Nadzieja na nowy dom




Rozmowa z Andrzejem Olszewskim, założycielem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei".

Andrzej Olszewski, fot. archiwum Polska.plCzy w Polsce wiele dzieci czeka na rodziny zastępcze lub adopcję?

W  placówkach przebywa ok. 65 tysięcy dzieci, w tym 16 tys. w domach dziecka, 2 tys. w domach małego dziecka, 33 tys. w ośrodkach szkolno-wychowawczych, pozostała część przebywa w pogotowiach opiekuńczych, rodzinnych domach dziecka, wioskach dziecięcych, i domach pomocy społecznej. Myślę, że 1/3 z tych dzieci może, a nawet powinna od zaraz znaleźć swoje miejsce w rodzinach zastępczych, profesjonalnie przeszkolonych rodzinach terapeutycznych i resocjalizacyjnych.

Jak wiele dzieci, którym szukacie domu, zostało fizycznie osieroconych przez rodziców. Ile z nich to tzw. "sieroty społeczne"?

Pierwotnie słowo "sierota" określało dziecko, które wychowywało się bez ojca. Z biegiem czasu słowo to nabrało szerszego znaczenia. Dziś "sierotką" jest nazywana nawet osoba ciągnąca losy. Sierotą nazywa się również dzieci odrzucone przez swoich rodziców jak i te które z różnych przyczyn zostały odebrane rodzicom. Sierot społecznych jest ok. 95 % z ogółu dzieci wymagających opieki ze strony Państwa. Patrząc jednak z pozycji dziecka można powiedzieć, że dziecko jako sierota społeczna czy biologiczna przeżywa te same stany psychiczne związane z utratą kogoś bliskiego. Małe dziecko nie odróżnia śmierci mamy od jej odejścia.

Jak dużo jest rodzin starających się o przyjęcie dziecka?

Liczbę rodzin zainteresowanych adopcją i zarejestrowanych w ośrodkach adopcyjnych szacuje się na ok. 1300.  Jednak ilość ta według mnie jest zaniżona. Docierają do nas sygnały, że z wielu  zainteresowanych adopcją kandydatów odchodzi z ośrodków z "kwitkiem" i to  zanim rozpocznie się jakakolwiek kwalifikacja czy szkolenie. Są rodziny, które rezygnują zaraz po pierwszym telefonie, gdy w słuchawce usłyszą czyjś niezbyt życzliwy, często  lekceważący głos. Rodziny starające się o adopcje czy o rodzinę zastępczą są to często bardzo wrażliwi i delikatni ludzie. Powinni o tym pamiętać urzędnicy z ośrodków. Często kandydaci na rodziców zastępczych skarżą się nam, że w ośrodkach traktowani są  jak zwykli petenci czy “zawracacze głowy”.

Akcja “Szukam domu...” udowodniła, że ilość rodzin zainteresowanych wzięciem dziecka do siebie, do domu jest o wiele wyższa od tej  podanej w statystyce. Moim zdaniem liczba chętnych do pomocy dzieciom w ramach rodzinnej opieki zastępczej kształtuje się w granicach 4000 osób, co jednak też jest bardzo małą liczbą. Dzieci zgłoszonych do adopcji jest 6 tys. rocznie, natomiast dokonuje się przysposobień od 2000 do 3000 dzieci.

Zetknęłam się z opinią, że dzieciom powyżej 1-2 lat trudno jest znaleźć dom. Jak to wygląda w praktyce? Z jednej strony jest to przecież naturalne pragnienie, by mieć dziecko "od początku", jednak w stosunku do tych dzieci to wygląda na egoizm - zamówić sobie dziecko.

Według specjalistów najkorzystniejszym okresem na zmianę rodziców jest okres do trzeciego roku życia. Do tego czasu pamięć emocjonalna dziecka jest jeszcze krótkotrwała. W wieku trzech lat "uaktywnia się" odpowiedzialny za pamięć długotrwałą hipokamp i to on przyjmuje na siebie, na trwale, cały ciężar zapamiętywanych zdarzeń. Łatwiej więc jest budować więzi z dzieckiem, które nie ma wspomnień. Im starsze dziecko, tym trudniej zatrzeć jego reminiscencje, a w przypadku naszych dzieci są to często bardzo przykre i bolesne obrazy z przeszłości. Nie jest łatwo wychowywać starsze dziecko po wielu traumatycznych przejściach. Myślę, iż właśnie to decyduje, że wiele rodzin jest zainteresowanych młodszymi dziećmi. Większość rodzin bezdzietnych pragnie mieć dziecko tak jak powiedziałaś "od początku" i na wyłączną własność.

A czy często stykacie się z innymi formami "zamawiania"? Na przykład konkretnymi wymaganiami co do płci, pochodzenia (żeby żadne z rodziców nie było alkoholikiem lub karanym przestępcą), koloru oczu czy "pożądanych" cech charakteru? Jak wtedy reagujecie?

Misja Nadziei nie prowadzi ośrodka adopcyjnego, więc moja wiedza wynika z rozmów z pracownikami ośrodków adopcyjnych. Według nich zdarzają się konkretne zamówienia, co do koloru oczu, płci, środowiska rodzinnego. Wobec takich kandydatów zapala się światełko ostrzegawcze, i są oni dokładniej sprawdzani pod kątem motywacji przyjęcia dziecka.

W tym miejscu warto powiedzieć kilka słów o motywacjach. Motywacją może być pragnienie stworzenia pełnej rodziny, odnalezienie celu własnego życia, nadanie mu sensu, urozmaicenie monotonii życia, chęć uszczęśliwienia osieroconego dziecka, chęć likwidacji poczucia samotności, pragnienie posiadania kogoś bliskiego, wnoszącego nowe treści w życie osobiste, przekazanie komuś dorobku życia, lęk przed samotną starością, ratowanie rozsypującego się własnego małżeństwa, pokuta za popełnione wcześniej złe czyny czy zadośćuczynienie za wyrządzoną komuś krzywdę. Dla rodzin decydujących się na rodzicielstwo zastępcze najczęściej są to jednak motywacje altruistyczne i kompensacyjne wynikające z pragnienia przyjścia z pomocą osieroconemu dziecku.

Czym się różni adopcja od rodziny zastępczej? Jacy ludzie starają się o jedno i drugie?

Często bywa tak, że adopcja, zwłaszcza niejawna jest podyktowana chęcią posiadania dziecka, natomiast rodzina zastępcza niemal zawsze jest tworzona z potrzeby pomocy dziecku. Według mnie jest to najistotniejsza różnica. Jestem zwolennikiem jawności adopcji. Adopcja, szczególnie wtedy, gdy ukrywa się prawdę przed dzieckiem, zmienia się jego akt urodzenia i zaciera wszelkie ślady biologicznych rodziców, jest dla mnie formą oszustwa i fałszerstwa. Tak pojęta adopcja jest zawsze okryta strachem i niepewnością. Ta anonimowość sprawia, że leczenie wielu chorób, zwłaszcza genetycznych, jest utrudnione, a czasami wręcz niemożliwe. Niestety nasze społeczeństwo jest nietolerancyjne dla adoptowanych dzieci a wcześniej czy później dziecko dowiaduje się, że zostało adoptowane. Uważam, że lepszą formą, zwłaszcza dla dzieci starszych, jest rodzina zastępcza. Dziecko wie wtedy, że miało inną mamę, jest uczone przebaczenia dla niej i zrozumienia dla środowiska, w jakim się urodziło. Sam jestem rodzicem zastępczym i wiem, że jest to trudniejsze od adopcji. Trudniejsze, ale uczciwsze, bo dziecko nie jest moją własnością. Jak napisał o rodzicach Khalil Gibran "Jesteście łukami, z których wystrzelono wasze (również adoptowane) dzieci jak żywe strzały. Łucznik dostrzega cel na drodze do nieskończoności i napina was swą mocą, aby jego strzały pomknęły szybko i daleko. Niech napięcie dłonią Łucznika napełni was radością."

Czy w Polsce temat rodzicielstwa nie-biologicznego jest szeroko znany?

Powiem tak, rodzicielstwo zastępcze jest tematem coraz bardziej znanym. Pamiętam gdy  siedem lat temu sami staliśmy się rodzicami zastępczyni i zaczynaliśmy zajmować się taką formą pomocy dzieciom, wtedy większość społeczeństwa nie wiedziała o istnieniu takich form, jak rodzina zastępcza, rodzinny dom dziecka, czy rodzinne pogotowie opiekuńcze. Bycie rodziną zastępczą, a także adopcyjną budziło zażenowanie i było traktowane, oględnie to ujmując, jako dziwactwo. Dzisiaj, po siedmiu latach, ciężkiej pracy wielu ludzi z różnych organizacji pozarządowych,  z instytucji i ośrodków pomocowych mamy m. in. zmienioną ustawę o pomocy społecznej. Jest w niej wyraźny zapis o pierwszeństwie rodzinnej opieki zastępczej nad wychowaniem instytucjonalnym. Dzięki sporej liczbie pozyskanych dla sprawy dziennikarzy, polityków i wolontariuszy polepszył się również społeczny wizerunek rodzin zastępczych. Rodzice zastępczy spotykają się z coraz to większą akceptacją, przychylnością oraz życzliwością ze strony społeczeństwa. Kiedy mówię o sukcesach mam świadomość, że jest jeszcze wiele do zrobienia, ale mam także nadzieję na to, że za kolejne siedem lat będzie jeszcze lepiej.

Czy wiele jest fundacji takich jak Wasza i czy w jakiś sposób współpracujecie ze sobą?

Wiem o ok. dziesięciu aktywnie działających fundacjach i stowarzyszeniach zajmujących się podobną sprawą. Z większością z nich współpracujemy, wymieniamy miedzy sobą doświadczenia, często dzwonimy do siebie, piszemy e-maile, uczestniczymy w organizowanych konferencjach a nawet raz uczestniczyliśmy w uroczystości zaślubin wolontariuszki która działa w naszym i w zaprzyjaźnionym stowarzyszeniu. Najpiękniejszym jednak owocem naszej współpracy jest dynamicznie rozwijająca się akcja - Szukam domu... W jej ramach udało się nam zaprosić do współpracy blisko 100 ośrodków. W wyniku tej współpracy  460 dzieci od 2000 roku znalazło swoje miejsce w nowej rodzinie, w nowym domu.

W jaki sposób działa Wasze stowarzyszenie?

Jak już powiedziałem wcześniej Misja Nadziei nie prowadzi ośrodka adopcyjnego, zdarza się jednak, że pośredniczymy miedzy rodzinami a innymi ośrodkami. prowadzimy dwa ośrodki rodzin zastępczych i pełnią one role biur informacyjnych. Generalnie skupiliśmy się na działalności informacyjnej, promującej idee rodzinnej opieki zastępczej. Prowadzimy działalność edukacyjną, szczególnie za pośrednictwem Internetu. Wydajemy periodyk pt. "Boże oko" w którym publikujemy sporo artykułów o problemie sieroctwa dzieci. Uzyskaliśmy zgodę programu II TVP oraz reżysera filmu "BIDUL", Jacka Filipiaka, na niekomercyjne rozpowszechnianie tego bardzo ważnego i ciekawego dokumentu. Chcemy w ten sposób przybliżyć społeczeństwu problemy dzieci wynikające z odrzucenia i samotności oraz zachęcić do rodzicielstwa zastępczego.

To co robimy nie jest bynajmniej nierzetelną nagonką czy pospolitym ruszeniem. To świadome działanie którego celem jest dobro osieroconego dziecka.

Skąd pomysł na taką właśnie formę pomocy dzieciom? To bardzo ciężka i odpowiedzialna praca a przecież nie bierzecie za nią pieniędzy - dlaczego to robisz?

Najpierw zrodziła się potrzeba niesienia pomocy dzieciom, a niesienie konkretnej pomocy, aktywny udział w życiu publicznym, daje możliwość wpływu na świadomość społeczną, możliwość wyraźnego opowiedzenia się po stronie Światłości. A jak mówi przysłowie, że potrzeba jest matką wynalazków, więc pomysły same się pojawiają, czasami ktoś coś podpowie, czasami inspiracja pojawia się gdy jadę samochodem, gdy oglądam jakiś film, gdy pracuję na działce, czasami niespodziewanie w środku nocy.

Czy w ciągu tych lat Waszej działalności zmienił się w Polsce stosunek do rodzicielstwa zastępczego? Kiedyś kobiety oddające swoje dziecko bywały bardziej piętnowane niż te, które usuwały ciążę, a ludzi starających się o adopcję straszyło się opowiadaniami, co takie "nie swoje" dziecko może zrobić. Czy to się zmieniło?

Myślę, że sporo się zmieniło i ten proces trwa. W ostatnim czasie pojawiło się sporo filmów dokumentalnych  i programów publicystycznych np. "Kochaj mnie..." w programie II TVP, "Adopcje" emitowane przez TVN, czy "Zerwane więzi" i serial komediowy "Rodzina Zastępcza" na Polsacie.

Wczoraj dostałem bardzo ciekawy artykuł pt. "Matka też człowiek"  w którym autorka tłumaczy co czują kobiety, które są zmuszone oddać swoje dziecko do adopcji. Myślę, że jednym ze stereotypów jest właśnie nasz zbyt uproszczony wizerunek wyrodnej matki, która z jednej strony oddaje dziecko, z drugiej rozpacza, boi się, tęskni za dzieckiem, odczuwa pustkę i bezsens życia, zdarza się, że popełnia samobójstwo.

Artykuł, o którym mówię niebawem ukaże się na naszej stronie w Internecie. Podobne, zbyt powierzchowne opinie dotyczą dzieci trafiających do rodzin. Opinia społeczna jest podzielona na tych, którzy w dzieciach upatrują przyszłych nałogowych alkoholików, złodziei i przestępców i na tych którzy myślą, że są to dzieci, jak wszystkie inne, a nawet bardziej otwarte na miłość, bardziej wdzięczne, bo przeżyły tak wiele złego. Nie ma tu wzorca, życie jest życiem i każda sytuacja jest inna, i każde dziecko trafiające do rodziny zastępczej czyni z niej nową rodzinę, niepodobną do żadnej innej.  My jesteśmy rodziną zastępcza, borykaliśmy się z problemem dzieci nasze a wzięte. Są różne sytuacje, ale nie można patrzeć ani na nasze sukcesy, ani na nasze porażki. To jest nasza indywidualna, niepowtarzalna droga jaką razem z dziećmi mamy przejść.

Na świecie ostatnio zapanowało coś w rodzaju "mody na adopcję", dotyczy to szczególnie dzieci z egzotycznych krajów. Nie boisz się, że taka "moda" dotrze też do Polski?

Trudno tu mówić o modzie, zdarza się, że również w Polsce rodziny adoptują dzieci, jak powiedziałaś "egzotyczne", spotkałem kilka takich, ale były to, w moim odczuciu, adopcje wynikające z potrzeby serca, m.in. adopcje dzieci z Rumunii. Jakiś czas temu spotkałem samotną kobietę, która adoptowała mulatkę. Dziś to adoptowane kiedyś dziecko jest  już dorosłą kobietą. Gdy słuchałem ich opowiadań i wspomnień, poczułem chęć zaopiekowania się takim egoztycznym dzieckiem. Nie myślę, aby to była sprawa mody, może to jakieś szczególne wyzwanie, może jakieś wewnętrzne uczucie, ale ja na razie poprzestanę na wspomnieniu.

W jaki sposób sprawdzacie faktyczne intencje osób chcących stworzyć dzieciom dom? Czy zdarzają się przypadki, że rodzice adopcyjni porzucają dziecko, bo przestało im odpowiadać?

Aby zostać rodzicem zastępczym czy adopcyjnym, trzeba ukończyć szkolenie i przejść proces kwalifikacyjny. Myślę, że ta procedura umożliwia zbadanie motywacji jakie kierują kandydatami chcącymi zaopiekować się dzieckiem. Jednak zdarzają się i niepowodzenia a rodzice nie dają rady pokonać trudności jakie sprawia dziecko, nie wytrzymują presji, uszczypliwych uwag i braku życzliwości ze strony znajomych. Znam małżeństwo, które wzięło dzieci, dziś wiem, że chcieli w ten sposób uratować relacje miedzy sobą. Po kilku latach ich małżeństwo legło w gruzach a dzieci, na szczęście, trafiły do innej rodziny zastępczej. Jednak zdecydowanie o wiele więcej jest udanych adopcji i rodzin zastępczych od nieudanych, wiec myślę, że warto pomóc w ten sposób dzieciom.

Jednym z mitów dotyczących adopcji jest to, że pierwszeństwo mają ludzie bardzo bogaci a przeciętnie zarabiający nie mają szans, by dać dzieciom dom. Czy tak jest faktycznie? Jakie kryteria stosujecie przy znajdowaniu dzieciom domów?

Myślę, że z tym pierwszeństwem to za dużo powiedziane, oczywiście, że w przypadku adopcji bierze się pod uwagę warunki mieszkaniowe oraz dochody rodziców, chodzi o to, aby wzięte dziecko mogło godnie żyć w nowej rodzinie. W przypadku rodzin zastępczych ważne jest, aby jedno z rodziców miało stałe miejsce zatrudnienia. Rodzina zastępcza, w odróżnieniu od rodziny adopcyjnej otrzymuje pomoc pieniężną na częściowe pokrycie kosztów utrzymania dziecka a kwota ta wynosi ok. 800 zł na miesiąc. Poza tymi materialnymi warunkami, nowi rodzice muszą przedstawić zaświadczenie o dobrym stanie zdrowia, napisać oświadczenie o niekaralności, zaświadczenia te są później sprawdzane.

Ile lat ma teraz najstarsze dziecko, które znalazło dom poprzez Waszą fundację? Czy utrzymujecie stały kontakt z "waszymi rodzinami"?

Najstarsze dzieci, którym jako Misja Nadziei "towarzyszymy" mają obecnie 14/15 lat. Przy naszym stowarzyszeniu funkcjonuje pięć rodzinnych domów zastępczych dla 19 dzieci. Jednak naszej pomocy nie zawężamy tylko do "naszych" rodzin. Jesteśmy otwarci  i chętnie w miarę naszych możliwości pomagamy rodzinom nie będącym członkami Misji Nadziei.

Ile ty sam masz dzieci?

Zacznę od rocznej wnuczki, bo to najważniejsze dla mnie dziecko. Dla dwóch  dziewczynek jestem rodzicem zastępczym, dla jednego dziecka jestem opiekunem prawnym – przebywa on okresowo w placówce, okresowo u nas. To bardzo poraniony chłopiec, który ma duże problemy z okazywaniem uczuć, z budowaniem więzi i pielęgnowaniem  przyjaźni. Jestem również ojcem biologicznym dla dorosłej już córki.

Jakie są Twoje rady dla rodziców, którzy myślą o stworzeniu domu osieroconemu dziecku?

Po pierwsze, że kandydaci na rodziców zastępczych czy adopcyjnych muszą mieć pewność, że ich małżeństwo jest udane, spełnione i trwałe. Muszą mieć pewność, że oboje tego chcą. Jeżeli posiadają własne dzieci powinni pamiętać, że to je im Bóg powierzył pod szczególną opiekę. Decyzja o wzięciu dzieci powinna być uzgodniona z biologicznymi dziećmi. Ważne jest, aby rodzina zastępcza nie brała dwóch różnych rodzeństw, które wnoszą dwie różne  często ścierające się "kultury" do naszego domu. Ważne jest też i to aby dzieci przyjęte do rodziny nie były starsze, lecz, tak jak to dzieje się naturalnie aby pojawiały się jako młodsze. To chyba takie najistotniejsze rady.

Jakie plany najbliższą przyszłość ma Misja Nadziei?

W planach mamy realizację projektu o nazwie “Autobus nadziei”. Chcielibyśmy wynająć 20 osobowy bus, następnie okleić go napisami “Szukam domu...”, plakatami i numerami infolinii. W tym pojeździe chcemy odwiedzić 160 miast i przemierzyć 6000 km, rozdając ulotki i plakaty, organizując spotkania z władzami lokalnymi, z personelem placówek opiekuńczych i ośrodków pomocowych, z mieszkańcami. Chcemy w ten sposób zainteresować i przekonać urzędników oraz polskie społeczeństwo do idei rodzinnej opieki zastępczej. Niestety po dwóch latach publicznej zbiórki na ten cel mamy nadal deficyt w baku. Na wiosnę planujemy w Poznaniu, Głogowie i w Łodzi przeprowadzenie VIII edycji akcji - “Szukam domu...”, natomiast na jesieni, być może w Kwidzynie lub w Toruniu IX edycji.

Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Misja Nadziei" od siedmiu lat zajmuje się opieką i wychowaniem dzieci z różnych względów zaniedbanych wychowawczo a także propagowaniem idei rodzicielstwa zastępczego. Najbardziej znanym przedsięwzięciem organizacji jest akcja “Szukam domu...”, dzięki której 460 dzieci znalazło się w już rodzinach zastępczych. Stowarzyszenie prowadzi własne ośrodki wychowawcze o charakterze rodzinnym, przeprowadza akcje informacyjne i wspiera osoby chcące stworzyć dom osieroconym dzieciom. Włącza się również w inne, ogólnopolskie akcje i programy mające na celu pomoc dzieciom i młodzieży z rodzin patologicznych, niepełnych czy też dysfunkcyjnych w inny sposób.

Dodatkowe informacje o stowarzyszeniu można znaleźć na stronie www.misjanadziei.org.pl


Joanna Gacka

Polska.pl


Poprzedni Home Następny