Dziewczynka z plakatu straciła dom
Dziewczynka z plakatu straciła dom
Dzięki akcji "Szukam domu" w rodzinach zastępczych znalazło się ponad 2,6 tys. dzieci. Teraz została zawieszona. W dodatku dziewczynka z plakatu firmującego akcję straciła dom.
Akcja "Szukam domu" to pomysł bielskiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego. Wiosną 2000 roku na ulicach miasta pojawił się plakat z sześcioletnią Romką, podopieczną miejscowego domu dziecka. Za dziewczynką na plakacie grafik umieścił szczęśliwą rodzinę, zamazaną, jakby we mgle - symbol marzeń dziewczynki, a na dole napis: "Czy przyjmiesz mnie do swojej rodziny?".
Marzenia Władzi - tak ma na imię dziewczynka z plakatu - udało się spełnić. Zamieszkała wraz z rodzeństwem w rodzinie zastępczej. Akcja "Szukam domu" nabrała wymiaru ogólnopolskiego, włączyło się w nią wiele placówek z całego kraju, jej koordynacją zajęło się Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei". Dzięki akcji, której symbolem stała się Władzia, w rodzinach zastępczych znalazło się ponad 2,6 tys. dzieci.
Kilka tygodni temu akcja została zawieszona. - Rodzicielstwo zastępcze przeżywa w Polsce kryzys. Nie sprzyjają takiej formie opieki przepisy, społeczeństwo nie jest temu przychylne, zostajemy ze swoimi problemami pozostawieni sami sobie - tłumaczy Andrzej Olszewski, koordynator akcji. - To nie koniec problemów. Dziewczynka z plakatu firmującego akcję straciła dom, zawieszenie akcji to także smutna refleksja nad jej losem - dodaje rozgoryczony.
Rodziną zastępczą dla Władzi i jej rodzeństwa zostało małżeństwo z Cieszyna. Cztery lata temu zdecydowali się na opiekę nad trójką kolejnych dzieci, mają także dwójkę własnych. Teraz ośmioro dzieci przeżywa dramat - ich rodzice postanowili się rozwieść. Zgodnie z decyzją sądu Władzia i reszta dzieci z rodziny zastępczej trafiły do Rodzinnego Domu Pobytu Czasowego "Sindbad" w Ustroniu prowadzonego przez stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce. Bardzo to przeżywają. Ich sytuacja prawna jest skomplikowana. Nie dość, że rodzina zastępcza się rozpadła, to pojawili się rodzice biologiczni i chcą je odzyskać.
O możliwość dalszego sprawowania prawnej opieki nad Władzią i resztą przybranych dzieci walczy także Adam Kurdasiński, ich zastępczy tata. - Odwołałem się od decyzji sądu o umieszczeniu dzieci w ośrodku. Chcę, żeby mieszkały ze mną - mówi Kurdasiński. Sąd wyraził na razie zgodę na to, żeby zabierał je z ośrodka, dzieci spędziły z nim święta. Co będzie dalej, na razie nie wiadomo.
- Historia Władzi wróciła do punktu wyjścia, znowu nie ma domu. Boję się, że ona i reszta dzieci mieszkających dotąd w rodzinie zastępczej będzie dorastać w placówce opiekuńczej - martwi się Olszewski.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Ewa Furtak
****************
Warto obejrzeć:Jako sześciolatka była twarzą akcji "Szukam domu". Dzięki niej sama znalazła dom i rodzinę. Ale nie przypuszczała, że marzenia o prawdziwych, kochających rodzicach i własnym domu skończą się tak szybko. Władzia - dziewczynka z Bielska - po 7 szczęśliwych latach znowu szuka kogoś, kto pokocha ją jak własne dziecko, lub pozwoli zamieszkać z tatą zastepczym.
www.tvn24.pl/28377,1532311,0,1,fakty_wiadomosc.html
****************
Dziewczynka z plakatu
Siedem lat temu Władzia była twarzą kampanii na rzecz rodzin zastępczych. Dziewczynka nie tylko firmowała akcję, dzięki której dom znalazło 2,5 tysiąca dzieci. Sama szukała rodziców. Znalazła opiekunów a jej los miał być historią jak z bajki. Niestety. Po siedmiu latach jej rodzina zastępcza rozpadła się.
Na tym plakacie widzimy dziewczynkę, która siedem lat temu poszukiwała rodziny zastępczej. Tak jej się życie ułożyło, że wraz z rodzeństwem trafiła do domu dziecka. Dzięki wizerunkowi dziewczynki z plakatu znalazło dom 2,5 tys. dzieci. Mija siedem lat i nasza dziewczynka z plakatu ponownie znajduje się w domu dziecka - mówi Andrzej Olszewski, koordynator kampanii Szukam Domu.
Rok temu zastępcza matka Władzi wystąpiła do sądu o rozwiązanie rodziny zastępczej i o rozwód.
Żona mówiła, że poświęcam jej za mało czasu. Były problemy między nami i nasze drogi rozchodziły się. Zdecydowaliśmy się na terapię. Rozmawialiśmy. Ale nie doszliśmy do żadnego kompromisu - wyjaśnia Adam Kurdasiński, ojciec zastępczy Władzi.
Władzia, jej rodzeństwo i troje innych dzieci, z którymi wychowywała się przez ostatnie siedem lat, wrócili do sierocińca.
Tak głupio, że znalazłam sobie rodzinę, która się rozsypała. Byłam na plakacie. Przecież powinnam dawać przykład innym - mówi Władzia Kwiatkowska.
http://uwaga.onet.pl/1465892,archiwum.html