Związki rodzinne



Związki rodzinne
Rodzina zastępcza

Jeszcze całkiem niedawno temat sierot (biologicznych czy społecznych) stanowił swego rodzaju tabu. Obecnie mamy do czynienia ze zjawiskiem wręcz przeciwnym - w prawie każdym szanującym się polskim serialu występuje "dyżurna" sierota, a rywalizujące stacje telewizyjne produkują telenowele o domach dziecka. Epatują ludzkim nieszczęściem, odwołują się do tanich sentymentów?

Na pewno, ale spełniają też pożyteczną funkcję - uświadamiają nam, że ten problem istnieje, że wiele dzieci cierpi samotność, że są zaniedbywane i maltretowane, że brakuje im bliskości i zaufania dorosłych, że czują się odrzucone, że nie mogą się w pełni rozwijać - ta lista ciągnie się w nieskończoność. Coraz więcej mówi się też o nowych formach pomocy. Nie są może one nowe per se, bowiem poza instytucjonalne formy pomocy sierotom są tak stare jak i sam problem sieroctwa. Nowe jest natomiast to, że w Polsce zostanie rodzicem adopcyjnym nie jest już wstydem, powstało wiele niepublicznych organizacji wspierających rodziny zastępcze, a także rozmaite inne formy opieki nad dziećmi opuszczonymi. Nadal jednak w tradycyjnych domach dziecka - często molochach - mieszka ponad 19 tysięcy niechcianych dzieci.

Myślę, że nie pomylę się twierdząc, że wielu z nas przynajmniej od czasu do czasu myśli o udzieleniu im pomocy. Zapewne nie pomylę się też w przypuszczeniu, że większość poprzestaje na gdybaniu, a szlachetne zamierzenia pozostają w sferze mrzonek. Powstrzymuje nas niewiedza, obawa przed formalnościami i ingerencją instytucji w nasze życie (proces kwalifikacji, decyzje sądowe, kontrole kuratorów), niepewność czy podołalibyśmy takiemu ogromnemu zadaniu i multum innych czynników nie wyłączając zwykłego ludzkiego lenistwa. Tym niemniej pierwszym krokiem na tej drodze jest uzyskanie informacji - a dostarczenie ich jest właśnie celem tego artykułu.

Podstawą do jego napisania (oprócz stron WWW wymienionych na końcu artykułu) było spotkanie z panią Dobrochną Konrad, psychologiem z Ośrodka "Pro Familia" w Poznaniu przy Towarzystwie Przywracania Rodziny.

Co to jest rodzina zastępcza?

Zacznijmy może od definicji. Otóż w odróżnieniu od rodzin adopcyjnych, które przysposabiają dziecko jako pełnoprawnego (w świetle przepisów) członka rodziny, łącznie z nazwiskiem i prawem do dziedziczenia, rodziny zastępcze wychowują dzieci, które w pewnym stopniu zachowują niezależność, często mają żyjących rodziców naturalnych, z którymi mogą utrzymywać kontakty (a nawet jest to zalecane). Rodzice zastępczy z jednej strony otrzymują finansową pomoc państwa (rodzice adopcyjni nie) z drugiej zaś są "z urzędu" zobowiązani do współpracy z instytucjami, które powierzyły im dziecko. Do rodzin zastępczych trafiają zazwyczaj dzieci starsze (powyżej 3 lat) lub o nieuregulowanej sytuacji prawnej (rodzice biologiczni nie zrzekli się praw rodzicielskich lub mają jedynie ograniczoną władzę rodzicielską, dzieci, które mają rodzeństwo).

 

Problemy dzieci

Starsze dziecko ma zazwyczaj ogromny bagaż traumatycznych doświadczeń, jako że przez dłuższy czas cierpiało z braku miłości, nieodwzajemnionych uczuć, braku troski osób poświęcających szczególną uwagę jego rozwojowi, jak ma to miejsce w prawidłowo funkcjonującej rodzinie. Naukowcy donoszą, że w wyniku odrzucenia, utraty rodziców, stresu związanego z życiem w instytucji u dzieci dochodzi nie tylko do psychicznych ale do fizjologicznych zmian w mózgu (a dokładniej jego części zwanej hipokampem). Dzieci sieroce często cierpią na różnego rodzaju zaburzenia rozwoju, począwszy od fizycznej mizerności, niedożywienia, poprzez nieuniknione opóźnienia w różnych sferach rozwoju (przede wszystkim emocjonalno-społecznego, ale także mowy, zdolności poznawczych, psychiki) aż do wrodzonych chorób czy kalectwa. Należy tu wspomnieć o przypadkach (nie tak rzadkich), kiedy wady wrodzone stanowią pierwotną przyczyną odrzucenia dzieci przez rodziców, np.: zespół Downa, wodogłowie - w takich sytuacjach rodzice nie czują się na siłach, aby podjąć się opieki nad chorym dzieckiem, albo wstydzą się reakcji otoczenia.

Kontakty dzieci z rodzicami biologicznymi

Wyróżniającym aspektem rodzicielstwa zastępczego jest zobowiązanie do podtrzymywania kontaktów dzieci z ich rodzicami biologicznymi. Zadaniem rodziców zastępczych na tym obszarze jest takie sterowanie sytuacją, żeby spróbować uzdrowić relacje między nimi - o rodzicach biologicznych należy opowiadać rzeczowo i bez deprecjonowania, czy rozdrażniania sytuacji. Dla dobra dziecka trzeba przedstawić rodziców biologicznych w pozytywnym świetle, nauczyć przebaczenia i zrozumienia przyczyn ich postępowania - "nie mieli złej woli", "nie chcieli cię stracić", "mama była chora". Jeśli istnieje taka możliwość (a często istnieje) rodzice zastępczy powinni ułatwiać spotkania między dziećmi a ich rodzicami biologicznymi. Trzeba zrozumieć i zaakceptować istniejące z reguły zjawisko, że dzieci te, często wbrew wszelkiej logice, usprawiedliwiają i tęsknią do swoich rodziców biologicznych, nawet jeśli doznały od nich ogromnego bólu - jednocześnie winiąc rodziców zastępczych za rozłąkę z nimi.

Odpowiedzialność i miłość czyli rodzice zastępczy

Rodzice zastępczy mają do czynienia z problemami ogromnej skali, wydawałoby się wręcz przerastającymi możliwości zwykłego człowieka. A jednak wielu z nich podjęło się tego odpowiedzialnego zadania osiągając pozytywne rezultaty. Zrozumieli, że świadoma i przemyślana decyzja o założeniu rodziny zastępczej, poparta odpowiednim szkoleniem może uratować czyjeś pogmatwane życie. W rodzicielstwie zastępczym nie ma miejsca na żadną "partyzantkę" - każda nieostrożna uwaga czy złamana obietnica mogą zrujnować pieczołowicie odbudowywane poczucie bezpieczeństwa czy własnej wartości u dziecka.

Kim są ci ludzie?

Najlepiej niech opowiedzą o sobie sami:

Kasia i Mariusz

Przedstawcie się i opowiedzcie, jak to się stało, że zostaliście rodzicami zastępczymi.

Jesteśmy nauczycielami. Małżeństwem jesteśmy od 9 lat, a na adopcję zdecydowaliśmy się jakieś 6 lat temu, w efekcie czego 3 lata temu dołączył do nas Kamil (obecnie lat 6,5). Mamy również córkę biologiczną Marysię (obecnie lat 7). I od tych trzech lat sukcesywnie prześladuje nas pytanie "dlaczego" zadawane przez większość tych, którzy dowiedzieli się, że adoptowaliśmy dziecko chociaż mieliśmy już rodzone, "swoje". Pytał nawet proboszcz... A dlaczego nie? Dlaczego? My chcieliśmy mieć jeszcze jedno dziecko a Kamil chciał mieć rodziców, trudno powiedzieć czy jeszcze jednych, czy pierwszych prawdziwych - długo myślał, że rodziców dostaje się "z przydziału" i kłócił się z Marysią, "kto tu pierwszy przyjechał". No i trudno zachwycać się swoim dzieckiem, że takie śliczne, bezbronne, ufne, takie małe rączyny - wiedząc, że takich rączyn jest całkiem sporo, tylko nie ma komu się zachwycać. Jakoś takie szczęście nie cieszy, jakby było skradzione. Ponoć miłość, gdy się ją dzieli, to rośnie, choć nie jest to bezbolesne. Nie byłoby prawdą, gdybyśmy napisali, że pokochaliśmy Kama od pierwszego dnia. Czuliśmy się za niego nieodwołalnie odpowiedzialni, lecz miłość przychodzi z czasem.

Jak wspominacie proces kwalifikacyjny?

Przez ponad rok uczęszczaliśmy na zajęcia do Ośrodka Pro-Familia, to na tyle długo, żeby się móc rozmyślić bez szkody dla nikogo. Pamiętam dwie rzeczy: po pierwsze, niemal wszyscy potencjalni rodzice byli zdecydowani na niemowlęta, po drugie, coś co dziwić nie powinno, ale nigdy dotąd nie dotarło do nas z taką siłą: że dziecko nie musi nikomu za nic być wdzięczne. O tym, że Kamil szuka rodziców dowiedzieliśmy się nie od Pro Familii, lecz od kogoś, kto powiedział komuś, etc... Jednak bez pomocy fundacji: psychicznej i tej formalnej, dotyczącej konkrentych prawnych posunięć, byłoby nam bardzo trudno. Uczestniczymy w grupie wsparcia dla rodziców dzieci adoptowanych, chcemy by Kamiś miał szansę dostrzec, że nie jest sam w swojej historii, choć to bolesne ale się zdarzyło nie tylko jemu, nie jest sam w tym morzu dzieci, które nie musiały mieć "nowych rodziców".

Jak wspominacie początki rodzicielstwa zastępczego? Czy z czasem jest coraz łatwiej, czy wręcz przeciwnie, trudniej (małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - ...)

Pamiętamy dzień, kiedy byliśmy szczęśliwi bo Kamil płakał - zostawiony na chwilkę przed rządkiem sklepów zapomniał, do którego weszliśmy i pomyślał, że się zgubił - on się wtedy zgubił po raz pierwszy w życiu, a to oznaczało, iż czuje, że ma dom. Bo żeby się zgubić trzeba mieć komu się zgubić, przedtem to my musieliśmy na niego uważać na zatłoczonych ulicach, on nie bał się, że się zgubi bo człowiek bez domu nie może go zgubić. Pamiętamy bezradność, gdy nieustannie pakował swoje zabawki do plecaczka, zdejmował je z półki i pakował "na wszelki wypadek", taki wieczny wędrowiec niebyt pewny następnej chwili. Dobrze pamiętamy też wstyd, kiedy my - nauczyciele - jechaliśmy autobusem a Kamil na cały głos opowiadał coś w jak najgorszej polszczyźnie pełnej słów jak "piniondze", "będziemy", "bedom" itp. Teraz rozpiera nas radość (i duma?), gdy Kamil jest chwalony w przedszkolu za szerokie słownictwo, ładny język, rozległą jak na jego wiek wiedzę o świecie. Jest lubiany przez personel, bo życie nauczyło go, jak zjednywać sobie ludzi i potrafi to wykorzystać. Powoli kończą się za to pełne "wzruszenia" spojrzenia będące tak naprawdę wyrazem litości - taniej litości nad dzieckiem, które nie ma rodziców i domu. A przecież ma! Jak się ma takie dziecko czuć? - myśli, że pewnie jest jakiś powód, żeby mu współczuć, że taki biedny, gorszy.... Szczęśliwie, ten okres już za nami. Jednak wiele osób, nawet wśród najbliższej rodziny, nie potrafi dostrzec w Kamilu naszego syna, a to boli i będzie bolało go, gdy podrośnie. Sporo jest też osób odnoszących się do nas niczym do bohaterów. A co ma myśleć dziecko? Że rodzice to tacy odważni, bohaterscy ludzie... bo są jego rodzicami?!! Czy on jest kimś strasznym?

Czy macie jakieś rady dla osób, które myślą o zostaniu rodzicami zastępczymi?

Jeśli chodzi o rady, bardziej kompetentni będziemy za piętnaście lat ... Albo później.

Aneta i Jerzy

Przysposobiliśmy trójkę dzieci (obecnie IV, V i VI klasa szkoły podstawowej), biologicznych nie posiadamy. Oboje jesteśmy nauczycielami. Bardzo trudno sprecyzować "co nas zainspirowało do przysposobienia dzieci". Za pierwszym razem zadecydował przypadek: odwiedzałem jeden z PDD, pomagałem w lekcjach, organizowałem czas wolny dzieciom. Tam poznałem nasze pierwsze dziecię. Po kilku latach dojrzała myśl o "powiększeniu" naszej rodziny. Początkowo myśleliśmy o jednym dziecku, ale pojawiło się rodzeństwo - brat i siostra. I tak staliśmy się rodziną pięcioosobową. Pierwsze dziecko trafiło do nas jako 3,5-latek, kiedy małżeństwem byliśmy niespełna 2 lata. Następne dzieci przychodząc do nas miały 5,5 oraz 8 lat. Formalności związane z przyjęciem pierwszego dziecka załatwialiśmy przez Kuratoryjny Ośrodek Adopcyjny, pozostałe dwa razy za pośrednictwem Pro-Familii. Spotkaliśmy się z profesjonalizmem, głęboką znajomością problemu dzieci opuszczonych, serdecznością, życzliwością oraz dbałością przede wszystkim o dobro dziecka. Pomimo kilkuletniego "stażu" jako rodzice zastępczy, uczestnictwo w Szkole Rodzin Adopcyjnych pogłębiło naszą wiedzę i uwrażliwiło na "blaski i cienie" rodzicielstwa zastępczego. Naszym zdaniem istotą rodzicielstwa zastępczego jest traktowanie wszystkiego normalnie, bez tematów tabu. Nasze dzieci wiedzą, że są przysposobione. Nie ukrywamy tego przed znajomymi.

Samo wychowanie opiera się na miłości rodziców i dzieci. Polega na wyrozumiałości i wymaganiach, odpowiedzialności za rodzinę.

Iwona i Sławek

Mam na imię Sławek, a moja żona Iwona. Prowadzę małą działalność gospodarczą, Iwona jest nauczycielką w szkole podstawowej. W 1995r. przyjęliśmy na wychowanie Rafała (ur. 1989) i Sylwię (ur. 1990). Po czterech latach od adopcji urodziła nam się Ola.

Już na początku naszego małżeństwa w 1988r. obiecaliśmy sobie, że jeśli nie będziemy mieć własnych dzieci, to zwrócimy się do odpowiedniej instytucji z prośbą o adopcję. Tak też się stało. Zawsze chcieliśmy mieć dzieci więc nie było problemu z podjęciem decyzji, gdy one się nie pojawiały.

Warunkiem przystąpienia do adopcji było uczestnictwo w procesie kwalifikacyjnym. Na tych spotkaniach nasza już wcześniej podjęta decyzja jeszcze bardziej się ugruntowała. Wspaniale jest w ogóle być rodzicem a przyjęte na wychowanie dzieci od początku traktowaliśmy jak własne. Byliśmy dumni z faktu, że teraz jesteśmy pełną rodziną. Wśród przyjaciół i krewnych mieliśmy pełną akceptację i dzieliliśmy się z nami naszą radością.

Teraz mieszkamy wspólnie już osiem lat, Ola ma cztery latka. Widzimy znaczną różnicę w wychowaniu Rafała i Sylwii, a Oli. Po pierwszych zaistniałych trudnościach wydawało nam się, że niezbyt dobrze poświęcamy czas naszym dzieciom. Trochę siebie obwinialiśmy za kryzysy rodzicielskie. Teraz już wiemy, że bagaż złych doświadczeń rzucił duży cień na postawę Rafała i Sylwii. Od początku Rafał i Sylwia walczyli ze sobą o "lepsze miejsce". Brat nie bronił siostry a siostra nie broniła brata.

Ola natomiast kocha wszystkich miłością bezinteresowną i ma do nas pełnię zaufania. Wychowanie dzieci adopcyjnych nie jest łatwe, ale każdy sukces przynosi wiele radości. Jeśli na koniec mogę udzielić rady przyszłym rodzicom adoptującym dzieci: nie zrażajcie się trudnościami, szukajcie wsparcia u innych rodzin zastępczych. Zwróćcie się o pomoc do instytucji czy towarzystw zajmujących się naszymi problemami. Wspólnie znajdzie się rozwiązanie i pokrzepienie.

***

Z literatury wynika, że są to najczęściej osoby o bardzo silnym kręgosłupie moralnym, których poczucie dobra i zła nie pozwala na pozostawianie potrzebujących dzieci bez pomocy, a następnie umożliwia wytrwanie w postanowieniu niesienia pomocy. Często mają własne dzieci, już odchowane, dzięki czemu ich potrzeby rodzicielskie zostały zaspokojone, a dzieciom, które im powierzono, mogą ofiarować mądrą miłość opartą na bazie rodzicielskich doświadczeń, oraz odbytych szkoleń. Nie są zaborczy i nie stawiają kategorycznych wymagań, choć z kolei trudno im uniknąć porównań z dziećmi rodzonymi ("bo z Anią nigdy takich problemów nie było"). Nie pretendują przecież do tytułu chodzących ideałów. Nie chcą być podziwiani czy obwoływani współczesnymi świętymi, ani też być źródłem sensacji we własnym otoczeniu czy mediach. Wykonują ciężką pracę, którą uważają niejako za swoją powinność, pracę o najwyższej wartości - walczą o uratowanie człowieka.

Pomoc dla rodzin zastępczych

Rodzice zastępczy nie są pozostawiani sami sobie. Zawsze mogą korzystać z opieki specjalistów: psychologów, pracowników społecznych, prawników, lekarzy wszelkich specjalizacji. Mają obowiązek kontaktowania się z lokalnym PCPR (Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie), które czuwa nad prawidłową opieką nad powierzonym dzieckiem, a ponadto mogą korzystać z pomocy ośrodków adopcyjnych i innych specjalistycznych placówek diagnostyczno-konsultacyjnych. Dlaczego? Ponieważ 90 % opiekunów zastępczych tworzą najbliżsi krewni bez jakichkolwiek kwalifikacji, szkoleń, bez przygotowania do pokonywania trudności wychowawczych specyficznych dla dzieci z wypaczoną psychiką. Wszyscy rodzice zastępczy powinni przejść kurs przygotowawczy i zostać zakwalifikowani do tej roli, a nawet wtedy nie ma potrzeby, by sami oceniali poziom rozwoju dziecka i samodzielnie radzili sobie z problemami wychowawczymi, choćby dlatego, że są to często problemy bardzo trudne i wymagają indywidualnego podejścia specjalistów. Nową formą pomocy są grupy wsparcia tworzone przez rodziny zastępcze, które chętnie dzielą się doświadczeniami w gronie osób z podobnymi problemami. W Ośrodku Pro-Familia działa rozszerzona forma grupy wsparcia: spotykają się nie tylko rodzice, ale całe rodziny. Prowadzone są treningi wychowawcze, czyli poznawanie zachowań w określonych sytuacjach. Można w ten sposób też wypróbować różne sposoby rozładowania emocji - to wszystko jest znacznie łatwiejsze w grupie "równych sobie". Członkowie grupy wykorzystują też swoje kompetencje spoza sfery rodzicielstwa, by pomóc w konkretnych sytuacjach - rozmowy nie ograniczają się jedynie do problemów wychowawczych, spotkania nabierają charakteru spotkań towarzystkich między rodzinami.

Jakie formalności czekają osoby chcące stworzyć zastępcza rodzinę?

W tym miejscu należałoby choćby pokrótce wspomnieć o formalnościach związanych z rodzicielstwem zastępczym i nieodłącznym aspektem ekonomicznym. Wbrew zasłyszanym oskarżeniom, nie jest to forma zarabiania na życie - aby zostać rodzicem zastępczym należy mieć stałe źródło utrzymania (pracę). Trzeba także posiadać obywatelstwo polskie, nie być karanym, dysponować odpowiednimi warunkami lokalowymi dla odpowiedniej liczby osób. Wymogiem jest również zdrowie psychiczne oraz brak chorób uniemożliwiających opiekę nad dzieckiem. Po spełnieniu wstępnych warunków, kandydaci na rodziców zastępczych przechodzą odpowiednie szkolenie - w Polsce jest prowadzonych kilkanaście programów szkoleniowych, zatwierdzonych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Szkolenie obejmuje ok. 40h wykładów i ćwiczeń, zaś po nim następuje proces kwalifikacji oceniany przez zespół specjalistów. Dzieci trafiają do rodzin głównie na podstawie orzeczeń sądu rodzinnego. W zależności od formy pomocy, w rodzinie może znajdować się różna liczba dzieci. W miarę możliwości stosuje się zasadę nierozdzielania rodzeństw - choć starsze dzieci często nie potrafią już znaleźć swojego miejsca w środowisku rodzinnym i pozostają w domach dziecka utrzymując kontakty z młodszym rodzeństwem w ramach rodziny zaprzyjaźnionej.

Formy opieki

Istnieją bowiem różne formy rodzinnej opieki zastępczej. Większość tego artykułu odnosiła się do "długoterminowych" rodzin zastępczych, czyli takich, z których praktycznie nie ma powrotu do rodziny biologicznej (zaledwie 0,1 % dzieci wraca do biologicznych rodziców) - forma ta najbardziej przypomina adopcję. Istnieją również rodziny zastępcze pełniące zadania pogotowia rodzinnego, w których dziecko może przebywać do 1 roku - jest to forma czasowej opieki w wypadku kryzysu w rodzinie naturalnej, jak np. konflikt z prawem jednego z rodziców, choroba. Rodziny takie często prowadzą specjalne programy korekcyjne: terapeutyczne, rehabilitacyjne czy resocjalizacyjne i dlatego wymagają szczególnego przygotowania i pomocy specjalistów. Szczególne miejsce mają tu rodziny zastępcze przed adopcją: jak wiadomo po urodzeniu dziecka, jego matka ma 6 tygodni na podjęcie decyzji o oddaniu dziecka. W tym czasie, zamiast samotnie leżeć w szpitalu czy w Domu Małego Dziecka, dzieci mogą przebywać w rodzinie, gdzie ich potrzeba bliskości jest zaspokojona, ba, bywa że są nawet karmione piersią - co niewątpliwie pozytywnie wpływa na ich dalszy rozwój. Istnieją również rodzinne domy dziecka, w których przebywa od 4 do 8 dzieci.

Formą, która może szczególnie zainteresować osoby nie mające doświadczenia w pomaganiu dzieciom, jest rodzina zaprzyjaźniona. Rodziny takie wspierają dzieci, które przebywają w placówkach opiekuńczych bądź w zagrożonych środowiskach rodzinnych. Może być to też wstępna forma przed ustanowieniem rodziny zastępczej. Pomoc polega na regularnych spotkaniach z dzieckiem, zapraszaniu go do siebie na weekendy, wakacje, czy święta. Ta forma nie wymaga orzeczenia sądu a jedynie zgody osób/instytucji sprawujących opiekę nad dzieckiem, ale należy zdawać sobie sprawę, jakie konsekwencje dla psychiki dziecka mogłoby mieć ewentualne wycofanie się z takiej formy wspierania.

Kończąc chciałabym serdecznie zachęcić wszystkich do lektury stron WWW poświęconych rodzinom zastępczym i nie tylko: www.misjanadziei.org.pl www.rodzinazastepcza.republika.pl a także do zainteresowania się majowym spotkaniem pt: FAMILIADA ZASTĘPCZA przewidzianym na dzień 27 - wtorek od godz 16:00 do 20 :00 w Centrum Kultury ZAMEK, na którym poznamy blaski i cienie rodzicielstwa zastępczego. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych tą tematyką. Wypowiedzą się tam osoby, które aktualnie pełnią funkcję opiekunów zastępczych, jak również zapoznamy się z działaniami wszystkich placówek parających się tematyką prorodzinną .

Zainteresowanych proszę o listy do mnie lub do p. Katarzyny Miś taak@op.pl, wolontariuszki ze Stowarzyszenia Misja Nadziei. pozdrawiam Magdalena Duffy mbykowska@hotmail.com
źródło: www.babyboom.pl


Poprzedni Home Następny