśmy domy dziecka!
Kilka lat temu, w trakcie słynnej kampanii pn. "Zlikwidujmy domy dziecka!"2, autorzy reformy systemu pomocy dziecku i rodzinie w prowokacyjny sposób zaatakowali zastany system instytucjonalnej opieki. Wywołało to wręcz histeryczną reakcję władz oświatowych. Reformatorów nazywano "fantastami", "oszołomami" i "rewolucjonistami". Dość skwapliwie do kampanii przyłączyły się media, bo temat jest przecież chwytający za serce. Cała Polska zobaczyła wtedy biedę w polskich domach dziecka, dowiedziała się, że coś tu jest nie tak. Stopniowo wychowywali się również dziennikarze. Od obrazków połamanych tapczaników w domach dziecka przeszli stopniowo do opisywania zalet wychowania rodzinnego, kampanii na rzecz rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych. Wreszcie, w efekcie uporczywego nacisku na ministerstwa i parlament, doszło do zreformowania systemu pomocy społecznej, aczkolwiek tylko przy okazji reformy administracyjnej. Zrealizowany został podstawowy postulat reformatorów: tworzenie podstaw jednolitego systemu pomocy całej rodzinie w ramach systemu pomocy społecznej. Nowa Ustawa o Pomocy Społecznej w ogóle nie wymienia już domów dziecka. Jak wynika z jej tekstu, instytucje mają być ostatecznością dla tych dzieci, a przede wszystkim, młodzieży, dla których nie udało się znaleźć rozwiązania w postaci powrotu do domu czy znalezienia rodziny zastępczej. Instytucje opiekuńcze mają być więc ograniczone w wielkości i liczbie, a także dostosowane do lokalnych potrzeb. Właśnie o taką likwidację domów dziecka chodziło i chyba sami reformatorzy nie przypuszczali, że ich hasła zostaną zrealizowane tak szybko.
Jakie są polskie domy dziecka? Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na zlecenie UNICEF pod kierunkiem dr Marii Kolankiewicz 3, w polskich instytucjach opiekuńczych przebywa pod stałą opieką około 70.000 dzieci i młodzieży. Jest to nieco ponad 0.6 % wszystkich polskich obywateli do 18 roku życia. W porównaniu do krajów zachodnich jest to liczba dość wysoka i świadczy o kilkudziesięcioletnim rozwoju filozofii państwowego wychowania dzieci, których rodziny znalazły się w kryzysie. Jakie są polskie domy dziecka, pogotowia opiekuńcze i ośrodki wychowawcze? Czy jest to rzeczywiście samo zło, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć? Po wnikliwej analizie praktycznej, będącej wynikiem dziesięcioletniej działalności Towarzystwa NASZ DOM, odpowiedź na to pytanie powinna być raczej twierdząca, chociaż z pewnymi zastrzeżeniami.
Przeciętny polski dom dziecka otacza opieką około 50 dzieci. Pracuje tam kilkunastu wychowawców i kilkunastoosobowa grupa obsługi administracyjnobiurowej. Jest to zwykle podłużny, piętrowy lub dwupiętrowy budynek, w którym na parterze mieszczą się pomieszczenia sekretariatu i gabinet dyrektora oraz inne biura, w tym np. księgowość. Na pierwszym piętrze umieszczone są tak zwane "uczelnie" oraz sypialnie dzieci. Sypialnie są dwu, trzy i czteroosobowe, chociaż, szczególnie w ośrodkach wychowawczych, zdarzają się dużo większe. Dzień w domu dziecka rozpoczyna się od pobudki, zwykle organizowanej grupowo, wspólnego mycia w łazience i robienia porannych porządków, śniadania we wspólnej stołówce i wyjścia do szkoły. Po przyjściu ze szkoły należy przejść obok gabinetów administracji i na piętrze odszukać wychowawcę, który udostępni klucz do sypialni, żeby można było zostawić swoje rzeczy. Po obiedzie wydanym w stołówkowym okienku (zapach czuje się już przy wejściu do domu dziecka), około czwartej rozpoczynają się "odrabianki" w "uczelni", czyli grupowe odrabianie lekcji pod kierunkiem jednego z wychowawców. Jeden "wychowanek" ma do czynienia w ciągu tygodnia z około pięcioma wychowawcami, ponieważ pracują oni w systemie dyżurowym i pracując, odpowiadają za grupę wychowawczą, a nie za poszczególne dzieci. Po kolacji można pooglądać telewizję w świetlicy, a potem cisza nocna. Tak mija dzień za dniem. Najbardziej znienawidzone są niedziele, bo niektóre dzieci wyjeżdżają do rodzin, a reszta cierpi z nudy i samotności. W tych dziwnych, sztucznych warunkach próbują odnaleźć się również wychowawcy. Jedni, bardzo oddani dzieciom, zaprzyjaźnieni, spędzają długie wieczorne godziny na wzmacniających dzieci wzajemnych zwierzeniach. Są to ci wychowawcy, na których dyżury dzieci czekają. To im powierzane są największe tajemnice i przedstawiane są nowe sympatie. Często przyjaźnie między wychowawcami a dziećmi utrzymują się jeszcze wiele lat. Na rocznicowych uroczystościach spotkać można wychowanków sprzed wielu lat, którzy chcą spotkać swoich ukochanych wychowawców i idealizując swoje dawne lata w domu dziecka, próbują zbudować podstawę własnej tożsamości i potrzebnych każdemu człowiekowi korzeni.
Są jednak i inni wychowawcy, którzy stracili początkowy zapał i wpadli w rutynę. Czasami przesiadują swoje dyżury w pokojach wychowawców i stają się biernymi pracownikami systemu. Czasami wpadają w rozgoryczenie i obarczają dzieci winą za swoje własne stracone ideały.
Stąd wśród 350 domów dziecka jest może 10 procent takich instytucji, które oprócz zapewnienia podstawowych, fizycznych potrzeb dzieci, jakimi jest dach nad głową, dobre warunki życia i zaspokojenie potrzeb edukacyjnych, zapewniają również zaspokojenie dużo ważniejszych potrzeb odnoszących się do podstawowego problemu każdego dziecka, wynikającego z poczucia straty własnej rodziny, poczucia winy i odrzucenia oraz braku więzi z osobami, które mogłyby stanowić oparcie na całe życie. Takie domy dziecka próbują w niesprzyjających organizacyjnie warunkach leczyć rany w naturalnych rodzinach dzieci, poszukiwać dla dzieci zastępczych środowisk rodzinnych lub innych związków, które mogłyby wspierać wychowanków jeszcze długo po opuszczeniu przez nich domów dziecka.
Podstawowe potrzeby odrzuconych dzieci Zgodnie z klasyfikacją potrzeb opracowaną przez uczonych amerykańskich 4, pomoc udzielana dzieciom i młodzieży z rodzin zagrożonych kryzysem powinna opierać się na pięciu podstawowych kategoriach kompetencji. Kategorie te stanowią podstawę nowoczesnych programów wychowawczych i programów wspierania rodzin naturalnych i zastępczych.
1. Zapewnienie ochrony i opieki
2. Zaspokajanie potrzeb rozwojowych i kompensowanie opóźnień.
3. Wspieranie więzi z rodziną naturalną.
4. Wspieranie trwałych, wzmacniających związków, mających trwać całe życie.
5. Umiejętność pracy w zespole specjalistów i innych osób ważnych dla dziecka.Analizując te kategorie kompetencji, możemy śmiało powiedzieć, że dotychczasowe instytucje opiekuńcze były w stanie (pomijając przypadki instytucji naprawdę źle prowadzonych lub spatologizowanych przez samych pracowników) zapewnić dzieciom odpowiednią opiekę i ochronę w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. Dzieci w domach dziecka mają przecież w miarę ładne pokoje, wystarczającą ilość jedzenia, odpowiednie ubrania itd. W warunkach grupowego wychowania i braku indywidualnej odpowiedzialności wychowawców za poszczególne dzieci, trudno już mówić o zaspokajaniu indywidualnych potrzeb rozwojowych i kompensowaniu opóźnień. W wyniku odniesionych ran w sferze emocjonalnej, dzieci z domów dziecka są niemal w każdej sferze rozwinięte nieproporcjonalnie do swojego wieku: w sferze doświadczeń często bardziej dorosłe od własnych wychowawców, w sferze umiejętności radzenia sobie z własnymi emocjami często bardzo malutkie. Wizerunek samego siebie najczęściej zniszczony przez poczucie winy za rozbicie rodziny. W sferze intelektualnej i edukacyjnej bardzo opóźnione. Podobnie w sferze zdrowotnej. Tak "nieposkładane" przypadki wymagałyby bardzo indywidualnego podejścia i, o czym będzie jeszcze mowa, zespołowej pracy przyjaciół dziecka i specjalistów. W warunkach domu dziecka nie ma wiele miejsca i możliwości na indywidualne plany pracy z dziećmi, nie ma specjalistów i trudno o indywidualne przyjaźni. Stąd potrzeby dzieci są często nieujawnione, a brak pracy nad tymi potrzebami daje rezultat w postaci nieprzygotowanych do życia, nieporadnych i "nieposkładanych" dorosłych wychowanków.
Najtrudniejsze i często nie realizowane zadanie to wspieranie więzi z rodziną naturalną. Dzieci słyszą, że ich rodzice są patologiczni, są marginesem społecznym albo w najlepszym razie nie zapewnią im tego, co dzieciom potrzeba. Jeśli rodzice sami nie próbują utrzymywać kontaktów, to przeciętny dom dziecka raczej nie będzie miał ani możliwości technicznych, ani odpowiednich specjalistów, ani tak naprawdę chęci do oddziaływania na rodziców. Dzieci będą raczej wzrastać z poczuciem straty i winy za to, że musiały odejść z domu. "Gdybym był grzeczny i chodził do szkoły, nic by się nie stało..." to często powtarzane zdanie dzieci z domów dziecka. Poczucie straty, kumulowane przez długi czas, przeradza się w powracającą apatię lub odwrotnie agresję i zaburzenia zachowania.
Czasami dzieci z domów dziecka mają nadzieję na znalezienie innej rodziny. Słyszą przecież o adopcjach i rodzinach zastępczych. Wobec dotychczasowego praktycznego braku służb poszukujących zastępczych środowisk rodzinnych, tego rodzaju rozwiązania zdarzały się wyjątkowo rzadko i czasami (z powodu braku odpowiedniego przygotowania i wsparcia rodzin zastępczych) kończyły się powtórnym odrzuceniem. Tego rodzaju odrzucenia potwierdzały pozornie tezę, że domy dziecka są jedynym dobrym wyjściem dla dzieci, które straciły rodziców.
W sytuacji, w której nie wzmacnia się więzi z członkami rodziny naturalnej, ważne dla dzieci jest budowanie i wzmacnianie takich związków, które mogłyby być dla nich oparciem w trakcie i po usamodzielnieniu w trakcie całego dorosłego życia. Mogłyby to być rodziny zaprzyjaźnione, dobrze zaplanowane umieszczenie wychowanka w docelowym środowisku, pozytywne, wzmacniane przez wychowawców przyjaźnie... Ponieważ jednak praktycznie brak indywidualnych planów pomocy; sytuacje takie mogą zdarzać się właściwie jedynie "spontanicznie" i w pewnym sensie przypadkowo.
Trudno również mówić o pracy w zespole specjalistów. Dotychczas za dzieci odpowiedzialne były anonimowe rady pedagogiczne, a ramowe statuty nie pozwalały zatrudniać ludzi specjalizujących się np. w pracy z rodziną i środowiskiem czy specjalistów odpowiadających indywidualnym potrzebom dzieci. Rzadko również włączano do ważnych decyzji osoby znaczące w życiu dziecka, jak członków rodziny, przyjaciół nie mówiąc już o samych dzieciach. Nowa ustawa o pomocy społecznej zmienia całkowicie sposób funkcjonowania domu dziecka. Likwidacja rad pedagogicznych, potwierdzenie prymatu rodziców naturalnych5; nałożenie obowiązku dokonania wszelkich starań, aby dzieci wróciły do domu, nałożenie obowiązku poszukiwania rodzin zastępczych oraz obowiązku indywidualnej pracy (i odpowiedzialności!) wychowawców za poszczególne dzieci wszystko to koniec tradycyjnych domów dziecka. Z czasem staną się one miejscem krótkoterminowego pobytu tej młodzieży, której trudno będzie umożliwić powrót do domu lub rodzin zastępczych. Stąd słownikowe rozumienie terminu "dom dziecka" przestaje już mieć jakikolwiek sens. Chodzi tu zarówno o starsze słowniki pedagogiczne, w których w ogóle brakowało w definicjach odniesienia do potrzeb dzieci, jak i o wydawnictwa najnowsze, takie jak Elementarne pojęcia pedagogiki społecznej i pracy socjalnej 6, gdzie również pojęcie domu dziecka zdominowane jest przez postulat "zapewnienia odpowiednich warunków opieki i wychowania".
W tym sensie można chyba już ogłosić: Domy dziecka zostały zlikwidowane!
Co dalej z instytucjami opiekuńczymi? W Polsce politycy nie zajmują się systemem pomocy rodzinom tak poważnie, jak funduszami emerytalnymi. Mało istotna politycznie grupa społeczna ponad milion dzieci z rodzin dotkniętych niewydolnością, skrajnym ubóstwem i społecznymi chorobami nie może skupić na sobie uwagi planistów budżetowych ani parlamentarzystów. Stąd piątą, moim zdaniem najważniejszą reformę społeczną, trzeba przeprowadzać właściwie bez pieniędzy. Nikt nie pomyślał o korzyściach (również ekonomicznych), które mogłyby wyniknąć z zainwestowania w przekształcanie domów dziecka, w szkolenia pedagogów i pracowników socjalnych, w tworzenie systemu kwalifikowanych rodzin zastępczych czy systemu wsparcia rodzin naturalnych. Myśląc o rozwoju dotychczasowych domów dziecka, oprzeć się można właściwie jedynie na zasobach lokalnych. Dlatego należałoby tu wymienić cztery najbardziej istotne czynniki, które warunkować będą możliwości przekształcania domu dziecka (lub innej instytucji opiekuńczej) w instytucję odpowiadającą lokalnym potrzebom i "opłacającą się" lokalnym samorządom:
1. Gotowość do współpracy (merytorycznej i finansowej) służb samorządowych.
2. Zasoby ludzkie instytucji opiekuńczej i możliwości przeorientowania pracy dotychczasowych pracowników.
3. Diagnoza lokalnych potrzeb.
4. Rozwijająca się konkurencja nieinstytucjonalnych form pomocy.Przy założeniu, że samorządy lokalne zrozumieją swoją odpowiedzialność za tworzenie lokalnych systemów usług profilaktyczno opiekuńczych, że jest możliwość (i gotowość) przeszkolenia i przygotowania kadry do nowych zadań oraz że dokonano diagnozy potrzeb i instytucja jest dobrze ulokowana w planie rozwoju usług prorodzinnych tak jak się to dzieje już w niektórych miastach, np. we Wrocławiu7 ewolucja instytucji może przebiegać w następujących kierunkach:
Utworzenie różnorodnych, autonomicznych programów profilaktyczno opiekuńczych na bazie dotychczasowego domu dziecka.
Rozwiązanie takie, to odpowiadające zdiagnozowanym potrzebom lokalnej społeczności następujące programy:
A/ Małe, autonomiczne programy opieki stałej, usamodzielniającej, programy pogotowia interwencyjnego i opieki nad małymi dziećmi. Wszystkie tego rodzaju usługi nie muszą być koniecznie umieszczone na terenie dotychczasowego domu dziecka. Z oczywistych względów nastąpi tendencja do ograniczania liczebności instytucji i ich koszarowości. Przyszłość będą miały raczej usługi zlokalizowane w satelitarnych mieszkaniach, w których, w warunkach możliwie zbliżonych do "normalnego domu", dzieci i młodzież ze zróżnicowanymi problemami zostanie otoczona właściwą opieką. Opiekę tę sprawować będą indywidualnie dorośli przyjaciele, których zadaniem będzie odkrycie przyczyn problemu i takie wzmocnienie dziecka, aby mogło poradzić sobie z przeżytą stratą i, jeśli to możliwe, by mogło zrekonstruować swoje potrzeby życia w rodzinie.
B/ Wyspecjalizowane instytucje dla jednego rodzaju potrzeb, np. dzieci z zaburzeniami zachowania, dzieci niepełnosprawnych lub chorych, małoletnich matek itp. Instytucje takie istnieją nawet w krajach, gdzie opieka pozarodzinna jest rzadkością. Na całym świecie trudno bowiem znaleźć opiekunów zastępczych dla tego rodzaju przypadków.
Trzecie wyjście to taka diagnoza potrzeb lokalnej społeczności, z której wynika, że dana instytucja w ogóle nie jest potrzebna. Dotyczy to szczególnie tych przypadków, gdzie instytucji jest zbyt dużo. Jeśli w tej sytuacji nie znajdą one "klientów" poza swoim obszarem administracyjnym grozi im wymarcie. Wtedy jeszcze istnieje możliwość przekształcenia działalności na zadania profilaktyczne: prowadzenie świetlic dziennych, ośrodków interwencji kryzysowej, ognisk, poradni itd.
Na przykładzie (chyba na razie modelowym) miasta Wrocławia trzeba przyznać, że w konsekwencji takich zmian niektóre instytucje podejmują próbę zaoferowania samorządowi i lokalnej społeczności całej sieci usług, która w zasadzie stanowić będzie o rozwoju tych instytucji. Inne, przyglądając się biernie, stają się coraz bardziej, zagrożone autentycznym brakiem pracy. Do tego jeszcze trzeba wziąć pod uwagę rosnącą konkurencję nieinstytucjonalnych form pomocy dziecku i rodzinie.
Rodzinna opieka zastępcza Nowa Ustawa o Pomocy Społecznej wprowadza właściwie na nowo pojęcie rodzinnej opieki zastępczej. Dotychczasowe dość liczne rodziny zastępcze, opierające się głównie na opiece osób zobowiązanych do świadczeń alimentacyjnych, schodzą na dalszy plan w porównaniu do intencji (oczywiście znów bez żadnych rządowych środków) tworzenia nieistniejącego dotąd w Polsce systemu kwalifikowanych, przeszkolonych rodzin zastępczych. Coraz wyraźniej więc zarysuje się w Polsce różnica między "kinship families" (rodziny spokrewnione) i "foster families" (rodziny zastępcze)8. Aby tak się stało, należy jedynie odpowiedzieć na pytanie, co takiego miałoby się znaleźć w programie szkolenia kandydatów na opiekunów zastępczych, czyli czym właściwie jest rodzinna opieka zastępcza. Jeśli założymy, że tak jak w opiece instytucjonalnej pomoc dzieciom i rodzinom opierać się powinna na pięciu wspomnianych podstawowych kategoriach kompetencji, to rodzina zastępcza będzie wtedy czasowo funkcjonującym środowiskiem, które w ramach pracy zespołowej podejmie próbę rozwiązania podstawowego problemu dziecka: straty rodziny i potrzeby nawiązania stałych więzi. Dotychczasowe; wieloletnie ;,płatne adopcje" powinny więc zacząć ustępować miejsca ludziom, którzy zrozumieją w trakcie szkolenia, że pomoc dziecku nie oznacza uszczęśliwienia go według naszych wyobrażeń, ale akceptację dziecka i jego środowiska, wzmacnianie poczucia własnej wartości, wzmacnianie więzi z rodziną (bezpośrednio lub pośrednio), wzmacnianie trwałych związków, które będą dla dzieci oparciem przez cale życie. Tego rodzaju rodziny zastępcze nie mogą funkcjonować same. Potrzebne jest tu zaplecze specjalistów i gotowej do współpracy sieci ludzi ważnych dla środowiska dziecka: samorządowców, pracowników socjalnych, pracowników służby zdrowia, księży, przyjaciół itd. Rodzina zastępcza musi więc być wtedy otwarta na kontakty z członkami rodziny naturalnej i zamiast traktować dziecko jak swoją własność, od której trudno byłoby się później odzwyczaić, traktować je jak małego partnera przyjaciela, któremu chcemy pomóc w rozwiązywaniu l najważniejszego życiowego problemu.
Do tej pory na większą skalę działają w Polsce dwa programy szkolenia rodzin zastępczych. Jest to propagowany przez Towarzystwo Rozwijania Aktywności Dzieci SZANSA program RODZINA, który powstał poprzez adaptację do polskich warunków brytyjskiego programu "Choosing to Foster" ("Wybierając opiekę zastępczą"). Ten brytyjski program jest jedną z wczesnych wersji programu, który w Stanach Zjednoczonych ewoluował przez lata doświadczeń i badań do bodaj najbardziej komplementarnego programu szkolenia rodzin zastępczych i adopcyjnych PRIDE, który w Polsce licencjonowany jest przez Towarzystwo NASZ DOM9. Komplementarność tego programu polega głównie na objęciu szkoleniowym wsparciem nie tylko kandydatów na opiekunów zastępczych i adopcyjnych, ale na bardzo rozbudowanym. programie wsparcia już utworzonych rodzin zastępczych. Szczególny nacisk kładzie się na realizację ich podstawowych zadań oraz na bardzo specjalistyczne potrzeby dzieci, jak np. praca z dziećmi molestowanymi w przeszłości seksualnie czy z dziećmi z rodzin nadużywających alkohol. Szkolenie PRIDE opiera się na nabywaniu umiejętności potrzebnych do pomocy dzieciom z "syndromem straty" i ˇ.v c:lużym stopniu uczy empatii: patrzenia na problem z różnych punktów widzenia dziecka, rodziców naturalnych itd. Program jest adaptowany do polskich warunków, chociaż właściwie wielkich adaptacji nie wymaga: "syndrom straty" i związane z nim emocje dotyczą dzieci z wszystkich krajów. PRIDE przyjął się świetnie w krajach Beneluksu, Skandynawii, na Węgrzech i w Estonii. Szczególnie ciekawy jest tu przykład Węgier, gdzie wprowadzony kilka lat temu program PRIDE spowodował autentyczną rewolucję w systemie pomocy dzieciom i rodzinom.
Innymi, własnymi programami szkolenia rodzin zastępczych posługują się na mniejszą skalę Stowarzyszenie Zastępczego Rodzicielstwa z Wielkopolski i "Misja Nadziei" z Dąbrowy Górniczej.
Można mieć więc nadzieję, że po wykształceniu odpowiedniej liczby trenerów programów szkolenia rodzin zastępczych i przy uruchomieniu nowoczesnych kampanii medialnych szkolenia organizowane będą na coraz większą skalę i rodziny zastępcze staną się autentyczną alternatywą dla instytucji.
Pomoc rodzinie naturalnej Problem ten powinien być omówiony na początku, bo jest to przecież podstawa każdego sprawnego systemu profilaktyczno opiekuńczego na całym świecie. Jest to jednak wciąż najsłabszy element polskiego systemu, ta jego część, którą trudno będzie rozwijać bez zrozumienia, że wymaga to sporych nakładów organizacyjnych i finansowych. Dużym błędem wydaje się być nałożenie obowiązku pracy z rodziną naturalną na ośrodki adopcyjneopiekuńcze. Wciąż mało sprawne organizacyjnie centra pomocy rodzinie również nie są w stanie skoordynować działań rozwiązujących ten problem. A chodzi tu przecież o pomoc rodzinom z dziećmi małymi, jak najwcześniejsze wyłapywanie zagrożeń (złe warunki mieszkaniowe, bezrobocie, brak perspektyw, "złe" towarzystwo itd.) i takie wspieranie rodzin, aby nie trzeba było odbierać im dzieci. Działalność taka na dłuższa metę opłaca się przecież wszystkim, ale na teraz wymaga stworzenia nowego typu służb pomocy socjalnej. Brakuje również wyraźnej koncepcji poradnictwa rodzinnego, które jest trzonem systemów zachodnich. Wydaje się, że przy braku koncepcji rządowej trzeba będzie w tej dziedzinie promować nowatorskie rozwiązania lokalne: tam gdzie samorządy lokalne podejmą tego rodzaju inicjatywę i same uruchomią programy wspierania rodzin. Programy takie powinny również stanowić doskonałe zaplecze dla opieki instytucjonalnej i rodzinnej opieki zastępczej.
Co dalej? W najbliższych latach będzie chyba coraz mniej sporów o zasadność reformy. Należy mieć nadzieję, że reformę dostrzegą również środowiska akademickie i dostosują programy studiów do zupełnie nowych potrzeb. Kierunki kształcenia w rodzaju "Węzłowych problemów opieki i wychowania w domu dziecka"10 rzeczywistość uzna za archaiczne. Już teraz poszukuje się przede wszystkim tych ludzi, którzy będą w stanie sprostać wymaganiom zreformowanych instytucji. Oczekiwania takie zaczyna spełniać nieśmiało dopiero kilka polskich uczelni. Dużą nadzieję można wiązać z powstaniem nowych kierunków w szkołach kształcących pracowników socjalnych i na niektórych uczelniach pedagogicznych.
W najbliższych latach nie będziemy już więc mówić "po co", ale "jak". Będziemy promować nowoczesne rozwiązania na wszystkich poziomach usług profilaktyczneopiekuńczych, od programów wspierania rodziny, przez opiekę zastępczą do opieki instytucjonalnej. Takich nowatorskich programów jest już w Polsce sporo, chociaż często borykają się z niezrozumieniem ze strony władz lokalnych.
Najważniejszy jednak dla reformy systemu pomocy rodzinie jest nowy system finansowania tych zadań, obiecywany w Ustawie o Pomocy Społecznej od 1 stycznia 2001. Wtedy to samorządy lokalne opłacać będą usługi zapewniane dzieciom i rodzinom pochodzącym z terenu ich administracji. Powinno to spowodować uporządkowanie usług pod względem geograficznym oraz tworzenie mniejszych programów profilaktycznych i opiekuńczych bliżej miejsca zamieszkania rodzin i dzieci. Do pełnej reformy pod tym względem jeszcze niestety daleko. Aby się ona udała, należałoby wykorzystać ten rok na intensywne prace nad tworzeniem banku potrzeb każdego powiatu, tak aby można było odpowiednio przygotować budżety samorządów lokalnych. Nie bardzo jednak słychać, by Ministerstwo Pracy podejmowało tego rodzaju inicjatywę, można więc raczej spodziewać się początkowo pewnych zaburzeń w finansowaniu niektórych zadań i gorączkowego poszukiwania informacji na temat np. miejsca pobytu dzieci z danego powiatu.
Kolejnym wielkim zadaniem stojącym przed organizacjami pozarządowymi, w tym Towarzystwem NASZ DOM, jest przekonanie władz rządowych i Parlamentu, że nie da się zapewnić tańszej i bardziej efektywnej alternatywy dla domów dziecka (w postaci programów wspierania rodzin i szkoleń dla rodzin zastępczych) bez środków na szkolenia. Jest to w tej chwili chyba najważniejsze zadanie stojące przed całym systemem: szkolenie nowych, wciąż niedoświadczonych kadr centrów pomocy rodzinie i innych struktur systemu w dziedzinie tworzenia lokalnych systemów usług profilaktyczno opiekuńczych, standardów usług opiekuńczych, rodzinnej opieki zastępczej itd. Niektóre bogatsze powiaty próbują same organizować tego typu szkolenia i tworzyć własne inicjatywy, ale brak tu rządowej koordynacji i wsparcia. Bez tych szkoleń nie będzie możliwości realizacji ustawowych zapisów i np. przygotowania w najbliższych latach kilku tysięcy rodzin zastępczych, co jak udowodniono między innymi na Węgrzech jest możliwe.
Niebezpieczeństwa reformy Niebezpieczeństw jest kilka. Pierwsze dotyczy możliwości pochopnego likwidowania przez oszczędne samorządy lokalne tych instytucji i programów, które miałyby szansę ewoluować i zaspokajać wiele lokalnych potrzeb. Do reformy trzeba przecież przekonać i wykorzystać dotychczasowych pracowników systemu. To właśnie dotychczasowi pracownicy domów dziecka i podobnych instytucji powinni zostać przekonani do nowych lokalnych programów. Jeśli więc pochopnie stracimy tych ludzi, nie będzie miał kto przeprowadzić reformy.
Drugie niebezpieczeństwo dotyczy groźby powrotu biurokratycznych form opieki, ale w innym, "socjalnym" wykonaniu. Nałożony przez projekt rozporządzenia o placówkach opiekuńczowychowawczych obowiązek tworzenia statutów instytucji, spowodować może proste przepisanie starych statutów. Natomiast wprowadzenie rozbudowanych standardów opieki (standardy odnoszące się do warunków życia w instytucji) i bardzo mgliste określenie standardów wychowania może spowodować nacisk lokalnych służb nadzoru na sprawy drugorzędne dla dziecka. Czy jeszcze nie dojrzeliśmy do tego, że standardy usług w sferze wychowania i wsparcia rodziny mogą być również wymierne i podlegają ce jasnym kryteriom? Wydaje się chyba, że już czas, abyśmy się odważyli wprowadzić w życie bardzo konkretny przewodnik po procedurach postępowania w przypadku interwencji w życie rodziny i formach pomocy wewnątrzrodzinnej i pozarodzinnej. Powstały już dość rozbudowane koncepcje takich standardów i warto je jak najszybciej przedyskutować, aby uniknąć chaosu i "dryfowania" dzieci w systemie opieki.11
Trzecie niebezpieczeństwo to kontratak pedagogicznego "betonu". Tu i ówdzie odzywają się już głosy, że należy wstrzymać "tak niebezpieczne" rozwiązania i wspierać to, co było do tej pory. Należy mieć tylko nadzieję, że przeciwnicy reformy zrozumieją, że nie chodzi tu o burzenie, a o ewolucyjne, choć głębokie zmiany, z których skorzystają wszyscy: dzieci, ich rodziny i dotychczasowi pracownicy systemu.
Niebezpieczeństwa nas jednak nie powstrzymają przed kolejnym oświadczeniem: Rozpoczynamy piątą, najważniejszą reformę społeczną reformę systemu pomocy dzieciom i rodzinom. Chodzi tu o kilka milionów ludzi...
Przypisy:
1. W dniu składania artykułu (14 lutego 2000) nowela Ustawy o Pomocy Społecznej nie była jeszcze podpisana przez Prezydenta RP. Według przewidywań Ustawa powinna wejść w życie w marcu 2000.
2. Patrz tygodnik "Polityka", 110, 1998. W kampanii brały też aktywny udział Wiadomości 1TVP oraz "Gazeta Wyborcza".
3. Zagrożone dzieciństwo pod redakcją Marii Kolankiewicz, WsiP 1998
4.Pięć kategorii kompetencji jest podstawą "standardów" (Standards of Care), publikowanych corocznie przez Child Welfare League of America. Są one podstawą programu szkolenia rodzin zastępczych i adopcyjnych PRIDE, licencja Towarzystwa Nasz Dom 1999.
5. Patrz Marek Andrzejewski, Rodziny zastępcze i placówki opiekuńczowychowawcze..., "Problemy Opiekuńczo Wychowawcze" 1999/3; oraz tegoż autora Prawna ochrona rodziny, WsiP 1999
6.Elementarne pojęcia pedagogiki społecznej i procy socjalnej pod redakcją Danuty Lalak i Tadeusza Pilcha, Wyd. Akademickie "Żak", Warszawa 1999
7.Zarząd Miasta Wrocławia jako jeden z nielicznych samorządów w kraju opracował założenia lokalnego systemu usług profilaktycznoopiekuńczych. Ogłoszono konkurs na prowadzenie jednego z domów dziecka, który wygrało Towarzystwo NASZ DOM. Co kwartał tworzy się dwa kolejne rodzinne domy dziecka. Opracowano projekt sieci usług dla rodzin i dzieci opartych o formy kameralne, oraz projekt ograniczenia działalności dużych instytucji opiekuńczych.
8.Patrz Tomasz Polkowski: System opieki w USA; Rodziny zastępcze i programy ratowania rodzin , "Problemy OpiekuńczoWychowawcze", 5/1997
9. Towarzystwo NASZ DOM jest właścicielem polskiej wersji Programu PRIDE. Właścicielem oryginału jest Illinois Department Family Services. Publikowane corocznie przez Child Welfare League of Arnerica. Wersja polska: Towarzystwo NASZ DOM, 1919
10. Węzłowe problemy opieki i wychowania w domu dziecka pod redakcja Prof. Zdzisława Dąbrowskiego, WSP Olsztyn 1997
11. Patrz Tomasz Polkowski, "Standardy usług profilaktyczno - opiekuńczych", Towarzystwo NASZ DOM 1999