Widok z okna
Anna Olszewska
WIDOK Z OKNA
Z samego rana patrząc przez okno widzę gromadę dzieci zmierzających do szkoły. Jedne idąc ociągają się, zatrzymują się przy każdym śmieciu leżącym na chodniku. Inne biegnąc popychają pozostałych, zdają się nie dostrzegać niczego.
Przyglądam się bliżej tej gromadzie i widzę, że nie jest to jednolita masa, lecz ogrom poszczególnych osób. Jedne są doskonale ubrane, czyste, uśmiechnięte i na odległość zdające się tryskać zdrowiem. Inne w lichej kurtczynie, za dużych, wykoślawionych butach i byle jak zaciągniętej czapce. Niektóre idą w gromadzie, inne samotnie, jeszcze inne prowadzone przez mamy lub babcie.
Zastanawiam się jaka jest zależność pomiędzy poszczególnymi dzieciakami. Egzystencja ludzka jest przecież egzystencją społeczną . Te istoty są z sobą powiązane, nawet jeśli nie do końca, lub wcale nie zdają sobie z tego sprawy. Życie Jasia zależy od innych. On oddziałuje na innych, a inni oddziałują na niego. W istocie jego poczucie tożsamości zależy od owej interakcji. Nie sposób zrozumieć formy społecznej jaką są uczniowie danej szkoły z pominięciem czynników jednostkowych (przysłowiowego Jasia.) Jaki status zajmuje w grupie zależy od wielu czynników.
Zdecydowanie największy wpływ na status dziecka w grupie i przebieg szkolnej socjalizacji ma doświadczenie społeczne, jak przebiegała socjalizacja w latach przedszkolnych. Ważne jest w jakiej rodzinie wychowuje się dziecko. Socjalizacja jest skomplikowanym procesem obejmującym wiele jednostek, grup i instytucji społecznych. Szkoła i droga do szkoły są tylko pewnymi elementami, przez które społeczeństwo kroczy przechodząc proces socjalizacji.
Jednym z najważniejszych czynników socjalizacji jest rodzina. Rodzina jest pierwszym i najbardziej trwałym światem społecznym dla niemowlęcia i dziecka. Tworzą się w niej pierwsze i najbardziej trwałe więzi społeczne. Umiejętność porozumiewania się, zdobywa się w rodzinie. W rodzinie także niemowlę, a później dziecko, poznaje główne elementy kultury. Rodzina jest w dużej mierze całym światem społecznym niemowlęcia i dziecka, główną areną jego doświadczeń. Rodzina zapewnia dziecku tożsamość społeczną w kategoriach rasy, religii i klasy społecznej. Przyszłe możliwości życiowe, zdrowie długowieczność, wykształcenie i rodzaj wykonywanego zawodu są w znacznym stopniu uzależnione od rodziny, w jakiej urodziło się dziecko.
Co dzieje się z dzieckiem pozbawionym owego rodzinnego fundamentu?. Co z dziećmi porzuconymi, lub odebranymi rodzinie w różnych etapach życiowych dziecka. Badania nad dziećmi w sierocińcach wykazały, że dzieci te są fizycznie, społecznie i emocjonalnie opóźnione w porównaniu z rówieśnikami wychowywanymi w domu. Stan taki utrzymuje się nawet po opuszczeniu przez nie instytucji wychowawczych. Badania wskazują, że "normalny" ludzki rozwój wymaga ludzkiej troski i kontaktów z ludźmi, możliwości obserwowania i uczenia się od innych, wreszcie, bliskiego kontaktu fizycznego z innymi istotami ludzkimi. I wcale nie jest obojętne z jakimi istotami. Nawet najwspanialszy wychowawca w domu dziecka nie zastąpi matki. Nawet tej biednej i niezaradnej. Proces socjalizacji dziecka opuszczonego przebiega więc zupełnie inaczej, niż tego kochanego, oczekiwanego.
Ale wróćmy do już wcześniej rzeczonego Jasia. Przed pójściem do szkoły większość dzieci styka się ze światem grupy rówieśniczej. Ten obszar pod wieloma względami różni się od rodziny. Po pierwsze już z definicji wynika, że grupa rówieśnicza składa się z jednostek o równym statusie. Po drugie, pozycja społeczna w rodzinie zajmowana jest automatycznie, w grupie trzeba na nią zapracować. Po trzecie w rodzinie socjalizacja przebiega w sposób przemyślany i zaplanowany; w grupie rówieśniczej znaczna część socjalizacji odbywa się bez jakiegokolwiek planu.
Grupa rówieśnicza - podobnie jak szkoła- spełnia istotną funkcję polegającą na rozluźnianiu więzów łączących dziecko z rodziną. A jak odbywa się to u dzieci sierocych? Przecież tu nie ma co rozluźniać, grupa rówieśnicza była substytutem rodziny. Nawet jeśli dziecko trafiło do adopcji, lub rodziny zastępczej w wieku przedszkolnym, braki z okresu niemowlęcego i wczesnodziecięcego wywarły tak potężne piętno na psychice dziecka, że więzi rodzinne, jeszcze nie są tak trwałe by można je rozluźniać. Pierwsze lata szkolne są więc dla dzieci przysposobionych bardzo trudne. Ciągle jeszcze tkwi w nich pragnienie litości, nie poznały jeszcze co to miłość, a litość, a właściwie politowanie są jedynymi znanymi im uczuciami. Opowiadają więc o tym jak były bite, głodzono, osamotnione. Każdej niedoskonałości na ciele (blizny, znamiona) przypisują jakąś makabryczną, iście z horroru, historię. Proszą o cukierki, nawet kanapki (swoją wyrzucając ukradkiem) by wykazać swą biedę. Początkowo historie które przydarzyły się im, lub jeszcze częściej im domodzieckowym kolegom opowiadają tak by słuchacz pomyślał, że to w tej nowej rodzinie dzieją się sceny dantejskie. Po lekcjach nie bacząc na nic rzuca się mamie na szyję - krzycząc "moja mamusia!!!!" Napawa się słowem mama i rozgląda się bacznie czy wszyscy dokładnie słyszeli. Po chwili jeszcze raz z nieukrywaną dumą wrzeszczy na całe gardło "Mamusiu !!! ja...."
Dlaczego w moich rozważaniach pojawił się podział na dzieci, które miały fundament rodziny i te opuszczone. Otóż w szkole, która jest tuż za moim oknem uczą się dzieci, które dopiero niedawno znalazły dom. Ich zachowanie na tle grupy wyróżniało się dość znacznie. Obecnie (po trzech latach) przez okno nie zobaczymy już, nic szczególnego, co mogłoby przykuć naszą uwagę, ale gdybyśmy przyjrzeli się w zbliżeniu, pogląd, że nawet po opuszczeniu placówki pewne opóźnienia pozostają, znalazłby potwierdzenie. Dobrze, że te dzieci opuściły, to dziwne miejsce w dzieciństwie, a nie w dorosłości, mają więc olbrzymie szanse na dobry start w dorosłość.
Cóż jeszcze można wypatrzyć przez własne okno dodając do tego nieco wiedzy, zdobytej w trakcie odprowadzania własnych dzieci do szkoły. Można analizować zachowania, ubrania, gesty i słowa. Ale myślę, że najważniejszą rzeczą jest by widzieć Jasia i Marysię, Zosię i Kasię, poszczególne dzieci tworzące grupę dzieci szkoły podstawowej, dzieci, które już nie za długo będą tworzyć społeczeństwo ludzi dorosłych. I od nas zależy czy będzie to grupa podpieraczy kiosków z piwem i osikiwaczy klatek, czy tych, co wiedzą co zrobić z sobą, swoim czasem, talentem, pieniędzmi. Oby te dzisiaj jeszcze dzieciaki, potrafiły kiedyś z dumą patrzeć na swą przeszłość i przyszłość.