Tytuł: Dziecko włóczęga
Autor: dr Jan Kuchta
Rok i miejsce wydania: 1933 Lwów
Typy dzieci - włóczęgów Wśród dzieci trudnych do wychowania zajmuje niewątpliwie jedno z pierwszych miejsc dziecko - włóczęga. Wychowawcom sprawia ono trwałym pociągiem do włóczęgostwa szereg poważnych kłopotów i trosk, uciekając ustawicznie z domu, wydłużając przytem niejednokrotnie coraz bardziej czas trwania ucieczki. Nic dziwnego, że w literaturze pedagogicznej, szczególnie ostatnich lat, poświęca się dziecku włóczedze, wiele uwagi, czego dowodem mogą być prace tak wybitnych badaczy, jak P. Schrödera, E. Sterna, E. Müllera-Feilitzscha, A.Homburgera, i wielu innych.
Za dziecko włóczęgę uważają oni tego rodzaju dziecko, które zdradza trwałą i często się aktualizujacą dyspozycję psychiczną do "włóczęgi" Odróżniają więc wyraźnie uciekinierostwo od włóczęgostwa.
Gdy więc dziecko, jedynie z obawy przed karą ucieknie raz lub dwa z domu i będzie poza jego obrębem pozostawało czas jakiś, mamy do czynienia z typem dziecka - uciekiniera; gdy jednak dziecko stale ucieka z domu, gdy pozostaje przeważnie poza domem, mamy do czynienia z typem dziecka - włóczęgi.
Jest rzeczą jasną, że uciekinierostwo łatwo przerodzić sie może we włóczęgostwo, gdy tylko zaistnieją odpowiednie bodźce zewnętrzne. Przejście takie nie należy do rzadkosci. I nie trzeba w tego rodzaju "włóczedze" dopatrywać sie zaraz "formy patologicznej"; mogą to być bowiem, jak trafnie podkreśla prof. dr St. Baley, różnego rodzaju włóczęgi "normalne". tak np. dziecko, bojąc sie kary, ucieka z domu, a gdy w swej ucieczce pozostaje za domem zbyt długo, boi się wracać, by go za ucieczke nie ukarano. W ten sposób czas trwania ucieczki wydłuża się i dziecko przyzwyczaja się do pozostawania poza domem. Jeżeli przy tej sposobności wpadnie w towarzystwo "wagarujących" rówieśników, zacznie pod ich wpływem utrwalać się w nim nałóg uciekania. W ten sposób dziecko - uciekinier staje się powoli dzieckiem - włóczęga.
Istnieją jednak typy urodzonych dzieci włóczęgów. Tych nie nabyte przyzwyczajenie ciągnie w świat, ale jakiś dziwny instynkt włóczęgowski, który prawdopodobnie przynoszą ze soba na świat. Możnaby stworzyć nawet "teorię atawistyczną" w stosunku do włóczęgostwa dzieci i ludzi dorosłych takiego typu (globtroterzy, wędrowcy, podróżnicy, badacze, artyści, cyganie) i twierdzić, że zamiast szczątkowej postaci atawistycznego instynktu włóczęgowskiego, który tkwi zresztą w każdym człowieku, u tych osobników przybrał on swą pełną, pierwotną formę, jaką miał ongiś, w epoce, w której ludzkość wiodła wędrowny, koczowniczy tryb życia. On to bez przerwy wabi dziecko - włóczęgę w daleki, otwart świat.
Dla przykładu i bardziej konkretnego zilustrowania, o jakie dzieci tu chodzi, podaję sylwetki włóczęgów, których obserwowałem przez przeciąg lat dwu w Krakowie, w schronisku dla bezdomnych.
Sylwetki przedstawiają się ciekawie i uwydatniają bardzo wyraźne odrębności charakterologiczne, które uznano za podstawe do zaklasyfikowania tych dzieci do typu dzieci - włóczęgów.
1. Maksymilian B. urodzony w Lipsku w 1914 r. prowadzi od dwóch lat wędrowny tryb życia. Jeździ stale na gapę, w budce dla słuzbowego pociągów po różnych miastach. Najchętniej jeździ do Warszawy, Katowic, Krakowa. Oto częściowy opis trybu codziennego życia, jakie wiedzie, we wzmiankowanym okresie, w jego własnym oświetleniu, z dnia 15 listopada 1928 r. (14 lat)
"Dwa tygodnie temu byłem w Warszawie, dokąd zajechałem pociagiem towarowym. Wymnkąwszy się policjantowi, poszedłem na cmentarz na Powązkach. Nosiłem wieńce w dzień zaduszny, za co dostawałem 50 gr, złotego a nawet dwa. Następnie chciałem aby mnie na dworcu aresztowali i odstawili do Krakowa. Nie aresztowano mnie. Wróciłem do miasta; zaniosłem jakiejś pani pakunek, bo byłem głodny. Znów dostałem 50 gr. Jednego dnia zarobiłem w ten sposób aż 6 złoty. Często gdy idę ulicą, proszę jakąś panią lub pana o pieniądze i dostaję. Czasem klękam na ulicy i żebrzę. Policji nienawidzę. Oj, żeby to policji na świecie nie było ! Nawet spać człowiekowi nie dadzą ani na plantach, ani w kotle na smołę. Odstawiono mnie do zakładu w Piotrkowie. Uciekłem...
Byłem potem w Katowicach. Jeżdziłem tam trzy razy, bo wracający z kopalń górnicy dają chętnie zarobić i niść sobie do domu drzewo,, zabrane z fabryk. Teraz jestem w Krakowie, przychodze do YMCA. Jak tylko będzie ciepło, pojadę do Poznania. Tam mam matkę, która jednak sama nie ma gdzie mieszkać. Ojciec dwa lata temu pojechał niby to do Ślaska, a w rzeczywistości do Rosji sowieckiej, skąd napisał do magistratu "że już nie jest Polakiem". YMCA w lecie nie będzie mnie widziała. (Young Men's Christian Association > www.krakow.ymca.pl - przyp. A.O.) Warszawę wolę jak Kraków, bo to większe miasto i policja tak nie aresztuje. Boję sie teraz jechać teraz towarowym pociągiem, bo jeden taki, jadąc towarowym pociągiem, wypadł i pociag uciął mu dwie nogi. Teraz pódę do schroniska spać za 30 groszy, które wyżebram jeszcze dziś. Tam żyd ma bufet, ale oszukiwał, sprzedając moskale i salceson, więc lekarz tego zabronił. Będzie jedynie herbata z mlekiem.
Dnia 29 stycznia 1929 r. "Pracowałem na stawie (na torze ślizgowym dla łyżwiarzy) zamiatałem śnieg. Zarobiłem kilka złotych....
2. Marian W. lat 15; jest to typowy żebrak; chodzi ustawicznie, chociaż nawet w danej chwili tego nie potrzebuje, na żebry, pod kawiarnie Roblera. Idę właśnie ulicą ( 29 listopada 1928 r.) Marjan W. wyszedł właśnie z YMCA z drugim kolegą. Obserwuję obu. W. rozłączył sie z kolegą, siadł założywszy nogi po turecku na ziemi, na ulicy, wziął kaszkiet do rąk, zdjąwszy go z głowy, mimo zimna i począł żebrać. Drugi włóczęga stał obok o jakie dziesięć kroków i patrzył na to. Jak się później dowiedziałem, uważał by nie nadszedł policjant. Gdy mnie zobaczył zaśmiał się krótko. Kradną węgiel. Dostają dwa złote, przeznaczają je na opłatę noclegu i jedzenie... Mają stałych odbiorców na węgiel! 20 lutego jestem w YMCA i wygłaszam jakieś opowiadanie. Wtem przychodzi jakiś starszy, zdenerwowany mężczyzna i szuka. To jest ojciec Marjana W., przyszedł by go odebrać. W. twierdził, że ojca nie ma. Ojciec bije chłopca, ale i to nie pomaga. W. stale ucieka z domu. Przytem robi co chce. Cztery lata temu, zbity, uciekł z domu, żebrał na giełdzie na pogrzeb ojca. To najbardziej ojca oburza. Teraz chce go oddać do zakładu poprawczego w Przedzielnicy. By mu po drodze syn nie uciekł, przyszedł z pomocnikiem. Próbuję nakłonic ojca, by raczej dobrocią starał sie wpływać na syna. Ten patrzy na mnie jak na obłąkanego..., jest wprost oburzony: Przecież syn nie modli się, nie słucha tego co mu rozkazuję, nie pracuje.
Jako kolega, W. nie krzywdzi młodocianych wspólników - żebraków, którymi się chetnie otacza. Przeprowadza zawsze sam podział pieniędzy użebranych, ku ich zupełemu zadowoleniu. Organizuje wspólne "żebrania".
3. Stanisław C, zwany Bocianem, ma lat 18. Stara się w obserwowanej preze mnie grupie włóczęgów zająć miejsce przywódcy. Gdy miał półtora roku wyjechał do Ameryki wraz z rodzicami. Widział morze. Wrócił jednak siedem lat temu. Ojciec jego był pijakiem. Mając dużo pieniędzy, rozpił się i jest w zakładzie w Kobierzynie. Matka jest praczką i nie ma go za co utrzymywać. Chłopiec pragnąłby bardzo zostać artystą filmowym.
Tymczasem rano i po południu nosi afisze kinowe, za co dostaje dziennie trzy złote. W wolnych chwilach wieczornych przychodzi do YMCA. Tu, uważając, że ma wielki talent na artystę filmowego, przyczepia sobie wąsy, które stale przy sobie nosi i robi śmieszne miny. Imituje modnego Ch. Chaplina.
Chętnie o sobie opowiada... Dla słuchania pogadanek lubi siadać na niezmiernie wysokiem, zdobytym specjalnie krześle i siedząc nad głowami kolegów, lubi potwierdzać, od czasu do czasu prawdziwość wywodów prelegenta. Wtrąca chwialami cośniecoś z własnych wspomnień. Głowa jego wystaje wysoko ponad gromadkę słuchających kolegów, tym bardziej, że C. jest i tak wysokim chłopcem. Nazywają go dlatego "bocianem"...
Po jakimś czasie dowiaduję się w tajemnicy, że Bocian w domu noclegowym każe małym kolegom skrobać sie i łaskotać po piętach. Ząda tego absolutnie co dnia. Wyjątkowo od tego i owego przyjmuje okup: pół złotego albo złotego. Niektórych chłopców wysyła na żebraninę aby sam miał za co iść do kina... i opłacić nocleg w miejskim domu noclegowym....
W niedzielę wraz z dwoma kolegami zwabił z ulicy do schroniska YMCA dwóch chłopców wiejskich. Tu zaczął się ze swymi kolegami z nich naśmiewać, a wreszcie razem w trójkę zgasili światło i poczęli wiejskich chłopców bić... Jeden z tych wiejskich chłopaków błagał ich na klęczkach: Panowie, dajcie spokój... Zgodzili się pod warunkiem, że im zapłaci 50 gr. Gdy wyjął portmonetkę, wyrwali mu ją z rąk - ale było w niej tylko 50 gr. Potem wypuścili chłopców.
Wspaniały obraz chłopca włóczęgi tego rodzaju, który w dążeniu swym do przywództwa... zostaje lichwiarzem i pożyczając głodnym kolegom chleb za "wysokim wynagrodzeniem", powoli w sieć swej władzy bardzo sprytnie (w tych opisywanych przypadkach mamy do czynienia z manipulacją otoczeniem - przyp. A.O.) łowi wszystkich, a następnie nadużywa tej władzy w podobny sposób. - daje G. Biełych i L. Pantelejew w powieści pt "Republika Szkid" Warszawa 1928. Czytamy tu na str. 120 - "Słanajow... - kiedy okazało się, że ma więcej chleba, aniżeli potrzebował, zaczął sobie pozwalać na różne kawały. Dla przyjemności zmuszał "niewolników" do śpiewu i tańca... Często leżąc w łóżku, podnosił nagle swą błyszczącą gębę i wołał głośno: - Ej, Kuzia! mój niewolniku!". Kuzia pokornie wybiegał spod kołdry i drżąc z zimna, oczekiwał rozkazów. Wtedy Słajanow, spoglądając wyniośle na sąsiadów., mówił - Kuzia podrap mi pięty. Kuzia drapał. - Nie tak djable, niżej; nie skrob tak, a ostrożnie - rozkazywał Słajanow, prężąc się jak kot sybirski i chichocząc z zadowolenia. Co wieczór, płacąc chlebem, wynajmował sobie bajkarzy, którzy musieli opowiadać mu bajki, póki nie zasnął.
Dochody Słajanowa wzrastały. Codzień dostawał chleb prawie całej szkoły, półtora do dwóch pudów i żywił starszych. (Oczywiście by sobie ich zyskać i by nie przeszkadzali w nadużyciach popełnianych na młodszych kolegach - przyp. J.K.) Starsi za to, robili mu owacje, nazywali go "Złotym cielcem" i "Królem chleba".
4. Szymon A. lat 16, garbaty. Rodzice zmarli. Chłopiec podaje w lecie piłki w Podgórzu, sypia pod trybunami, a w zimie w kotłach asfaltowych. Przyłączył sie do grupy włóczęgów YMCA niedawno. Lubi przyglądać się temu co robią chłopcy. Siedzi i roziskrzonym wzrokiem śledzi grę chłopców w guziki o grosze. Wydaje głośne okrzyki zadowolenia lub oburzenia. Na moje zapytanie, dlaczego nie gra, odpowiada, że grę bardzo lubi, ale nie ma pieniędzy. Daję mu dwie monety dwugroszowe, zachęcając go, aby grał. Pieniądze bierze, ale na grę nie może sie zdecydować. Na ponowne pytanie, czemu nie gra, odpowiada, że grałby, bo chce wygrać, ale bardziej boi się, że przegra te cztery grosze, ostatecznie nie może sie zdecydować i po pewnym czasie odchodzi od grających. Obserwacje te poczynił p. Juliusz Szymański z Państwowego Seminarium z którym wspólnie pracowałem w YMCA.
5. Kazimierz S. lat 15 typowy "agar" (włóczęga - przp. A.O.). Ujrzałem go na ulicy, gdy bił chłopców - włóczęgów, przychodzących do YMCA. Gardzi nimi. W jego przekonaniu "wolnego agara" są to "faje" (niedołęgi) i zdrajcy. Dlatego ich bije. Zawsze uważa się za coś bez porównania wyższego. Żebrać pójdzie niemal wyjątkowo w czasie srogich mrozów, albo gdy jego starsi "towarzysze" nic nieukradną. O pomoc nikogo prosić niebędzie. Woli walczyc z policją, okradać chłopców i naiwnych, brać udział w rabunkach. Dumny jest, że darzą go zaufaniem. Uważa to za wielki zaszczyt.
6. A teraz podam jeszcze jeden przykład z życia szkolnego. W pismach codziennych niejednokrotnie pojawiały sie fotografie Zbyszka B. z okazji jego zaginięcia. B. okazuje namietne zamiłowanie do samodzielnych wycieczek po Warszawie i okolicach. Dlaczego uciekasz Zbyszku ? - zapytują go w Poradni Pedologicznej (Pedologia - psychol. nauka z przeł. XIX i XX w. zakładająca dostosowanie wychowania dziecka do jego naturalnego, biologicznego rozwoju - przyp. AO), dokąd go przyprowadziła matka. Bo ja chcę latać po Warszawie - odpowiada mały - bo ja muszę latać...
To "latanie" na własną rękę posiada jakiś nieprzeparty urok dla tego malca, w którym drzemią jakieś instynkty i zdolności przyszłego podróżnika, turysty, sportowca - rekordzisty... Chłopiec jest inteligentny, ( współcześnie wielu uciekinierów z syndromem poriomanii ma ineligencje powyżej przeciętnej - przyp. A.O.) stosunkowo dobrze rozwinięty umysłowo i posiada doskonałą pamięć, zwłaszcza w kierunku wszelkich wiadomości z dziedziny komunikacji. Zbyszek w wieku lat 4 już znał nazwy wszystkich tramwajów warszawskich i orjentował się świetnie w rozkładzie jazdy, tak, że czasami udzielał informacji dorosłym osobom... Ma on tak wielką cześć i uwielbienie dla środków lokomocji miejskiej, że idąc ulicą kłania się każdemu przejeżdzającemu tramwajowi i mówi: "Dzień dobry, kochany panie tramwaj!"
Interesują go również samochody i samoloty... Upilnować go bardzo trudno, gdyż jeżeli chodzi o ucieczkę i możność "latania", chłopiec jest niewyczerpany w chytrych pomysłach i zawsze umie wynaleźć coś takiego, coby zmyliło czujność opieki. Spacery z matką lub z babcią nie sprawiają Zbyszkowi przyjemności. To nie to samo - mówi - ja chcę latać sam!...
Skreślone powyżej sylwetki uciekiniera - wędrowca, włóczęgi - żebraka, włóczęgi - przywódcy, włóczęgi - kaleki, włóczęgi - opryszka to sylwetki bezdomnych dzieci - włóczęgów. Wybrałem te właśnie a nie inne z rozmysłu. Bezdomość jest bowiem czynnikiem który najbardziej wyzwala instynkt włóczęgowski dziecka, nie związanego uczuciowo z nikim i niczem... ani z rodziną której nie ma, ani z ojczyzną, ani z kościołem... ( Hanna Meuter "Die Heimlosigkeit" Jena, 1925 )
Nie przygarnął go bowiem nikt, a wręcz przeciwnie odpędzając go w sposób wprost nieludzki, budząc w sercu tylko żal, nienawiść, i rwąc w ten sposób nieświadomie ostatnie może nici, wiążące dziecko bezdomne ze społecznością i zmuszając tem samem niejako do włóczęgi.
(Przepisując ten tekst przypominają mi się dwaj chłopcy. Jeden z nich wychowywał się w rodzinie zastępczej, drugi w adopcyjnej. Obaj po kilku latach pobytu w rodzinach. Jeden po 40, drugi po 80 ucieczkach z domu, składają wniosek do Sądu, by umieścić ich w placówce opiekuńczej. Głębokie zranienia, utrata bliskich we wczesnym dzieciństwie, zaburzenia więzi, "chorobliwe" skłonności do włóczęgostwa są powodem, że dziecko staje się z wyboru bezdomnym, wyizolowanym, a często włóczęgą z syndromem zaburzeń psychicznych znanych jako poriomania. Dzieci te na polecenie narysowania bezpiecznego miejsca, malują bezludną wyspę. Ponieważ oboje z żoną wychowujemy w rodzinie zastępczej takiego "kandydata na włóczęgę", doświadczyliśmy że niektórzy specjaliści swoją "pomoc" rozpoczynają często od ustalenia winnych tego stanu rzeczy. To jest bardzo żałosne, a w przypadku rodziców zastępczych czy adopcyjnych, upokarzające. To są zachowania niedopuszczalne, bo wina, nie jest ani po stronie dziecka, ani po stronie opiekunów. Osobiste przeżycia skłoniły mnie do poszukwań materiałów dotyczących ucieczek dzieci z domu. W pewien sposób uparłem się, że w wielu przypadkach stany ucieczkowe mogą być związane z poriomanią, dromomanią, fugą, pędem wędrownym. Przepisywana książka, chciałbym aby była lekturą inspirującą do dalszych i głębszych poszukiwań i badań mających na celu pomoc rodzicom i opiekunom dzieci dotkniętych syndromem włóczęgostwa. - przyp. AO)
Jeno z pism łódzkich kreśli ponury, dantejski wprost obraz życia, pędzonego przez takie dzieci..., śpiące pod płotami, na pustych placach, pod schodami, po różnych zakamarkach, klozetach, piwnicach i wnękach bram. Nie najgorsze to jednak pomieszczenia...!
Są bowiem i inne budzące wprost grozę. Na końcu ul. Brzezińskiej np. leży odłogiem duże pole, na które wyrzuca się gnój ze wszystchich obór i stajen Łodzi. Gdy nadejdzie zima, gnieździ się tam kilkaset dzieci ulicy, zbiegając się wieczorami ze wszystkich dzielnic miasta. Gnój jest wszak - jak wiadomo - dobrą ochroną przed chłodem, więc zakopują się tam, aż po szyję, by spedzić w cieple noc.
Inni znów nocują w psich budach, zaprzyjaźniają się ze zwierzętami, którym czasami przynoszą kości i śpią wraz z nimi na słomie rojącej się od robactwa. Śpią także i na śmietnikach. "Arystokracja" zaś nocuje u wylotu ulicy Tramwajowej, w pewnej małej drewnianej szopie, pozostałej po jakiejś budowie przed laty.
W stojącej dziś pustką szopie zbiera się około 30 chłopców, którzy przebywają tam w nocy, mocno przytuleni jeden do drugiego, gdyż tak jest cieplej. Smród tam i zaduch nieprawdopodobny, gdyż chłopcy zatykają szmatami wszelkie szpary.
Rzecz najciekawsza jednak, że dzieci te patrzą na każdego, ktoby chciał je wyciągnąć z tych strasznych barłogów i dać im dach nad głową, jedzenie i czystą bieliznę, jak na wroga.
Zbyt silnie już zrosły się ze swym trybem życia, przyjaźnią się z suterenami, złodziejami, prostytutkami; uczą się od nich wszelkich zbrodni, a często pomagają mistrzom swym.
* * * * * Zresztą potwierdzenie prawdziwości uwag, poniżej wypowiedzianych, a wysnutych z dwuletniej obserwacji, znaleźć można w ostatnich pracach teoretyków takiej miary , jak Karol Broich i J. Schroter , (Karol Broich: "Philosophie und Soziologie der Heimatlosigkeit" - Katholische Monatsschrift fur Orientierung in der Gesamten Padagogik Jahrgang, 1932, str. 118 i następne J. Schroteler: " Philosophie und Soziologie der Heimat" str. 241 - 266) - i utworach literackich, w których genialna wprost intuicja pisarza, oparta niejednokrotnie zresztą o materiał z przychodni wychowawczych, pozwala na tak głębokie wnikniecie w duszę dziecka, na jakie nie zawsze zdobyć się może suchy naukowiec. Mam na myśli powieści G. Biełycha i L. Panfelejewa "Republika Szkid" , Stanisława Szpotowskiego "Ludzie bez miejsca na świecie" , szkice Haliny Górskiej "Nasi najtrudniejsi" itp. (G. Biełych. L. Pantelejew:"Republika Szkid" Biblioteka Groszowa Warszawa 1928; Stanisław Szpotański :" Ludzie bez miejsca na świecie" Warszawa 1933; Halina Górska: " Nasi najtrudniejsi" Przegląd Społeczny 1932 str. 164 - 166)
Z utworów tej autorki jedna krótka scena z "Przychodni" jest w stanie bardziej przekonać o prawdziwości powyższych wywodów, niż puste słowa. Przytaczam ją tedy. Odnosi się zresztą do dziewczyny włóczęgi, o tym jeszcze nie mówiłem:
..." A teraz - Stacha. Stacha sprawia nam wiele kłopotu. Stacha ma instynkt włóczęgostwa.
- Niech sobie pani wyobrazi - odpowiada jej zatroskana opiekunka - 10-cio letnie dziecko wraca do domu często o jedenastej - dwunastej w nocy. Nie można z niej wydobyć ani gdzie była, ani co robiła. Mówi, że sama nie wie. Ani głód, ani chłód, ani kary nie mogą jej od tego powstrzymać. W zimie nie miała butów, ani palta, ale to nie przeszkadzało jej; uciekła z domu. Raz omal nie zamarzła na śniegu! Byłam w poradni dla dzieci trudnych do prowadzenia. Wszystko na nic!
- No dobrze, niech ją pani przyprowadzi! I przyprowadzają mi Stachę. Jest na swój wiek wysoka i tak szczupła, że jej kościste ramionka zdają się przebijać sukienkę. Pociągła jej twarzyczka opalona jest na brązowo. Brunatne oczy, patrzące z pod zwichrzonej czupryny, mają żółtawe błyski jak u schwytanego w pułapkę zwierzęcia. Przykro mi trochę, że jest taka spłoszona i spogląda tak nieufnie. Czuję bowiem w gruncie rzeczy, jak od razu między mną a mną zawiązuje się coś jakby nić koleżeństwa. Mogę to przecież bardzo dobrze zrozumieć, że się musi uciekać za miasto, polami, gdzieś przed siebie. Ale obowiązek obowiązkiem, więc zaczynam:
- Powiedz Stasiu, czy ty nie wstydzisz się swego postępowania? Stacha milczy, ale po zuchwałym spojrzeniu jej żółtych oczu widzę, że nie wstydzi się ani trochę.
- Czy nie przyszło ci nigdy do głowy, jak bardzo muszą się o ciebie niepokoić twoi rodzice?
- Ja nie mam rodziców! - odburkuje Stasia.
Tak. Ona nie ma rodziców. Ma tylko babkę i wujka.
- No więc.. jak muszą się o ciebie niepokoić twoja babka i twój wujek!
- E, tam! Babka już jest taka stara, że ciągle śpi, a wujek zawsze powiada, że byłoby dobrze, żebyśmy wszyscy troje pozdychali......( niby babka, mój brat i ja) i nareszcie spadli mu z karku!
- Taak... mówię powoli, czując, że słowa dławią mnie trochę w gardle. Ale ... co to chciałam powiedzieć?... Zawsze to nieładnie, że wracasz tak późno do domu ...Możesz sobie nawet trochę wyjść za miasto, ale powinnaś wcześniej wrócić!
Wzruszenie ramion.
- A po co?
- Jak po co? Zjesz...
- Dadzą, albo nie dadzą.
- Odrobisz lekcje.
- Nie mam książek.
- No... czy ja wiem? Posiedzisz sobie trochę z babcią, pomożesz jej w gospodarstwie...
- Jak tylko wujek przychodzi do domu, to jej tak pomaga, że wszystko po kątach lata!...
Spuszczam głowę i milczę chwilę. Strasznie jest czasem trudno mówić moralne kazania.
- Tak... ale cóż tam robisz tak długo w polu, Stasiu? ...
Stasia znowu wzrusza ramionami i nie odpowiada. Wtedy przyciągam ją do siebie i łagodnie podnoszę jej głowę.
- Przecież raz to podobno o mało nie zamarzłaś. Bardzo byśmy się wtedy o ciebie martwili, dziewczynko. No powiedz mi, co tam robisz tak długo, Stasiu!
Brązowe oczy Stasi tracą swój żółty blask i robią się nagle łagodne i wilgotne:
- Chodzę tak sobie proszę pani , pod gwiazdkami...
- Chodzisz tak sobie, pod gwiazdkami...No to, możesz już iść, Stasiu...moja Stasiu..."
To też i w dalszych rozdziałach szkiców o dziecku -włóczędze, - głównie na materiale z życia bezdomnych dzieci - włóczęgów, zilustrowane będą pewne cechy charakterystyczne dzieci trudnych do prowadzenia - tego typu, - tam bowiem występują najbardziej wyraziście.
Próba podziału na typy, z punktu widzenia psychologiiZjawisko włóczęgostwa dzieci z różnych może wypływać źródeł. Psychologowie tej miary, jak Erich Stern (Dr Erich Stern: " Seelische Storungen und Schwererziehbarkeit bei Kindern und Jugendlichen" Breslau 1932) i Stefan Szuman ( Dr M. Lowy:" Schwererziehbarkeit und Verwahrlosung als Minderwertigkeitskomplex". Zeitschrift fur padagogische Psychologie 1931, z.3; Recenzja : Prof . Dr Stefan Szuman: "Oświata i Wychowanie" Warszawa ,1931, str. 938) stwierdzają, że mogą to być czynniki zarówno endogeniczne, jak egzogeniczne. Dr. Szuman wyróżnia:
1) wpływ wieku (np. dojrzewanie)
2) wrodzone skłonności
3) wpływ otoczenia
4) wpływ chorobyW pewnych przypadkach genezy można doszukiwać się w sferze kompleksu niepełnowartościowości, szczególnie gdy chodzi o dzieci bezdomne.
Na ogół jednak czynniki endogeniczne łączą się i splatają z egzogenicznymi i wtedy otrzymujemy dość skomplikowany zespół przyczyn, powodujących włóczęgę dziecka. Zależnie od tego, z jakich źródeł płynie włóczęga dzieci, można je podzielić na pewne typy. Z grubsza przeprowadzając klasyfikację, wyróżnić należałoby najpierw dwa typy zasadnicze: patologiczny i normalny.
A. Typy patologiczne.Do typu patologicznego należą dzieci-włóczęgi, u których popęd do włóczęgi zjawia się na tle chorobowym. Włóczęga dziecka tego typu nosi charakter " popędowego czynu patologicznego". Dziecko bez zastanowienia się, wbrew interesom otoczenia lub interesom własnym postępuje w sposób nieprzeparty, nagle powzięty, niezgodny z jego zasadami moralnymi. Dziecko pozostaje wówczas w stanie endogenicznego zamroczenia. (P.Schroder: Kindliche Charaktere und ihre Abartigkeiten" Breslau 1931. str 227)
Najjaskrawszą cechą włóczęgi patologicznej jest nieodporny przymus, do tego nieświadomy, bezcelowość włóczęgi, jej charakter popędowy. Dzieci w takiej sytuacji okazują dziwny niepokój i brak zdolności do rozwagi. Opanowuje je trwoga i przygnębienie, nie mające dostatecznego uzasadnienia w obiektywnych warunkach otoczenia, aż wreszcie, wśród wszelkich znamion nieodpornego przymusu, następuje wyładowanie w postaci nieznającego hamulców popędu do ruchu.
"Szczególnym wariantem stanów zamroczenowych są tzw. ucieczki dzieci histerycznych, które staniwią jedną z licznych odmian popędu włóczęgowskiego dzieci neuropatycznych i psychopatycznych. Dziecko nagle ucieka z domu lub ze szkoły, błąka się na wpółprzytomne po okolicy, ażeby wrócić po kilku godzinach lub dniach, samoistnie, albo sprowadzone przez policję, nie zdając sobie zupełnie sprawy, co się z nim przez ten cały czas działo. (Dr Wł Sterling: "Dziecko epileptyczne" Warszawa 1930 str. 15 i 17)
Często też okazuje patologiczna włóczęga iteratywność i cykliczność ( periodyczność ucieczek).
Symptomatologia włóczęgi patologicznej przedstawia, jeśli chodzi o jej ustalenie, pewne trudności z dwóch względów, które omawia dr J. Kretz w pracy pt. "Psychologia włóczęgi w wieku dziecięcym i młodzieńczym". (Dr Józef Kretz: "Psychologia i patologia włóczęgi w wieku dziecięcym i młodzieńczym". Lwów, 1914 oraz Prof. dr Leon Wachholz: "O zaburzeniach umysłowych u dzieci i młodzieży" Lwów - Warszawa 1927) Wzgląd pierwszy to fakt, iż włóczęgostwo do pewnych granic jest jeszcze zjawiskiem normalnym. Wzgląd drugi to fakt, że włóczęgostwo jest tylko jednym z symptomów w różnych kompleksach chorobowych.
Oswald Stier w dziele pt. " Wandertrieb und Pathologisches Fortlaufen bei Kinder" podaje taki szereg momentów, pozwalających włóczęgę normalną odróżnić od patologicznej.
Momenty zewnętrzne
1) stan pogody, pora roku( tj. czy ucieczka nastąpiła w warunkach zachęcających do swobodnego pobytu na wolnym powietrzu, czy też takich, wśród których normalnie dom przedstawia raczej dla dziecka miłe schronienie);
2) czy dziecko opuściło dom; względnie szkołę samo czy w towarzystwie ( choć, jak zobaczymy, moment ten nie zawsze rozstrzyga o charakterze włóczęgi, chociaż włóczęga w ogóle, a histeryczna w szczególności ma własność zarażenia, a więc skupienia się towarzystwa);
3) cel włóczęgi tj. czy kresem jej jest miejsce skądinąd dziecku znane (np. dom krewnych, znajomych, przyjaciół), czy też obce mu całkiem; na chybił trafił obrane, bez świadomości położenia, kierunku i przeznaczenia;
4) czy w powtarzających się wypadkach włóczęgi cel pozostaje zawsze ten sam, co by - wg Stiera - wskazywało wyraźnie na patologiczny charakter włóczęgi ( moment ten jednak sam przez się nie wystarcza);
5) okoliczności towarzyszące tj. warunki, w których ucieczka nastąpiła ( np. czy pośród zabawy, pracy, obiadu - po szkole, czy podczas godzin szkolnych, czy w ubraniu uporządkowanym, czy też np. bez kapelusza, marynarki, butów itp.)
6) czy bez przygotowania świadomego, czy też z pełną świadomością;
7) moment trwania i częstotliwość, tj. moment recydywy wypadków włóczęgi, co jedna według Stiera, nie zawsze musi świadczyć o patologicznym charakterze włóczęgi.Momenty psychologiczne
1. Włóczęgę uznać można z a zjawisko "normalne", jeśli za pomocą niej uciekający spodziewa się uzyskać stan choćby chwilowo przyjemniejszy od tego, w jakim znalazłby się, pozostając w domu czy w szkole; więc gdy sprawa przedstawia się tak, że z jednej strony staje: obawa kary, ciasnota warunków domowych, nuda itd., a z drugiej perspektywa swobody, zabawy, pięknej natury, ruchu, barwnej rozmaitości życia na ulicach wielkiego miasta itp.
2. "Patologiczną" natomiast staje się włóczęga, jeśli nie ma żadnego widocznego motywu świadomego, jeśli przygody błądzącego w porównaniu z wygodniejszym może domem rodzicielskim przynieść mogą tylko bolesne i smutne przeżycia. Tak wałęsają się w stanie chorobliwym wszystkie te dzieci, które o głodzie i chłodzie tygodniami całymi nocują po piwnicach, na strychach i nie odnajdują drogi do domu, gdzie czeka na nie przebaczająca miłość i piecza macierzyńska, następnie te, u których nawet groźba tak dotkliwych kar, jak internowanie w zakładzie poprawczym, nie stanowi dość skutecznego hamulca wobec popędu do wałęsania się, jako też wreszcie i takie dzieci, u których słabe już groźby lub drobne zdarzenia, jak np. lekka nagana ze strony nauczyciela czy naigrywanie się kolegów, staje się dostatecznym motywem do ucieczki.Ogólny stan dziecka - włóczęgi
Ogólny stan :1) habitus cielesny, 2) habitus duchowy, to również doniosły moment diagnostyczny, pozwalający odróżnić włóczęgę normalną od patologicznej.
Przejdźmy obecnie z kolei do opisów tego rodzaju wypadków patologicznych włóczęgostwa dzieci i młodzieży.
Erwin Muller - Feilitzsch w Chowanna, 1931 zeszyt I, str. 27 podaje szereg głęboko i subtelnie zanalizowanych przykładów patologicznej włóczęgi u młodzieży. Uważa, że popęd do włóczęgostwa może mieć czworaką formę wyrażania się na zewnątrz. Może to być:
1. popęd do włóczęgi o podłożu psychasteniczno - degeneratywnym
2. popęd do włóczęgi o podłożu epileptycznym
3. popęd do włóczęgi o podłożu histerycznym
4. popęd do włóczęgi na tle obrażeń głowy itp.Na str. 28 podaje też symptomy swoiste dla każdej z form.
Oto klasyczny przykład patologicznej włóczęgi, który podaję z pracy dr Władysława Chłopickiego " Z dziedziny psychologii wieku dziecięcego"
..." Chłopak J. Z., lat 10, uczeń IV klasy szkoły powszechnej ( badany i opisywany przez dr J. Horodeńskiego), z którym zwrócili się rodzice do kliniki ze skargami, że samowolnie na parę dni oddala się z domu i często nie przychodzi do domu nawet na noc... do szkoły zaczął chodzić w siódmym roku życia. Uczył się dobrze. W domu był posłuszny, grzeczny, polecenia chętnie spełniał. Pod koniec poprzednich wakacji ( 1929r) chłopak bez porozumienia się z rodzicami opuścił dom z zamiarem udania się do krewnych; mieszkających w odległości około 40 km, skąd po 3 dniach przywieziono go do Krakowa furą. O sposobie dostania się do tak odległej miejscowości opowiadał różnie; raz, że przyczepił się do jadącego w tamtym kierunku autobusu, innym znów razem, że przysiadł się do jakiejś fury, a resztę drogi odbył pieszo. Za samodzielne opuszczenie domu dostał od ojca w skórę. Przez mniej więcej półtora roku nie opuszczał domu na czas dłuższy i rodzice sądzili, że syn ich stracił chęć do wędrówek. Tymczasem badany, jak sam podaje, bardzo często wychodził z domu na kilka lub kilkanaście godzin i szedł bez żadnego widocznego celu na błonia, do parków, "żeby wyhasać się", pędził po błoniach, przyglądał się, a czasami brał udział w różnych grach i zabawach dzieci, przypatrywał się niedostępnym mu jeszcze rozrywkom, jak wiosłowaniu, pływaniu i jeździe na rowerze itd.
Innym znów razem wędrował po ulicach miasta, oglądał wystawy sklepowe i brał udział w zbiegowiskach ulicznych. W ostatnim roku ze szkoły nie wracał już wprost do domu, lecz udawał się często na swoje spacery. Gdy go rodzice pytali, gdzie tak długo przebywał - tłumaczył się jakimś zajęciem w szkole lub pobytem u kolegi. W styczniu b.r. po skończonych lekcjach poszedł na rynek (Kleparski), tam przysiadł na jedną z fur z wioski, gdzie mieszkał jego stryj. W wiosce tej nigdy nie był i prócz stryja nie znał nikogo. Po przybyciu na miejsce, gdy go spytano o przyczynę tak nieoczekiwanego zjawienia się, odpowiedział, że z powodu panującej w szkole szkarlatyny nauki nie ma, i że rodzice kazali mu pojechać do krewnych. Ojciec miał go przy tym zaprowadzić na rynek i prosić gospodarzy jadących furami, by go zawieźli do stryja. Krewnym wydawało się podejrzane, że miał ze sobą książki szkolne, a gdy skomunikowali się z rodzicami chłopca, przekonali się, że rodzice nic o tych odwiedzinach nie wiedzą. Wówczas jeden z krewnych przyprowadził chłopca do Krakowa, a gdy byli już na podwórzu, chłopiec pod jakimś pozorem wymknął się i przyszedł do domu dopiero nazajutrz rano. Przed matką tłumaczył się, że bał się ojca i dlatego nie mógł przyjść do domu wcześniej.
W ostatnim czasie często nie przychodził do domu na noc. Przed rodzicami tłumaczył się, że nie chciał późno wracać do domu z obawy, żeby go nie bito. Nocował wtedy, mimo silnych mrozów, w ogrodzie w altanie, lub pod dachem, owinąwszy się w siano lub stare koce. Do domu przychodził rano, odrabiał pobieżnie lekcje i szedł do szkoły. W czasie tych wędrówek po krewnych i nocowania poza domem miał stale ze sobą książki i przybory szkolne. Nic ze swoich rzeczy nigdy nie zgubił.
Z usposobienia ma być prędki, ruchliwy, ojciec podaje "po dachach by gonił", zawsze wesoły, towarzyski, łatwo zawiera coraz to nowe znajomości. Jest lubiany przez kolegów, jednak często wszczyna z nimi bójki, z których niejednokrotnie wychodzi pokonany. Sińce i okaleczenia nie wstrzymują go od udziału w bójkach z silniejszymi od siebie. Zdolny, pojętny, ale w ostatnich czasach leniwy. Do szkoły uczęszcza pilnie, opuszcza naukę tylko wówczas, gdy udaje się na dalsze wędrówki. Kłamie w ostatnich czasach tak sprytnie, że starszą osobę potrafi wyprowadzić w pole. Podczas lekcji w szkole zajmuje się wszystkim innym, tylko nie lekcją, rozmawia z innymi dziećmi, opowiada im anegdotki. Ostatnio np. podczas lekcji powiedział koledze, że te okruszyny, które nauczycielka każe zbierać, to chyba sobie zabiera; to miało być bezpośrednim powodem, dla którego nauczycielka zażądała od rodziców umieszczenia go w zakładzie.
Matka podaję, że chłopiec od roku stal się bardziej nieposłusznym, nieznośnym i zaczął okłamywać rodziców. Ostatnio szedł tam gdzie matka pracuje i bez jej wiedzy prosił, by mu dano dla matki 50 gr. lub inną drobną kwotę. Koledzy widzieli go często zajadającego cukierki lub czekoladki. W domu nie zauważono, aby brał po kryjomu pieniądze lub jakieś inne rzeczy, które by mógł spieniężyć, podejrzanym jednak wydaje się matce ten szczegół, że często prosił o pieniądze na zeszyty. Czasami, gdy badany wracał z opóźnieniem do domu i spodziewał się ostrzejszej wymówki, klękał przed obrazem i głośno się modlił:" Boże! Czemuś mnie takiego łotra stworzył!? Panie Boże dopomóż, żebym był dobry, żebym nie kłamał, żebym słuchał rodziców, żebym się zmienił, Panie Boże pozwól, ażeby ten czarny, który mnie opętał, odszedł już ode mnie" itp.
Stan somatyczny. Badanie stwierdza: wzrost odpowiadający wiekowy; budowa wątła, ożywienie podupadłe, skóra i widoczne błony śluzowe blade; gruczoł sercowy namacalny, niepowiększony; kondycja raczej dysplastycza; stygmatów zwyrodnienia, asymetrii brak; narządy wewnętrzne oraz stan neurologiczny bez zmian.
Stan psychiczny. Psychicznie zorientowany w czasie, miejscu i otoczeniu dobrze. Badanie inteligencji wykazuje Ii=100. Na pytania odpowiada sprawnie. Personalia swoje podaje dokładnie. Oddalał się z domu, żeby zabawić się lub żeby przyjrzeć się, jak się inni bawią. Było mu tam na ulicy i na Błoniach tak dobrze, że zapomniał, że jest już późno i trzeba wracać do domu. Pobyt swój poza domem zawsze starał się możliwie jak najbardziej przedłużyć. A gdy już wracał do domu, ogarniał go strach, że dostanie od rodziców bicie, albo w najlepszym razie czeka go ostra wymówka. Strach ten wzrastał w miarę zbliżania się do domu, a przed samym wejściem do mieszkania był tak wielki, że często chłopiec zawracał z pod drzwi i chodził po mieście jeszcze czas jakiś, a dopiero, gdy przemógł ten strach, przychodził do mieszkania albo szedł nocować gdzie indziej, np. na strychu lub w altanie ( mimo wielkiego zimna).
Pierwszy raz oddalił się na czas dłuższy z domu, chcąc udać się do swoich krewnych, by tam zabawić się z rówieśnikami. Ostatnio oddalił się na czas dłuższy do krewnych wówczas, gdy w szkole otrzymał złą notę, z obawy, żeby go ojciec nie bił. Podaje przy tym, że ojciec często i mocno bił, co zdaje się nie odpowiadać prawdzie.
Dla lepszego zapoznania się z warunkami najbliższego otoczenia badanego, lekarz udał się do mieszkania jego rodziców. Warunki mieszkaniowe, jakie tam stwierdził, są wprost opłakane. Wystarczy nadmienić, że w małym, jednopokojowym mieszkaniu mieszczą się dwie rodziny, razem dziewięć osób. Ojciec dziecka cały dzień zajęty jest ciężką pracą fizyczną na utrzymanie rodziny. Matka też często chodzi na zarobki, w chwilach zaś wolnych nie lubi pozostawać w domu, lecz wychodzi na "pogawędkę" do sąsiadek. Bliższe wejrzenie w sposób życia i warunki mieszkaniowe tej rodziny pozwala zrozumieć, jak mało siły atrakcyjnej posiada ten ośrodek zycia rodzinnego dla swoich członków, a zwłaszacza dla dzieci.
******W naszym przypadku wędrówki parodniowe, nocowanie na mrozie w altanie itd. nie dadzą się wytłumaczyć wyłącznie trudnymi warunkami mieszkaniowymi.
Gdy chodzi o wytłumaczenie takiego samowolnego kilkudniowego oddalenia się dzieci w wieku naszego chłopca, to z lekarskiego, biologicznego punktu widzenia, należy mysleć w tych przypadkach o możliwości istnienia objawów poważniejszego schorzenia, jak np. epilepsji, schizofrenii wieku dziecięcego lub też objawów nie zawsze groźnie przedstawiającej się psychopatii ustrojowej.
Ucieczki dzieci epileptyków, tzw. fugi epileptyczne, które charakteryzuja się tym, że chorzy nie zdają sobie sprawy z tego co robią, gdzie i pozo wychodzą z domu, gdyż czynią to w zamroczeniu. Nie pamiętają również tego, co się w okresie zamroczenia z nimi działo. Takie ucieczki obserwujemy zazwyczaj u osobników, u których przeważnie spotykamy najistotniejszy objaw epilepsji tzw ataki epileptyczne z utratą przytomności, upadaniem i drgawkami.
Dr Władysław Sterling w pracy pt "Dziecko epileptyczne" Warszawa 1930 str 15.16) pisze o tym:
Napady włóczęgostwa (tzw poriomania lub fuges wg autorów francuskich) stanowią u epileptyków szczególną odmianę stanów pomrocznych. Jest to jeszcze jedno ukształtowanie popędu włóczęgowskiego, który czerwona nicią przewija się poprzez wszystkie niemal dziedziny psychopatologii wieku dziecięcego i młodzieńczego.
Dzieci oddalają sie od domów, błądzą bez celu po mieście, nocują pod gołym niebem, wchodzą do obcych domów, nie wiedząc dlaczego i poco, albo wędrują, żebrząc, w obcych sobie stronach. W ich niezwykłym zachowaniu uderza wtedy znaczna ociężałość umysłowa: nie potrafią podać swego nazwiska i miejsca zamieszkania, nie wiedzą, gdzie się znajdują, na inne pytania jednak odpowiadają właściwie, a podczas podstawowych czynności życiowych np ubierania, rozbierania się, jedzenia itp zachowują się zupełnie roztropnie. Po kilku godzinach (czasami minutach - przyp AO), dniach, a nawet tygodniach przytomność wraca - i wtedy dziecko samo najbardziej zdumione jest, skad się wzięło w cudzym domu , w nieznaej sobie miejscowości i pomiędzy obcymi ludźmi.
(Przy czym te, krótkie stany mogą być impulsem do późniejszego, świadomego wędrowania i życia poza domem. Te krótkotrwałe napady i ucieczki mogą przeobrazić sie w nawyk i uzależnić dziecko od takiego trybu życia. Do naszej rodziny zastępczej trafił chłopiec, który wychowywał sie do czwartego do szóstego roku życia na ulicy, gdy zamieszkał z nami, pierwsze ucieczki w wieku 9 lat traktowaliśmy jako przejaw demoralizacji, jednak za doradą znajomej lekarki, wykonaliśmy badanie EEG, które wykazało padaczkę skroniową z patologią lewego płata skroniowego. Chłopiec leczony przez kilka lat Neurotopem nadal uciekał, dwa razy był hospitalizowany na oddziale psychiatrii dzieciecej. Wydaje się, że objawy padaczkowe ustąpiły, ale pozostał zwyczaj, nawyk reagowania ucieczką na każde większe niepowodzenie lub zagrożenie. Reagowanie ucieczką również na pytania dotyczące głębszych pokładów w psychice dziecka oraz reagowani na zbyt bliską więź, jako reakcja na pojawiające się uczucie przyjaźni i sympatii. Im bardziej relacje stawały się ciepłe i życzliwsze tym większe skłonnosci do działań destruktywnych w tym, lub zwłaszcza do dłuższych ucieczk przyp - AO)
Swoiste zupełne zaburzenie świadomości czyni tu możliwym, że dziecko pomono ciężkiego uszkodzenia procesu kojarzeniowego, zachowuje pełne zrozumienie faktów świata zewnętrznego i trafnie wyprowadza pewne wnioski, jak np widoczne jest przy skomplikowanych czynnościach podczas podróży.
Jeden z moich pacjentów, 13 letni epileptyk, zawędrował kilka miesięcy temu aż do Skierniewic, skad policja odstawiła go do domu rodzicielskiego w Warszawie.
W innym wypadku 12 letnia dziewczynka zawędrowała po długim błądzeniu po mieście w stanie przyćmionej świadomości do ocego domu i mieszkania, tam nie umiała podać żadnych wyjaśnień o swej osobie, nazwisku, miejscu zamieszkania i celu złożonej wizyty. Początkowo posądzono ją o chęć kradzieży, ale wkrótce z wyglądu dziewczynki i dziwacznego jej zachowania się wywnioskowano o chorobliwym stanie jej psychiki i zatrzymano na noc. Nad ranem dnia nastepnego wystąpił napad ogólnych drgawek, po których przytomność całkowicie powróciła.
Oddalania się od domu dzieci schizofrenicznych są również dla nas niezrozumiałe i nieumotywowane, ale z innych powodów, głównie z powodu rozkojarzenia ich psychiki, trudnego kontaktu z nimi oraz niemożności wczucia sie w ich przeżycia. Ich całe zachowanie się i postępki są dla nas zazwyczaj czymś zagadkowym i dziwacznym z powodu rozszczepienia się ich psychiki w zakresie myśli, uczucia i woli.
Inne są oddalenia się z domu dzieci psychopatycznych. Wypływają one z istoty psychopatii ustrojowej. Psychopatia ustrojowa albo, jak inni nazywają konstytucja psychopatyczna, oznacza takie anomalie psychiki, które nie są jeszcze jakąś określoną chorobą umysłową, ale stoja na pograniczu między zdrowiem a choroba psychiczną i polegają na nierównomiernym rozwoju poszczególnych składnikówpsychiki; wynika stą zmniejszona sprawność i mniejsza wartościowość układu nerwowego. Anomalie te, z jednej strony, zlewają sie niepostrzeżenie z tym, co zwykliśmy określać jak norma psychiczna, z drugiej zaś nasilenia ich prowadzą do głębokich zaburzeń psychiki, do stanów psychopatycznych. Otóż ucieczki z domów psychopatów są wyrazem nierównomierności i nieharmonijności rozwoju ich psychiki, ich niemożności dostosowania się do ram zakreślonych im przez życie i wychowanie, jednym z objawów prymitywnego wyłamywania się z takich ram.
Naszego chłopca musimy zaliczyć do tej ostatniej kategorii. On sam najdokładniej zdaje sobie sprawę z tego, gdzie i poco udaje się na swoje wędrówki. Zdaje sobie ponadto dokładnie sprawę z tego, że jego wędrówki są rzeczą złą. Stara się od nich powstzrymać. Przyrzeka rodzicom, że więcej już tego nie powtórzy. Modli sie do Boga, żeby się zmienić. Wie, że za niewracanie do domu czeka go kara. Robisobie nawet postanowienie, że będzie inny, lepszy. Z chwilą jednak, gdy tylko wyjdzie z mieszkania lub przyjdzie takachętka na niego, zapomina o wszystkim, wybiega na ulicę i pędzi. Uwidocznia się w tym brak harmonii w psychice tego chłopca, walka z popędami do wydalenia sie z domu, które przecież go opanowują i zmuszają do wykroczeń coraz większych. Charakterystyczny jest przy tym szczegół, że w tych swoich dalekich wędrówkach do nieznanych dla siebie okolic chłopak wykazywał tyle energii, inicjatywy idzielności, na ileby się w podobnych warunkach jego 10 - letni rówieśnicy, prawdopodobnie, nigdy nie zdobyli. To świadczy o tym, że niepożądany poped do wędrówek jest wyrazem pewnej biologicznej konieczności, głęboko osadzonej w ustroju tego chłopca, że wypływaze wzmożonego napięcia afektywno - popędowych przejawów jego psychiki, znajdujących ujście w prymitywnym wyładowaniu się pod postacią opisanych wędrówek.
Niekiedy włóczęga patologiczna trwa bez końca. Oto taki niezwykły typ młodocianego włóczęgi, żyjącego od dziecka na tułaczce między jednym a drugim więzieniem.
Życie Jóźwiaka od najmłodszych lat wypełnia włóczęgostwo, które stało się niejako jego nieuleczalną chorobą. Tak orzekli lekarze psychiatrzy, którzy go badali i poznali niezwykły jego życiorys. Jóźwiak, zostawszy w dwunastym roku życia sierotą, wyruszył bez grosza w swiat i czepiając sie pociagów, bądź ukrywając sie w wagonach towarowych i w przedziałach dla psów, dotarł do pólnocnych włoch, gdzie mieszkał jego stryj.
Chłopiec, zaznawszy swobody, niedługo był u stryja i w obawie przed jakąś karą, zbiegł na Korsykę.
Tu zaopiekował się nim jakiś oszust, który kazał się mu angażować do pracy, brać zadatek i uciekać w pierwszym zaraz dniu pozainstalowaniu się. W ten sposób opiekun - oszust z coraz pojętniejszym pupilem naciągnął bardzo wielu mieszkańców Korsyki. Aresztowano go i odesłano z powrotem do Włoch. Nieletni przestępca, nie chcąc wrócic do stryja, zbiegł przez Szwajcarię do Paryża, następnie znowu do Berlina i znowu do Francji. Tu zaciągnął się do Legii cudzoziemskiej i wyruszył do Afryki. Ni pobył jednak długo w szeregach Legii, zbiegł do Marsylii, a dostawszy się do więzienia, potrafił zmylić czujność dozoru i uciekł, ukryty w weglu na pokładzie okrętu do Salonik. Było to w czasie (I) wojny światowej. Jóźwiak, używając wielu fortelów i oszukując to władze wojskowe bułgarskie, to austriackie i niemieckie, zjawił się któregoś dnia w warszawie, gdzie doczekał się niepodległości i tworzenia wojska. Jako wojak stawił się do szeregów i przydzielony został do 33 p.p. Nie wytrzymał jednak długo w wojsku i zdezerterował. W nowej tułaczce po świecie zwidził Niemcy. I tu jednak nie zagrzałmiejsca i jakimś okrętem, zamieszany wsród podróżnych, dotarł do Gdyni. Na polskiej ziemi Jóźwiak zgłosił się sam do władz, odbył karę 6 miesięcy za dezercję, wrócił do pułku, ale znowu tylko poto, by po kilku tygodniach ulotnić się i przejść nową drogę: Niemcy, Francja, Włochy, Bałkany, Polska. Po tej wędrówce znowu zjawił się w pułku, znów odsiedział 6 miesięcy więzienia i znów zbiegł do Niemiec. Tymczasem w Niemczech aresztowano go i odstawiono do granicy Polski. W więzieniu poddano go badaniu psychiatrycznemu, po którym lekarz orzekł, iż stan patologicznego włóczęgostwa, w jakim Jóźwiak się znajduje, ogranicza do minimum jego poczytalność i wskutek tego czyni go niezdolnym do służby wojskowej.
Sąd Wojskowy skazał go na kolejne 6 miesięcy więzienia i - tym razem na wydalenie z wojska. Po odbyciu kary Jóźwiak nie musiał stawiać się w pułku i nie miał pokusy do ucieczki.
Czy jednak nie rozpocznie nowej włóczęgi ?...
Reasumując to wszystko, co powiedziałem o typie patologicznej włóczęgi dzieci i młodzieży przypomnę, po jakich cechach w świetle badań Stiera i Hellera poznać ją łatwo w praktyce. O Stier stwierdza, że z objawami włóczęgostwa patologicznego spotkać się możemy:
1. u dzieci psychicznie upośledzonych - cechy: a) spotęgowana pobudliwość na zewnętrzne bodźce, b) upośledzenie w rozwoju pojęć otamowawczych;
2. u dzieci psychopatycznych - cechy: a) zwiększona afektywność; skłonność do lęku, b) nadmiernie bujna wyobraźnia (dzieci hiperfantastycznych, c) niedorozwój poczuć moralnych na tle degeneratywnej konstrukcji (kradzieże, hulanki, rozpusty).Według T. Hellera występuje włóczęga patologiczna na tle:
1. Epilepsji: a) włóczęga w stanie zamroczenia umysłowego, b) bez zamroczenia, w stanie epileptycznego przygnębienia, c) włóczęga "impulsywna ucieczka" - zastepująca nieraz atak epileptyczny.
2. Oólnej psychastenii. (Pod wpływem psychopatycznej konstutucji, związanej ze stanami przygnębienia i wybuchami afektów).
3.Hipertynii (nadmiar emocjonalności, wybuchów radości itp.)
4. Histerii.Czytamy o tym u wspomnianego już J Kretza oraz w "Podtypach Raecke'go" Ueber epileptische Wanderzustande" Archiv fur Psychiatrie und Neurologie. XLIII, str 398 i n.
Nie zawsze jednak "włóczęga" dziecka ma charakter patologiczny. Niejednokrotnie spotykamy bowiem typy włóczęgów, których stanowczo do tej pierwszej grupy zaliczyć nie można.
Takiego zdania są A. Simon i K. Seelmann w "Z praktyki szkolnej" w przekładzie. A. Rondthaler, pt "Psychologia indywidualna Alfreda Adlera" oraz Alessandrina Ravizza w "Moi złodziejaszkowie" w przekładzie z włoskiego Elesta.
Włóczęga może być więc i czymś normalnym, Jakkolwiek w niejednym wypadku trudno będzie ustalić granicę między tym, co normalne, a tym, co patologiczne. Włóczęga bowiem należy do tych zjawisk życia dziecięcego, które stoją na pograniczu, między psychologia normalną a psychopoatologią. Wśród dzieci włóczęgów, których zaliczyć możnaby do typu normalnych, da się bez trudu wyróżnić kilka podtypów, zależnie od tego, jaki czynnik potęguje popęd do włóczęgostwa: wiek, środowisko, czy swoiste wrodzone czynniki.
******
B. Typy normalne.Nie w każdym okresie życia zjawia się u młodego osobnika skłonność do włóczęgostwa w jednakowym stopniu. W pewnych okresach rozwojowych skłonności te przybierają na sile, w innych słabną. Widać to bardzo wyraźnie gdy tylko rzucimy okiem na szeregi dzieci włóczęgów w tym lub innym schronisku - kiedy się znajdziemy przypadkowo wśród tej "bandy". Uderza nas to samo, kiedy przeglądamy tabele statystyczne przypadków włóczęgostwa młodzieży w poszczególnych latach jej życia, lub w końcu, gdy czytamy tak częste w dziennikach notatki o jej uciekinierstwie, czy włóczęgach. Związek pomiędzy wiekiem a pociągiem do włóczęgostwa staje się podówczas czymś zupełnie jasnym, zrozumiałym, wprost oczywistym.
Pociąg do włóczęgi bardzo rzadko budzi się u dziatwy w okresie średniego dzieciństwa, t.j. mniej więcej do siedmiu lat życia, a jeśli się to nawet dzieje, znajduje ujście w świecie iluzji, dokładnie mówiąc w świecie zabaw. Mały włóczęga podróżnik, wędrowiec, żeglarz i t.p. zadawala się w tym okresie samymi przygotowaniami (marzeniami - przyp. AO) do wyfrunięcia w daleki świat, który go dopiero zaczyna nęcić ku sobie. Na tym się narazie jednak wszystko kończy. Słabe dziecięce siły nie pozwalaja na przejście od marzeń i zabawy ku poważnej realizacji zamierzeń. Zabawa jest dla dziecka rzeczywistością. Pełne szczęścia, pochłonięte "zabawową" realizacją swych planów, zapomina o wszystkim innym. Nie przeczuwa wprost , że istnieje i inny sposób realizacji własnych zamierzeń - realizacja ich na serio w świecie rzeczywistym.
Postawa dziecka wobec rzeczywistości zmienia sie jednak zasadniczo w okresie gdy dziecko jest starsze na inną, jak dawniej, nową chociaż równie naiwną i dziecięcą Po siódmym, mniej więcej, roku życia naiwne zabawy dotychczasowe poczynają coraz mniej interesować dziecko. Bajki zaczynają już być tylko nieprawdziwymi opowieściami. Następuje przejściowy okres kryzysu. Dawna pełna iluzji, magiczna wiara w marzenia została podkopana i dziecko musi szukać nowej wiary, nowego oparcia, w tym okresie realizmu.
Tym oparciem staje się obiektywna, umysłem opanowana i poznawana rzeczywistość. Dziecko chce coraz więcej wiedzieć, a nie nawiwnie bawić się. Umysł dziecka skierowuje się na fakty, zainteresowania zwracają sie ku przyrodzie żywej i martwej. Znika fantastyczne igranie, zjawia się na jego mieksce poszukiwanie, konstruowanie, majstrowanie. Zabawki dziecięce idą do kąta, a kieszenie, szafy, szuflady, stoliki dziecięce zapełniają się zbiorami, kolekcjami kamieni, motyli, monet, znaczków, roślin. Dziecko przemienia się w małego badacza, w początkującego przyrodnika - zaczyna dociekać, co się dzieje w przyrodzie, w świecie realnym.
Najwyraźniej fakt ten zaznacza się może w dziedzinie lektury dziecka. W wieku przedszkolnym ulubione były legendy, klechdy, bajki. Teraz zainteresowania dziecka zwracają się ku opowieściom o niezwłykłych zdarzeniach, które jednak w rzeczywistości mogły mieć miejsce. - Przygody Robinsona. Ideałem dziecka staje się w ten sposób coraz bardziej Robinson - symbol człowieka, który samodzielnie ujarzmia przyrodę, poznaje ją, podporządkowuje sobie.
Postać Robinsona, który tak dalekie zwiedził kraje, tylu doznał przygód, spędza dziecku wprost sen z oczu. Wabi je z nieprzepartą siłą w "daleki świat", swiat przygód, wędrówek. Staje się źródłem przeżyć wyobrażonych, których głównym, a tak ulubionym motywem są podróże, nadzwyczajne przygody, odpowiadające intensywności działania i potrzebie ruchu dziecka w tym okresie.
Paul Hazard w "Les liveres, les enfants, et les hommes" Paris 1932, zwraca trafnie uwagę na to, że dzieci, odsuwając od siebie z niechęcią w tym okresie książki dla nich pisane, przywłaszczają sobie dzieła wcale dla nich nieprzeznaczone: np "Robinson Crusoe" i "Podróże Guliwera". (Gdyby pan Paul dożył dzisiejszych czasów, bez wątpienia umarł by na udar mózgu z powodu rzeczy jakie czytają i ogladaja wspołczesne dzieci. Sceny brutalnej agresji i ostre sceny erotyczne są dzisiaj nieobce niejednemu dziecku. Jeden z wychowawców jednego z pogotowi opiekuńczych opowiadał mi, że dzieci po różnych traumatycznych przejściach oglądają tam, dla zabicia czasu, horrory czy thrillery. - przyp. AO)
Ale dziecięce plany włoczęgi i fantastyczne zamierzenia nie tak łatwe są do zrealizowania. Dziecko czuje to bardzo silnie. To też ogranicza się do lektury, o której wspomniałem, a do której pęd, od lat 10 - 12 poczynając, silnie się u niego potęguje.
Nie poprzestaje jednak na tym. Pragnie przynajmniej fragmentarycznej realizacji swych planów i zamierzeń także w świecie rzeczywistym i rozpoczyna ją od drobnych wypraw w świat.
Włóczęgi dzieci w tej fazie rozwojowej, fazie "robinsonady", mają właściwie dwojaki charakter. Z jednej strony są to typowe dla okresu robinsonady, zwykłe sobie wycieczki w przyrodę. Na wycieczki te wyruszają dzieci w wieku mniej wiecej lat 9 - 11, najchętniej w dobranej grupie rówieśników, bez towarzystwa starszych. Na takich wycieczkach bawią się, a ponadto obserwują i podpatrują np. życie zwierząt, zapoznają się z różnymi odmianami owadów, gadów, ptaków - poznają życie w lesie, na polach i łąkach. ( Współcześnie celem takich wycieczek są supermarkety, salony gier komputerowych, nowe osiedla mieszkaniowe, metro i.t.p.- przyp. AO)
Z drugiej strony są to analogiczne do pierwszych, ale bardziej skomplikowane włóczęgi fantastyczne. Tu powołuję się na dzieło Paula Schrodera "Kindliche Charaktere und ihre Abartigkeiten" str. 101. Dla określenia ostatnich lat późnego dzieciństwa, trwającego od dwunastego roku życia, - słusznie używa się w życiu potocznym, prócz określenia "lata robinsonowskie", jeszcze częściej, szczególnie w stosunku do chłopców, określenia "wiek indiański". Jest to uzasadnione swoistymi formami, w których wyraża się aktywność dzieci, a którą jeden z ojców trafnie w odniesieniu do swych synów, uczniów I i II kl. gimnazjalnej ( lat 10 i 11 ) scharakteryzował tymi słowami: ...łażą po dachach i wraz z psem - wilkiem nieustannie coś tropią i osaczają jakiegoś wroga...
Opowiada następnie jak to jego dwaj malcy zabawiali się kilka razy w "Robinsonów", aranżując wspólne wypady zbiorowe z kolegami... zabrawszy z domu kilka złotych, kije, namioty - zbiegli, jak się później okazało, za miasto i rozbili obóz. Chcieli żyć tak jak Robinson i walczyć z wrogami..., szukali przygód... ( Dobrze by było, aby idolem naszych dzieci był tylko Robinson i jemu podobni, współczesne dzieci, nawet nie bardzo wiedzą kim był Robinson... - przyp. AO)
Jak bardzo prawie każde dziecko marzy o wyprawach w "świat daleki" ilustruje chociażby wizytówka, jaką sporządził sobie dziewięcio letni synek dr. Hazarda Paula, na której pod imieniem i nazwiskiem dopisał "przyszły wielki podróżnik i odkrywca świata"; - ten sam chłopiec zapytany, czegoby najgoręcej pragnął odpowiada: "odkrywać tajemnicze wyspy".
Charakterystyczne różnice między wycieczkami krajoznawczymi a włóczęgami fantastycznymi wyrażone są bardzo silnie i wyraziście w poniższych wypowiedziach. Gra fantazji odgrywa nieco inną rolę.
...Dwie dziesięcioletnie uczennice bezposrednio po szkole idą same za miasto i dopiero wieczorem obcy sprowadzają je do domu...;
...Nieletni podróżnicy "naokoło świata". Na torze kolejowym pod Piotrkowem zatrzymał patrol policyjny dwóch dziesięcioletnich chłopaków, zdążających od strony Łodzi. Obaj chłopcy uciekli z domu rodzicielskiego, ażeby odbyć podróż naokoło świata. Narazie zrobili oni idąc torem około 50 kilometrów...;
...Nieletni Walter Schmalhofer. Uczeń piątej klasy szkoły powszechnej tak przejął się przygodowymi powieściami, które z zamiłowaniem czytał, że postanowił prowadzić życie "myśliwego" w okolicznych lasach. Pierwszym jego krokiem ku tej karierze było przygotowanie sobie dwu automatycznych pistoletów, którymi nie omieszkał pochwalić się przed kolegami. Równocześnie w lasach koło Mauer pod Wiedniem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jakiś nieznajomy myśliwy strzelał nietylko do zajęcy i saren, co jest surowo wzbronione, ale nawet do domowych królików, kur, kaczek i indyków tamtejszych mieszkańców. Doniesiono także, że ktoś strzelił do wiedeńskiego pociągu pośpiesznego, wybijając szybę, a pewien motocyklista złożył raport w komisariacie, że jakiś bandyta posłał mu kulę zza drzewa, na szczęście chybiając. Policja przeanalizowała te wszystkie "zamachy" i doszła do przekonania, że są one dziełem tego samego złoczyńcy, którego jednak mimo usilnych poszukiwań nie mogła wytropić.
Dopiero matka, po dłuższym przetrząsaniu lasu znalazła swego syna na drzewie i skłoniła go obietnicą przebaczenia, żeby się udał z nią do domu. I wszystko może byłoby się skończyło dobrze, gdyby nie przypadek. Idąc do domu, Schmalhoferowa z synem natknęli się na inspektora policji, który również szukał chłopca. Walter, dostrzegłszy z daleka mundur policyjny, dobył błyskawicznie drugi swój rewolwer z kieszeni i przyłożywszy do skroni strzelił. Kula utkwiła w mózgu, zabijając na miejscu miłośnika przygód.
...Przygody dziewięcioletniej podróżniczki. Policja została zaalarmowana niezwykłym wypadkiem. Z domu kupca P. znikła w niewytłumaczony sposób jedynaczka Hilda. Dziewczynka poprosiła matkę o pozwolenie zabawy przed domem z koleżankami i wkrótce miała wybrać się z matką i braciszkiem na spacer. Gdy pani P. zeszła po chwili na dół, Hildy juz nie było. Zrozpaczeni rodzice liczyli się z najgorszą ewentualnością, napróżno szukając dziecka. W trzy dni później nadchodzi telegram. Mała Hilda znalazła się cała i zdrowa. Odesłano ją do schroniska dla bezdomnych dzieci, do ojca zaś wysłano wezwanie, aby przybył odebrać córeczkę. I cóż się okazało? Oto Hilda, która w swym 9-letnim życiu nie słyszała nigdy o awanturniczych podróżach, ani nie czytała tego rodzaju lektury, nagle zapragnęła nieograniczonej swobody. Podczas nieobecności rodziców znalazła w biurku ojca kopertę z 20 markami. Ta olbrzymia, w jej pojęciu kwota sprowadziła na nią pokusę udania się w daleką podróż. Pod pretekstem zabawy z koleżankami zeszła na dół i wezwała taksówkę, którą udała się na dworzec kolejowy. Tam kupiła bilet. Po chwili zajechał pociąg. Mała Hilda zajęła miejsce w przedziale tuż przy oknie. Z zachwytem przypatrywała się krajobrazowi. Z podróżnymi prowadziła swobodną rozmowę, opowiadając im, że jedzie do Szczecina do krewnych. Nikt nie podejrzewał, ze rezolutna, pewna siebie dziewczynka poprostu dała drapaka z domu.
O północy przybyła mała Hilda do celu podróży. bez chwili wahania udała się do naczelnika stacji i oświadczyła mu, że przybywa w odwiedziny do swojej cioci, lecz z powodu spóźnionej pory nie chce jej budzić, prosi zatem o odprowadzenie jej do najbliższego hotelu. Nieprzeczuwający podstępu naczelnik kazał odprowadzić dziewczynkę do hotelu, w którym przyjęto małą Hildę z wielkim zdziwieniem.
Gdy nazajutrz po śniadaniu zeszła dziewczynka na dół i godzinami spacerowała po ulicach, a dopiero po południu, głodna i wyczerpana powróciła do hotelu, domyślono się istotnego stanu rzeczy. Z płaczem przyznała się Hilda do swej eskapady. Hildę umieszczono w schronisku dla bezdomnych dzieci. Nazajutrz przybył po nią uszczęśliwiony ojciec i odwiózł ją do Berlina.
... Poszukiwacze skarbów. Z Wilna donoszą, że pod Trokami zatrzymano dwóch chłopców, którzy uciekłszy z domu, wybrali się na poszukiwanie skarbów, spoczywającego rzekomo na dnie jeziora Trockiego. Na podstawie lektury powieści historycznych, chłopcy doszli do przekonania, iż w jednym z dziesięciu jezior trockich znajdują się klejnoty i złoto. Skarby te mieli zakopać Litwini w czasie oblężenia Trok przez Krzyżaków. Chłopcy udali się w drogę zaopatrzeni w prymitywne aparaty do nurkowania...
Jeszcze silniej występuje ten pęd do włóczęgi w okresie dorastania, między mniej więcej dwunastym a czternastym rokiem życia, kiedy to w okresie "cielęcych lat" budzi się instynkt gromadzki i pęd do zrzeszania się w tajemnicze "bandy", (subkultury młodzieżowe - przyp. AO) mające jak najbardziej fantastyczne cele. H. Vorwahl: "Psychologie der Vorpubertat". Berlin und Bonn 1929 str. 52,53 oraz Jan Kuchta "Rozwój psychiczny młodzieży a praca szkolna". Warszawa 1932 str. 27,28.
Przyczyną dodatkową nadmiernego pędu do włóczęgi jest tu niejednokrotnie lektura, kino, teatr, opowiadania. Silna chęć powtórzenia i osobistego przeżycia owych fantastycznych przygód, marzeń, a nawet snów działa przy tym tak mocno na dziecko, iż wobec niego znika mechanizm świadomej motywacji i refleksji.
A więc przyczyny włóczęgi fantastycznej w tym czasie są również łatwe do ustalenia. Są nimi: nader plastyczna i bujna wyobraźnia, tudzież skłonność do iluzji połączonej z niedostatecznym rozwojej krytycyzmu i rozwagi.
Łatwość i bezpośredniość, z jaką wyobrażenie przechodzi w motyw akcji i akcję sama wskazuje także na łatwy do zrozumienia, genetyczny defekt woli, niezdolność do opanowywania reakcji motorycznych.
Miłość do domu zaczyna w związku z tym niejednokrotnie walczyć bardzo silnie z chęcią ucieczki z niego. Nad ojkotropizmem dziecka, jak zauważa Stanley Hall, spotęgowanym przez lata pod wpływewm miłości do rodziców, otoczenia, a więc domu, zwyczajów, krewnych, przyjaciół, zwierząt, swobody zachowania się, poglądów i.t.p., słowem, wszystkiego tego, co składa się na owe czarowne w swojej treści wyrazy "ognisko domowe" - zaczyna brać górę ojkofugizm. W dziecku budzi się niejednokrotnie instynkt włóczęgowski, którego nie jest w stanie zwalczyć, i wiedzie do porzucenia domu. Dom wydaje się teraz ciasnym, ponurym, natomiast ulica, świat... wabi. Motywem porzucenia domu, pod wpływem tego instynktu stają się: chęć zabawy, głód ruchu, chęć przygód, życia samodzielnego (do lat dziesięciu bardzo silne w lecie, później po roku dziesiątym, co jest rzeczą bardzo charakterystyczną, na wiosnę), strach przed nudą, znieważone uczucia, gniew, silne pragnienie tego, by dowiedzieć się, czy się jest bohaterem, czy tchórzem...
Nadmiar fantastyki o której mówiłem powyżej, jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci umysłowo upośledzonych, pozbawionych zdolności do krytyki, biorących wszystko za dobrą monetę.
Największe nasilenie wskazuje jednak popęd do włóczęgostwa w okresie dojrzewania, t.j. między czternastym a osiemnastym rokiem życia, w tym okresie burzy i głębokiego fermentu w sferze uczuciowej, okresie tak łatwego oscylowania pomiędzy radością i smutkiem, zapałem a znięchęceniem, okresie przewagi uczuć ujemnych.
Zródłem tego jest, z jednej strony, zwrot ku własnemu wnętrzu duchowemu, skłonność do zastanowienia się nad sobą i wnikania we własna psychikę - z drugiej krytycyzm, przeciwstawienie sie woli starszych i opozycja przeciw nim, nieraz przybierają zresztą i ideowy charakter protestu przeciw bezdusznemu i przestarzałemu porządkowi świata. Młody człowiek uciekłby wówczas na jakąś wyspę odludną, gdzie nie byłoby śladów dzieśiejeszej cywilizacji, gdzie możnaby tworzyć nowe idealne społeczeństwo. (W przypadku dzieci uciekających z placówek opiekuńczych, z rodzinnych domów dziecka czy rodzin zastępczych mamy do czynienia z nakładającym się na pęd wędrowny syndrom zaburzenia więzi znany jako RAD - Reactive Attachment Disorder - a spowodowany utratą więzi z matką we wczesnym dzieciństwie - przyp. AO) A jeśli na wyspę taką dostać sie nie można, młody człowiek stara się wyrwać przynajmniej z ciasnej atmosfery codziennych drobnych obowiązków, szarzyzny i jednostajności życia, budzi się w nim tęsknota, by z ciasnych miejskich murów wydostać się na łono przyrody i żyć swobodnym, niczym nieskrępowanym życiem. Więcej na ten temat pisze dr St. Baley w książce "Psychologia wieku dojrzewania" Warszawa 1933.
******St. Baley, przeprowadzając analizę ucieczek i włóczęg młodocianych w okresie pokwitania stwierdza:
a) We wczesnej fazie pokwitanie może ucieczka i włóczęga pokwitającego mieć na wpół odruchowy charakter; niepokój wewnętrzny i rozdrażnienie szukają dla siebie ujścia i znajdują je w formie ucieczki do samotności. Oto często młodzian wychodzi z domu, niekiedy i na kilka dni, włóczy się gdzieś oddany swym myślom, czy marzeniom.
b) W późniejszej fazie pokwitania większą rolę odgrywać będzie wspomniana już wcześniej chęć uwolnienia się z więzów społecznych, ochota obcowania z przyrodą oraz romantyczne nadzieje przygód.Jedna i druga forma włóczęgi to znane włóczęgi romantyczne pokwitających.
Włóczęga romantyczna młodzieży w okresie pokwitania pozostaje więc w ścisłym związku z rozwojem popędu płciowego i tymi charakterystycznymi, zasadniczymi przemianami fizjologicznymi i psychicznymi, jakie się dokonują się w tym okresie. Wśród wielu innych zjawisk psychomotorycznych okresu dojrzewania znany jest i znany był od dawna, choć dotąd bliżej niezbadany u dzieci, przejaw jakiegoś pędu do wieku wysiłków fizycznych, do czynów, do "lotu" itd., jakoby energia życiowa w potężnym swym napływie szukała godnego, równoważnego ujścia. Jest to (a raczej mógłby takim być) okres najbardziej bohaterski w życiu ludzkim. Ów nadmiar i bujność sił przejawia się również jako popęd do jakichś wypraw w nieznane krainy, jakichś odkrywczych marszów i wycieczek, jakichś przygód, "walk ze smokiem" itd. Wskrzesza się dawny iluzjonizm dziecięcy, lecz już silniejszy i potężniejszy o całe rycerstwo zmężniałego wieku...Wszak znany to, jak zauważa w dalszym ciągu dr J. Kretz, objaw u młodzieży "gdzieś iść", "czegoś szukać", "z kimś walczyć", czegoś wielkiego dokonać". Oto wyrazy tej nieokreślonej tęsknoty, poza którą budzą się obudzone żywioły. Statystyka turystyczna bez wątpienia musiałaby odkryć, że na ten okres przypada największy odsetek piechurów. Ze włóczęga jast w jakiś sposób organicznie sprzężona z okresem pokwitania, dowodzi nadto a contrario i ten fakt, że skłonność ta w normalnych warunkach na ogół, jako popęd w okresie pokwitania znika.
Oto kilka romantycznych włóczęg, zaczerpniętych z relacji dziennikarskich:
Tajemnicze zaginięcie dwóch uczniów. W dniu 21 maja b.r. godzinie 8-ej rano wyszli do szkoły i zaginęli uczniowie gimnazjum im. Zamoyskiego (ul. Smolna 30), 13 - letni Zbigniew Pucztński, zam. Al. Jerozolimskie 73 i jego kolega 12 - letni Jerzy Starzyński, zam. Przy ulicy Widok.
Istnieje przypuszczenie, że chłopcy udali się w podróż do Gdańska.
...Miły synalek. Uczeń, 16 - letni Tadeusz Sejdel, zamieszkały u rodziców w domu nr 103 przy ulicy Pańskiej, w dniu wczorajszym zabrał matce futro, ojcu palto i 200 złotych - potem zbiegł do marynarki.
Powiadomiony o tym 6 - ty komisariat policji, za "miłym" synalkiem rozesłał listy gończe.
"15 - letni zbieg". Jak już donosiliśmy, przed kilku dniami 15 - letni syn Katarzyny Kamińskiej, Antoni, wyszedł z domu i dotychczas nie wrócił. W uzupełnieniu tej notatki podajemy dziś oświadczenie P.P. w Przemyślu, która zatrzymała już młodocianego zwolennika przygód i podróży.
..."Niepoprawny synalek". Swego czasu donosiliśmy na łamach I.K.C. o awanturniczej wędrówce 14 - letniego Feliksa Tomczaka z Inowrocławia, który skradł swej matce, właścicielce sklepu towarów spożywczych przy ulicy Świętokrszyskiej 20, sumę około 6000 złotych i puścił się, w towarzystwie dwóch kolegów, w podróż krajoznawczą po Polsce. Długi czas nie można go było odnaleźć, wreszcie przychwyciła go policja w Ożarowie. Pieniądze wszystkie Tomczak przehulał. Przewieziony przez ojca do Inowrocławia, niepoprawny synalek okradł znowu swoich rodziców na sumę 2000 złotych i puścił się znowu na podróż po Polsce. Tym razem eskapada nie udała się tak dobrze jak pierwszym razem. Rodzice szybko zauważyli kradzież pieniędzy i małoletniego złodzieja ujęto. Tomczak będzie oddany, zdaje się do domu poprawczego, gdyż nie tylko, że okrada swoich rodziców, ale rzucił się nawet na swoją matkę i pobił ja dotkliwie.
..."na gapę". Dużo hałasu wywołało w Równem zniknięcie 13 - letniego ucznia gimnazjum, Joska Mirensztajna. Chłopak przepadł w połowie kwietnia b.r. i nie dawał znaków życia ani nie pozostawił żadnych śladów. Wyszedł z domu, mając w kieszeni 50 groszy, by więcej nie wrócić. Telefonogramy, rozsyłane przez tutejszą policję, nie przyczyniły się do wyświetlenia sprawy.
Dopiero w ubiegłą niedzielę zagadka się wyjaśniła. Do Równego nadszedł bowiem list, pisany przez młodego zbiega. Josek Mirensztajn uciekł z Wołynia do Palestyny, gdzie znajduje się obecnie pod opieką konsulatu polskiego. Uciekł w poszukiwaniu przygód. Skorzystał z okazji, że z Warszawy wyruszyła wycieczka skautów żydowskich, przyłączył się do niej i szczęśliwie dotarł na miejsce.
..."Na gapę" z Wilna do Warszawy. - Późno do północy na moście Kierbedzia w Warszawie, przechodnie zainteresowali się jakimś błąkającym się malcem, który pytał o adres "cyrku".
- O jaki cyrk ci chodzi? - pytano chłopca.
- A o taki, w którym można się przespać, - odpowiadał - bo w Warszawie nikogusieńko nie mam.Malca oddano w ręce policji. Okazał się nim 13 - letni Józef Czetrowski z Wilna, ul. Panarska 17.
Opowiadał, że całą drogę z Wilna do Warszawy przebył "na gapę". Jechał w breku towarowym do Siedlec. Tam wskoczył do pociągu osobowego jadącego w stronę Warszawy. Skulił się pod ławką i - jak mówi - szczęśliwie dojechał. Na dworcu prześlizgnął się w czasie kontroli biletów przy wyjściu. Tułał się następnie po mieście i od chłopców ulicznych, z którymi już zdołał się zaprzyjaźnić, dowiedział się o istnieniu przytułku dla bezdomnych, popularnie zwanego "cyrkiem".
13 - letni wilnianin oświadczył w policji, że uciekł z domu rodziców, zamieszkałych w tartaku pod Wilnem, dlatego, że 14-letnia siostra bila go... rozgniewał się i "drapnął".
Ile w tym prawdy - niewiadomo. Chłopca skierowano do Starostwa. Będzie odesłany z powrotem do Wilna.
...Czterech młodocianych włóczęgów; 16 - letni Stanisław S.,15 - letni Franciszek h., 13 - letni Józef M., 12 - letni Franciszek S. mają rodziców, ale żadna siła ludzka nie jest w stanie utrzymać ich w domu. Wszyscy czterej żyją własnym "przemysłem". Odziani w łachmany, opaleni od słońca, sypiali w lesie, po polach, obecnie w różnych szopach i budach. W dzień przychodzili do miasta i tu dopuszczali się kradzieży, odbijając kłódki. Za kradzież byli już dwaj pierwsi kilka razy karani. Wszyscy byli analfabetami.
... Zew morza. Do 8 -go komisariatu policji zgłosiła się p. Katarzyna Kopemikowa
(Chmielna 62) i zawiadomiła o ucieczce 17-letniego syna Józefa, do marynarki w Gdyni.
Chłopiec zbiegł przed trzema dniami, zabierając matce garderobę i bieliznę wartości 300zł.; rozesłano za uciekinierem listy gończe.
..."A jednak żyje romantyzm!" - Piętnastoletni Staś Ochmiowicz, zamieszkały przy rodzicach w Brześciu, zapragnął oswobodzić się od swoich obowiązków uczęszczania do szkoły, siedzenia nad książkami , no i surowej kontroli wymagających rodziców. I, choć warunki pogody zdawały się stać na przeszkodzie, malec tak gorączkowo zapragnął urzeczywistnić swe marzenia, że mimo zimna umknął z domu.
Początkowo nikt nie zwrócił uwagi na przedłużającą się nieobecność chłopca, ale kiedy zapadła noc i Staś nie zjawił się w domu, zapanowała konsternacja.
Przypuszczenia o możliwości nieszczęśliwego wypadku wyłączał fakt następujący.
Oto krytycznego dnia z rana spostrzeżono tajemnicze przygotowanie się chłopca, a w parę godzin potem stwierdzono brak pieniędzy w kwocie 25 złotych oraz 3 dolarów.
Wszczęte natychmiast poszukiwania nie dały rezultatu. Mały wędrowiec zniknął bez śladu.
Zmartwieni rodzice powiadomili o ucieczce policję.
Tak przedstawiają się pokrótce omówione typy psychologiczne dzieci - włóczęgów. Gdy spróbujemy zestawić odpowiednią tabelę rodzajów włóczęgi tychże dzieci, będzie ona wyglądała tak:
I. Włóczęga patologiczna.
II. Włóczęga normalna.1)Włóczęga fantastyczna w wieku dziecięcym.
2) Włóczęga romantyczna w okresie pokwitanie.a) ucieczka odruchowa do samotności we wczesnej fazie pokwitania.
b) Ucieczki w późniejszej fazie pokwitania przedsiębrane z chęci uwolnienia się z więzów społecznych, obcowania z przyrodą, romantycznej nadziei przygód.
3)Włóczęga, której źródłem jest środowisko.
C. Środowisko a włóczęgostwo
Czynnikiem powodującym włóczęgostwo dzieci jest w końcu ( i to bardzo często) środowisko . Nędz, nieodpowiednia postawa wychowawcza, konflikty z rodzeństwem, oraz inne tego rodzaju przyczyny - stają się podnietą dla włóczęgi. Wyróżnić by można wśród tych typów dzieci - włóczęgów najpierw następujące cztery kategorie: a) Dzieci, które mają rodziców, - ale rodzice znaleźli się w niezawinionej biedzie. Brak zarobku, choroba ojca rodziny lub wdowy mającej kilkoro dzieci, wtrąca od razu te dzieci w nędzę. A zaznaczyć należy, że to wypadki względnie bardzo liczne. Nędza, jaka się szerzy pomiędzy robotnikami, pracującymi w wielkich miastach i środowiskach przemysłowych, jest okropna. Los dziecka jest również tragiczny. Nędza, która panuje w mieszkaniu, wygania te dzieci na ulicę., gdzie przynajmniej mają świeże powietrze. Na ulicy spędzają lwia część swojego życia, wałęsają się.
b) sieroty i dzieci opuszczone. Jest to grupa dzieci, które nie mają żadnego oparcia w życiu, ani matki, ani ojca, ani krewnych, albo dlatego, że umarli, albo, że je z domu wyrzucili... Dzieci skazane na tułaczkę przez los, wędrują od domu do domu, przymierając z głodu i zimna, niewychowywane...bezdomne. Dla nich rodziną i domem jest również ulica.
c) Dzieci biedne, mające złych rodziców lub opiekunów - pijaków, przestępców, są równie często zmuszane do wałęsania się i włóczęgostwa. Zapijanie się, bójki i wojny domowe powodują to, iż dzieci idą na rozsypkę; nieraz przez całe tygodnie nie pojawiają się w mieszkaniu rodzicielskim, nocują na strychach, pod schodami, po straganach, pod gołym niebem - i w aresztach. Członkowie rodziny rozsypują się w ten sposób na wszystkie strony - na żebraninę, kradzieże, a nawet nie schodzą się na nocleg razem, bo go ...nie mają.
d) Dzieci katowane, w zwierzęco - szatański, wyrafinowany sposób, zwykle nieślubne - które zawadzają w domu albo matce, albo jej mężowi - stają się również włóczęgami, bo nie mogą znieść tego, co je spotyka. Opiekunowie ich boją się szubienicy i dlatego prawdopodobnie dziecka nie zamordują od razu. Chcą się jednak dziecka za wszelka cenę pozbyć, latami je katują, głodzą... żeby w końcu zmarło niby naturalną śmiercią. W ten sposób powstaje pod wpływem środowiska kategoria bezdomnych dzieci -włóczęgów.Oto kilka sylwetek:
Stanisław T., lat 12 - bezdomny, nieletni włóczęga. Wygląda bardzo charakterystycznie. Włosy jego, nieznające nożyc, przybrały kształt słomianego chochoła. Nie nosi czapki, bo nie ma na zbytkowe części ubrania; zresztą niestrzyżona czupryna stanowi najlepsze i najbardziej higieniczne pokrycie głowy. Jeszcze dzisiejszej nocy ( zima - 23.12. - dzień wigilijny) chodził boso, bez szkody dla zdrowia. Skóra mu na nogach tak zgrubiała, że, jak utrzymuje, zimna nie odczuwa. Nie ma na noclegi, więc wyszukał sobie pakę na popiół w domu L.2 na Stradomiu. Sypia ciepło, bo na ciepłym popiele. Ubranie jego jeszcze w tej chwili jest wypełnione popiołem w każdej szczelinie.
Włóczy się codziennie po mieście...
Chodzi za wozami rozwożącymi węgiel. Zbiera ukradkiem spadające z wozów okruchy. Potem je sprzedaje biedakom. Zarabia dziennie tyle, że mu ledwie na wikt wystarczy; na nocleg nie!
Brat starszy wypędził go z domu, żeby na siebie pracował.
Gdy wzruszeni jego nędzą, chcą go puścić z posterunku policyjnego zwanego " Wilją pod telegrafem", mówi za siebie i za wszystkich " my tu już wolimy na święta zostać. Ani gazet przez trzy dni nie można sprzedawać, ani zapałek, ani rzeczy z kolei odnosić. To co my zrobimy?" Lepsza dla niego "wilja pod telegrafem", aniżeli spędzenie o glodzie mroźnej nocy - w skrzyni popiołu!
- Co chcecie chłopcy na wilję? - Po śledziu, ale dużym - białego chleba i gorącej herbaty. - Będziemy wieczór kolędować? - Nie umiemy... słyszeliśmy jak kolędują, - ale nas nikt nie uczył. - Za chwilę zamknęły się za chłopcami drzwi kaźni...
Władysław R. , lat 13, bosy - sprzedaje gazety. Zarabia codziennie 20 - 40 groszy; z tego 10 płaci za nocleg; sypia "u Szymka" na Grzegórzkach. Nie ma ani ojca, ani matki. Chciał iść do terminu, ale go nikt nie chciał przyjąć. Co mam robić? - powiada - i gazet nie wolno sprzedawać, tylko łapią i zamykają.
Wincenty K., lat 12, handluje zapałkami. Zarabia dziennie około 40 groszy. Mieszka u ojca, cieśli z Krowodry, ale ojciec nie ma teraz roboty. Dzieci jest kilkoro ;więc każde z nich musi od najwcześniejszych lat myśleć o sobie, a nawet coś przynieść, gdy w zimowej porze nie ma w domu ani grosza.
Władysław Sm., lat 16; ubrany dość przyzwoicie - wyróżnia się korzystnie z całej rodziny. Ma wprawdzie rodziców, ale ci nie żyją ze sobą; żadne też nie chce się chłopcem opiekować, ani go trzymać przy sobie. Skończył 3 klasy normalne.
- Cóż Władku robisz?
- Stoję na kolei cały dzień i kuferki odnoszę.
- Dużo dziennie zarabiasz?
- Jak się zdarzy, to 40 albo 60 groszy - czasem więcej.
- I wyżyjesz z tego.
- Ciężko, ale żyję... Nie piję, nie palę, tom sobie uskładał na buty i ubranie parę koron.Julian Śr., lat 14; ma tylko matkę pracującą w fabryce tutek i zarabiającą, jak chłopiec twierdzi, 30 - 36 groszy dziennie. Nie chciała puścić chłopca na poniewierkę, więc oddała chłopca do terminu, do ślusarza. Po dwóch tygodniach przyszła umówić się na stałe z majstrem. Usłyszała, że musi zapłacić 400 złotych gotówką, jeśli chce mieć chłopca czeladnikiem ślusarskim. Z tą chwilą skończyła się dla Julka nauka ślusarska.
******Julian Śr. - lat 14, małoletni włóczęga, wypchnięty na ulicę biedą i stosunkami rodzinnymi. Mimo 9 lat, sam musi myśleć o swoim utrzymaniu, - nie ma bowiem ojca, a jego matka znajduje się w schronisku brata Alberta, gdzie trudni się darciem pierza, za co otrzymuje nocleg i skromne pożywienie. Chłopiec nadto jest widocznie skrofulicznym i dziedzicznie obciążonym dzieckiem; jak towarzysze twierdzą, cierpi na bóle nóg i dlatego ani zapałkami handlować nie może ani trudnić się uliczną sprzedażą gazet. Żywi się przeważnie z żebraniny, a noce spędza, gdzie może, nie mając zimą ani latem zapewnionego noclegu.
Bardzo często zakrada się na strych kamienicy S-ego przy ul. Grodzkiej w Krakowie i tam nocuje. Tam go też wytropiła policja i aresztowała. ("Czas" nr 30.1906; 81.1905 i inne)
Władysław K., liczy lat 14 jest nieślubnym dzieckiem. Ojca nie znał. Matka umarła przed 10 laty na Wielopolu. Czteroletniego sierote przygarnęła z litości pani Marcelina i posłała go do pierwszej klasy szkoły św. Barbary. Gdy dobra opiekunka umarła, jej spadkobiercy nie uważali za potrzebne zajmować sie chłopcem; więc zaprzestał chodzić do szkoły i poszedł do dziadka, stróża na Podgórzu. Dzaidek jest biedakiem i może chłopca tylko z lekka pożywić, a on sam musi sobie sprawić ubranie i dokupić jedzenia. Puścił się więc na włóczęgę. Od innych chłopców nauczył się kraść i był juz za to cztery razy aresztowany, trzy razy za włóczęgostwo. Oczywiście jest analfabetą, bo do szkoły chodził tylko rok.
Wawrzyniec R. - lat 13. Sierota, bez ojca i matki. Po smierci ojca, macocha z zawodu posługaczka, bardzo biedna, nie chciała go w domu trzymać ani do szkoły posyłać, mając dosyc kłopotu z dwojgiem własnych dzieci. Chłopak zgodził sie do służby na Zwierzyńcu i pasał krowy, gospodyni wszakże wkrótce wypędziła go ze słuzby i pozostał na bruku bez kawałka chleba, bez dachu nad głową. Jest analfabetą; umie tylko pacierz, którego nauczyła go matka. Był karany 14 razy za włóczęgostwo i żebranie, 4 razy za kradzież, 1 raz za kolportaż dzienników.
A oto jeszcze jeden przykład z życia szkoły powszechnej, gdzie stosunek rodziców i rodzeństwa do dziecka powoduje włóczęgostwo. Rok temu do klasy czwartej szkoły powszechnej uczeszczał Ryszar T. ("Słowo Polskie" 1932 Lwów). Był to syn kolejarza, z zawodu ślusarza. Ojciec jego zarabiał około 400 zł miesięcznie w warsztatach kolejowych w Rybniku, wnioskowałem wiec, że stan materialny nie budzu zadnych zastrzeżeń. Po bliższym jednak wejrzeniu w istotę rzeczy przekonałem się, że sąd mój daleki jest od prawdy. Ojciec - pijak, żyje z drugą żoną bardzo źle, codziennie prawie wypędza ją do rodziców, dzieci zas patrzą na postępki ojca. Wraca bardzo często o dwunastej w nocy, pijany jak bela, urządza awantury, dzieci zaś staja w obronie matki, co jednak nie przeszkadza im następnego dnia wymyslać jej: Ty stara ropucho patrz sie stracic! Tu nie masz nic do szukania. Trzym...pysk i t.d. O ile chodzi o środowisko i jego stosunek do zagadnień społeczno - narodowych, również nie lepszy teren. Ludzie wygadują na biedę, przypisując ją wszystkim, tylko nie tym od których pochodzi. Pijaństwem starają się zagłuszyć (zakropić) troski dnia codziennego, staczając się w wskutek tego w coraz większą przepaść materialną i moralną. Sypialnia, stanowi jedną izbę dla sześciorga osób, dopełnia reszty. Sypia w niej ojciec, matka, dwie siostry (17,19 lat) oraz brat Ryszarda (21 lat). Ryszard jest żywego, ruchliwego temperamentu. Matka nie może go znosić w domu, gdyż stanowi to kontrast z jej malancholijnym usposobieniem. Za lada wykroczenie, Ryszard zostaje skazany na wygnanie. Śpi, zależnie od pory roku i pogody, na górce, na sianie, w chlewiku, w szopie, u kolegów i t.d., jednym słowem nocuje tam, "gdzie mu się uda wpaść" - jak mi to raz oświadczył. Nadomiar złego, ojciec, z powodu pijaństwa i związanej z tym niepunktualności w pracy, oraz z powodu utrzymywania intymnych stosunków z kilkoma kobietami, naskutek skarg "poszkodowanych" zostaje zwolniony z pracy. Jako bezrobotny włóczy się od domu do dom, za żebrane pieniądze sprawia sobie "popijochę" w domu, dzieci zaś wypędza po nowe "ładunki".
Zauważyłem, że od dwóch tygodni Ryszard T. uczęszcza bardzo nieregularnie do szkoły, przychodzi dwa lub trzy razy na tydzień. Zapytałem więc dzieci o powód zaniedbywania przez Ryszarda nauki szkolnej. Dowiedziałem sie właśnie wtedy, że łazi po prosbie, że jest okrutnie bity przez ojca, że sypia w brogach i stamtąd bywa wyciągany przez starszych z obawy przed podpaleniem zboża, pali bowiem od dłuższego czasu papierosy. Odżywienie zależy od przypadku i koniunktóry dnia codziennego. Jeżeli coś zarobi lub wyżebrze, wtedy "napycha się" - jak sam twierdzi kiełbasą i to starcza mu na dwa dni, potem z braku pieniędzy zapija wczorajszy pokarm wodą. Jeżeli "interesy" źle idą, wtedy chodzi markotny, lekki, że z wiatrem poleciałby, gdyby ten silniej zawiał.
Pod względem fizycznym Ryszard jest rozwinięty bardzo dobrze, ponad swój wiek, zawdzięcza to matce, która za życia dbała o niego, jak i o wszystkie zresztą dzieci. Chłopak jest tęgi, barczysty o cerze rumianej. Oczy wyłupiaste, bystre, przenikiliwe, chód pewny, stanowczy, nieco żołnierski, swawolny, włosy starannie wyczesane i nasmarowane skradzioną bratu fiksaturą. Na wszystko jest obojętny, kolegów, z którymi obcuje od roku, nie lubi, gdyż nie chcą mieć go za przywódcę "ważnego". On zaś koniecznie stara się ich opanować, przez częstowanie papierosami, cukierkami, a nawet skradzioną ojcu wódką.
Poza tem Ryszard jest wesoły, żywy. Na kary fizyczne jednak jest zupełnie niewrażliwy. "Nietyle już dostałem od ojca..." opowiada gdy go chciałem ukarać za opuszczanie lekcji. Ponieważ wiem, że kara tylko wtedy ma rację bytu, kiedy jest koniecznym, ostatecznym i jedynym środkiem, oraz o ile poprawia dziecko, więc zaniechałem mych zamiarów, tym bardziej, że karanie w tych warunkach cgybiłoby celu.
W ciagu następnych dni Ryszard wcale nie uczęszczał do szkoły. Powiadomiłem ojca. Ten kazał mi "walić ile wlezie", oraz sam przyrzekł solennie "współpracę. Próżne były tłumaczenia, rózne argumenty. Chłopak dostał w domu takie lanie, że przez dwa miesiące nie pokazywał się wcale w domu. Wpadł jednego razu do mieszkania, ale matka, w obawie przed kara ojca, natychmiast wypędziła go za drzwi. Od tej chwili Ryszard stał się włóczęgą. Dobrał sobie do towarzystwa drugiego piętnastoletniego kolegę i obaj włóczyli się po polach, domach i lesie.
Stosunki te trwały przeszło pół roku. Pewnego razu wrócił do domu. W wielkiej skrusze potępił w obecności ojca swoje postępowanie oraz przyrzekł porawę. Żal mi było chłopca. Wiedziałem, że o jakiejkolwiek poprawie w tym domu i w tych zabagnionych warunkach mowy być nie może. Wziołem go do siebie na służbę.
Starałem się pozyskac jego zaufanie. Zdobyłem. Chłopak stał sie grzeczny, nie kradł, bo zamykałem wszystko, zarobione pieniądze składałem mu na książeczkę oszczędnościową. Oczywiście, że odtąd regularnie chodził do szkoły. Chętnie zajmował się lekturą, lubił "podróże Gulliwera". Robinsona, przeczytał wszystkie dzieła Verne'a, jakie znajdowały się w bibliotece.
W samorządzie, za moją podpowiedzią, wybrano go na przewodniczącego sekcji sportowej. Cieszył sie niezmiernie i z powierzonych mu zadań wywiązywał sie znakomicie. Wzrosła drzemiąca w duszy inicjatywa; "bohaterskość" swą i chęć przewodzenia urzeczywistnił. Gdy mu nieraz spojrzałem w oczy dłużej, unikał mego wzroku i zagadywał mnie, chcąc wyraźnie uniknąć rozmowy na temat jego przeszłości. Sam udawał, że zapomniał o tym co się działo, co czynił. I było mu z tym dobrze...
Środowisko, jak widzimy, - wywiera potężny wpływ na rozwój popędu dziecka do włóczęgi. Wsród momentów z nim związanych na plan pierwszy występuje w dobie obecnej bezdomność i bezrobocie - jako czynniki doprowadzające do masowego włóczęgostwa tak jaskrawo występującego chociażby w Rosji, Ameryce it.p. ("Epoka" Warszawa 1933 Rok II Nr 7 str. 10 "Włóczęgostwo w Ameryce").
Mnożą się z miesiąca na miesiąc materiały statystyczne, dotyczące włóczęgostwa w Stanach Zjednoczonych. Obliczono, iż ostatniej jesieni przeszło przez Kansas-City około 25 tysięcy rodzin, dążących z zachodu i z północy na zimę do południowych stanów. Wędrówka taka zaczyna sie z błachego powodu, - z niezapłacenia komornego przez miesiąc lub dwa, z powodu niespłaconych kredytów i weksli, lub z utraty pracy przed tygodniem. Ojciec rodziny pakuje żonę i dzieci do auta, spienięża za grosze graty domowe - i w drogę!... Po pięciuset kilometrach, kiedy juz brak w zbiornikach benzyny, a w kieszeni pieniedzy - zostawia auto na drodze i już na piechotę idzie dalej. Socjologowie amerykańscy widzą w tym zjawisku niezwykłym i groźnym "wpływ krwi" czyli dziedzictwo pędu włóczęgostwa przodków - imigrantów, lubiących zmieniać miejsce pobytu w ciągłej drodze na wschód, północ i południe. Socjolodzy powołuja się przy tym na znamienny fakt, iz wielu dziadów lub ojców dzisiejszych wedrujących rodzin zmieniło miejsce stałego pobytu 10, 20, 50 razy w ciągu życia, zostawiając poza sobą kilka szmat, wykarczowany las, albo wybudowany dom, lub wreszcie jakieś bezprawie - gwałt, czy zbrodnię. Pęd włóczęgostwa, przybierający dzisiaj katastrofalne rozmiary, drzemał w krwi ludzkiej w okresie Prosperity, kiedy dobrobyt zbierało sie an ulicy i poprostu niewarto było przenosić się gdzieś indziej. Obecnie jednak niepowodzenia życiowe sprzyjają naturalnemu głosowi krwi, który przypomina przygody ojców i zmusza do naśladowania ich.
Wiele ciekawych sylwetek dzieci włóczęgów kreślą tacy autorzy jak August Aichhorn w książce "Die Verwahrloste Jugend" Zurich 1926. Aichhorn wskazuje jak urazy psychiczne (np. w nieodpowiedni sposób zakomunikowana wiadomość o śmierci ojca), konflikty domowe (żal do matki i podświadoma tłumiona chęcią zemsty za doznaną krzywdę), - lub wreszcie konstelacja rodzinna - staje się źródłem uciekinierstwa i włóczęgostwa dzieci.
Nadmienię, że włóczęgi, których źródłem są konflikty, zaobserwować można często u osobników wrażliwych; działają oni bez zastanowienia, a ich postępki są nieraz nieobliczalne, podobne do "krótkich spięć". Źródłem konfliktu i włóczęgi moga tu stać się tak drobne rzeczy, jak jakiś zarzut, kara, czy posądzenie o coś. Granice między normalną a patologiczną włóczęgą w tych wypadkach bardziej płynne.
Dr P. Schroder w dziele "Kindliche Charaktere und ihre Abaritigkeiten" Lipsk 1931 wskazuje, że najczęściej omal z pośród wymienionych przyczyn wywołujacych włóczegę jest brak uczuć u osobnika (Gemutsbaren). Są to jednostki, które od pierwszych swych wędrówek i włóczęg poczynajac, bardzo długo pozostają poza domem i maja silne tendencje do nieporacania wogóle. Środowisko nie zdołało w nich rozwinąć przywiązania i poczucia łączności z domem i rodziną. Zupełnie obojętne jet im to, czy przy rodzinnym, czy przy obcym stole będą jedli, zupełnie obojętne czy w rodzinnym czy w innym domu będą spali. (Współcześnie jest to zaburzenie więzi RAD Reactive Attachment Disorder, tak często występujące u dzieci odtrąconych i osieroconych - przyp. A.O.)
... Policja, która zatrzymała na szosie pod Belgradem starego obdartego włóczęgę była zdumiona, gdy się dowiedziała, że człowiek ten mówił siedmioma językami, zna 50 krajów i... ma 110 lat. Człowiek ten, który swe długie życie spędził na włóczęgostwie, nazywa się Iwan Awramowicz i zaprzysiągł sobie, że w swym włóczęgostwie nie spocznie aż do smierci. - Włóczę się tak już nieledwie od stu lat, - powiedział policjantowi, który go zatrzymał - gdyż zawód włóczęgi zacząłem uprawiać, mając zaledwie lat dwanaście. Cieszę się znakomitym zdrowiem, służą mi zapylone drogi i nocleg pod gwiazdami. Spodziewam się, że pochodzę tak jeszcze dłuższy czas. Nie mam zamiaru umierać tak prędko. Wierzcie mi, że świat jest piękny. Nie żyję z żebraniny, ale z przygodnej pracy, jaką znajduję po drodze. Teraz idę do Macedoni Południowej, gdzie także znajdę sobie jakąś pracę. Jestem szczęśliwy, gdyż nie mam pieniędzy, żony, ani kłopotów. Iwan nosi ze sobą kij, na którym po upływie każdego przewędrowanego roku robi nacięcie. - To na wypadek, gdyby pamięć moja osłabła. - objaśnił...
Dr Wł. Sterling w książce "Dziecko moralnie upośledzone" Warszawa 1929, uzupełniając wywody Schrodera, zwraca uwagę na moralne uposledzenie i role wpływóu niedorozwoju uczuć moralnych szczególnie - na włóczęgostwo dzieci i młodzieży. Nie chcąc jednak mnozyć nadmiernie przykładów, odsyłam czytelnika do tej ciekawej pracy. (podjęliśmy starania aby i tę kiążkę lub jej obszerne fragmenty zamieścić na stronę www.misjanadziei.org.pl - przyp. A.O.)
******tekst przepisali
Danuta Zdrojewska
Andrzej Olszewski